• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Houston wraca z marokańskiej przygody - FOTO

Ewa i Jerzy Mazańscy. Fot. zbiory prywatne

Ewa i Jerzy Mazańscy kończą marokańską część Złombola. Przed nimi spokojniejszy powrót do Polski po trasie pełnej zapachów, smaków i upału.

Reklama

Spis treści

Marokańska przygoda załogi „Houston nie ma żadnego problemu” dobiegła końca. Ewa i Jerzy Mazańscy, którzy wyruszyli na Złombol Polonezem Caro, mają za sobą trasę przez Maroko, a przed sobą spokojniejszy, już mniej napięty powrót do Polski.

 

Ich podróż po Maroku nie miała sztywnego planu. Załoga przejechała przez Fez, Rabat i Tanger, a po drodze chłonęła kraj wszystkimi zmysłami. Były wąskie uliczki, gwar handlarzy, mocne zapachy przypraw, kolorowe przysmaki i smak tajinu, którego trudno odmówić, gdy Maroko pokazuje swoją kulinarną stronę.

 

Fez okazał się prawdziwym labiryntem. W gąszczu wąskich uliczek załoga zgubiła orientację, ale z pomocą przyszedł młody, około 14-letni chłopak. Mówił bardzo dobrze po angielsku i bez problemu wyprowadził podróżników z medyny. Swoją „bezinteresowną pomoc” wycenił jednak dość wysoko.

 

„Już wiedzieliśmy, że nie należy nawiązywać kontaktu wzrokowego z napotykanymi marokańskimi dziećmi, nie mówiąc już o handlarzach” - relacjonują z humorem Ewa i Jerzy Mazańscy.

 

Fez pachniał przyprawami, olejkami i ulicznym jedzeniem. Mieszał się z krzykiem handlarzy, kolorami straganów i tempem miasta, które wciąga turystę szybciej, niż ten zdąży spojrzeć na mapę. W tym zamieszaniu załoga skusiła się na tajin, czyli jedno z najbardziej znanych marokańskich dań.

 

Rabat pokazał inną twarz Maroka

 

Rabat, oficjalna stolica Maroka, zaskoczył oświęcimską załogę już na wjeździe. Miasto sprawiało wrażenie czystego, zielonego i nowoczesnego. Jak mówią podróżnicy, wręcz europejskiego.

 

W oczy rzucał się także szacunek do króla. Jego wizerunek można zobaczyć w witrynach sklepów, restauracjach, a nawet w małych warsztatach rzemieślniczych. Medyna w Rabacie, w porównaniu z tą w Fezie, okazała się znacznie łatwiejsza do przejścia.

 

„Tutaj już nie potrzebowaliśmy przewodnika” - żartują Ewa i Jerzy Mazańscy.

 

Między dużymi miastami Maroko pozytywnie zaskoczyło ich infrastrukturą drogową. Nowoczesne trasy nie oznaczają jednak spokojnej jazdy w samych miastach. Tam rządzi zupełnie inna logika.

 

Zamiast kierunkowskazu, klakson

 

Ruch w marokańskich miastach załoga opisuje krótko: chaos. Na drogach panuje zasada silniejszego, a klakson zastępuje kierunkowskaz. Do tego dochodzą piesi, którzy ignorują przejścia, skutery pojawiające się z każdej strony, bryczki z osiołkami i wozy konne.

 

Dla kierowcy starego Poloneza to nie jest miejsce na chwilę nieuwagi. Trzeba patrzeć szeroko, reagować szybko i przyjąć, że zasady znane z europejskich dróg nie zawsze działają tak samo.

 

Najbardziej zapamiętają upał

 

Maroko zostanie z załogą przede wszystkim przez temperaturę. W aucie termometr pokazywał 47 stopni, a na postoju nawet 57 stopni. Do tego dochodził gorący wiatr, który bardziej przypominał podmuch z suszarki niż powiew przynoszący ulgę.

 

„Co będziemy pamiętać z Maroka? Przede wszystkim wysoką temperaturę, 47 stopni w aucie, na postoju nawet 57 i gorący, niczym z suszarki wiatr zapierający dech w piersiach” - mówią Ewa i Jerzy Mazańscy.

 

Mimo trudnych warunków załoga zabiera z tej podróży także dobre wspomnienia o ludziach. Maroko pokazało im codzienność inną niż europejska, ale pełną uśmiechu i życzliwości.

 

„Zapamiętamy również klimat marokański stworzony przez mieszkańców, którzy pomimo niskiego standardu życia mają uśmiech na twarzy i życzliwość do drugiego człowieka, czego często brakuje Europejczykom” - podkreślają uczestnicy Złombola.

 

Teraz Ewa i Jerzy Mazańscy wracają do Polski. Za nimi marokańska część wyprawy, przed nimi europejskie kilometry i spokojniejszy powrót do domu. Polonez znów pokazał, że „Houston nie ma żadnego problemu”, choć na Złombolu każdy wie, że problem może czekać za kolejnym zakrętem.

Powiązane artykuły

Ponad 7000 km Polonezem. Wrócili do domu - FOTO

Ponad 7000 km Polonezem. Wrócili do domu - FOTO

Team Sołtys wrócił ze Złombola. Marcin i Krzysztof Kania przejechali Polonezem ponad 7000 km przez Europę i Afrykę.
Polonez po awarii. Team Sołtys już w Europie - FOTO

Polonez po awarii. Team Sołtys już w Europie - FOTO

Team Sołtys wraca ze Złombola. Po długiej kontroli granicznej w Ceucie i poważnej awarii Poloneza ekipa jedzie dalej.
126p-roblemów i Żuk, który dojechał do Maroka - FOTO

126p-roblemów i Żuk, który dojechał do Maroka - FOTO

Ekipa 126p-roblemów dotarła zielonym Żukiem do Maroka. W załodze są podróżnicy z Oświęcimia i Wiskitek.
Houston nie ma żadnego problemu, czyli kolejna ekipa Złombola - FOTO

Houston nie ma żadnego problemu, czyli kolejna ekipa Złombola - FOTO

Do złombolowych ekip z powiatu dołączyła załoga z Oświęcimia. Ewa i Jerzy Mazańscy jadą Polonezem Caro do Maroka.
Z powiatu oświęcimskiego ruszyli na Złombol - FOTO

Z powiatu oświęcimskiego ruszyli na Złombol - FOTO

Załogi z powiatu oświęcimskiego, w większości mieszkańcy Polanki Wielkiej, jadą w tegorocznej edycji Złombola. Do Maroka…Zobacz więcej
Awaria busa. Drogówka stanęła na wysokości zadania - FILM

Awaria busa. Drogówka stanęła na wysokości zadania - FILM

Awaria dostawczego peugeota sparaliżowała pas na ulicy Chemików w Oświęcimiu. Mundurowi stanęli na wysokości zadania.