• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Pociąg wrócił na dobry tor - FELIETON

Reklama

Za kilka dni minie 10 miesięcy, odkąd do pociągu, zwanego Komendą Powiatową Policji w Oświęcimiu wsiadł nowy maszynista. Co się zmieniło przez te 300 dni? Z pewnością bardzo dużo.

Pamiętam, gdy przed siedemnastu laty głównym dowodzącym tym samym pociągiem został jego wcześniejszy drugi maszynista. Miał, jak każdy, swoje wady, ale i zalety. Do tych ostatnich należało wybranie trasy, wyznaczenie odpowiedniego toru wprawienie w ruch silników lokomotywy oraz jasne i klarowne rozdzielenie obowiązków pomiędzy członków załogi - konduktorów, stewardów, obsługę techniczną. Kierunek był znany, obwody maszyny sprawdzone, wagony gotowe do podróży, a na semaforze świeciło się zielone światło. Można było ruszyć.

Pociąg dał się dosyć łatwo prowadzić. Wszyscy wiedzieli, co mają robić. Maszynista rozsiadł się w fotelu i przyglądał krajobrazowi, przesuwającemu się za oknami lokomotywy. Od czasu do czasu przechadzał się po wagonach, by przyjrzeć się pracy swojej ekipy w myśl zasady, że pańskie oko konia tuczy.

Nie brakowało też wpadek i osobistych animozji. Cóż, maszynista w pociągu jest jak kapitan na statku. Korzysta z władzy i czasami zdarza mu się jej nadużywać. Z pewnością nie przynosi mu to chwały, ale nie to jest tematem tego felietonu

Po kilku latach maszynista uznał, że pociąg zmierza w dobrym kierunku, z prawidłową prędkością i po doskonałym torowisku. Pomyślał też może, że nikt nie jest w stanie spieprzyć tej podróży i postanowił odejść na emeryturę, ustępując fotel młodszym, ale i mniej doświadczonym. Liczył pewnie, że następca weźmie sobie do serca rozkład jazdy i będzie kontynuował podróż w tym samym kierunku, z podobną prędkością i z tym samym personelem.

Pociąg przejął człowiek, który dotychczas był pomocnikiem maszynisty na innych trasach, za miedzą. Wyrzucił do kosza dotychczasowy rozkład jazdy, poprzestawiał wajchy i rozjazdy, zmieniając tor na dużo gorszy. Jednocześnie tłumaczył podległym kolejarzom, że właśnie wkroczyli w erę nowoczesnych kolei dużych prędkości, a skład jest ekskluzywny, nowoczesny i przyjazny dla użytkowników. Zarówno personelu, jak i pasażerów.

Część konduktorów i stewardów uznała jednak, że nie da się robić nowoczesnej kolei zamieniając przyzwoity i prawidłowo jadący pociąg na skład, który byłby na wyłącznych usługach maszynisty, za nic mającego rozkład jazdy i powszechnie obowiązujące przepisy gwarantujące porządek i bezpieczeństwo. Dlatego też wielu kolejarzy zmieniło przewoźnika. Tych, którzy próbowali przywrócić stary rozkład jazdy i pokazać, że pociąg tak naprawdę jedzie w nieznane, maszynista wysadził lub zmusił do wyjścia z wagonu i pozostania na peronie bez możliwości ponownej podróży koleją.

Ci, którzy zostali, choć oczywiście nie wszyscy, zaciskali szczęki, klęli pod nosem, chodzili do psychiatrów, łykali psychotropy i jechali dalej wiedząc, że unosząc się honorem nie utrzymają rodziny. Byli też tacy, którzy wszystko zawdzięczali maszyniście i nie zdawali sobie sprawy z tego, że są inne sposoby i metody prowadzenia pociągu.

Nagle przyszedł dzień, kiedy dyżurny ruchu przeniósł maszynistę do innego składu. Załoga starego pociągu tak ucieszyła się z awansu dotychczasowego szefa, że chętnie odwiedzała wagon restauracyjny, by świętować zmianę maszynisty.

Nowy maszynista poustawiał wszystkie mechanizmy jak Pan Bóg i ogólnie przyjęte normy przykazali, po czym obserwował, jak pociąg się zachowa. Skład znowu poruszał się przyzwoicie, a spora część personelu zrezygnowała z regularnych wizyt u psychiatrów i psychoterapeutów. Co więcej, przystąpiła do obsługi pasażerów z dawno niewidzianym uśmiechem na twarzy.

Lokomotywa z wagonami wróciła na dobry tor. I tak jedzie dalej. Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...