Reklama
27 maja 2026, środa
Pół wieku z pszczołami
- Jakub Konior
- 23 marca 2016
- 16:51
Reklama
Spotkanie uczniów z pszczelarzami przygotowała w Powiatowym Zespole Szkół nr 2 w Oświęcimiu Anna Somogyi, nauczycielka biologii w tej szkole. Z Janem Ślósarzem, wiceprezesem Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Krakowie rozmawia Jakub Konior, lider szkolnego Koła Medialnego.
Jak rozpoczęła się Pana przygoda z pszczelarstwem?
- Dosyć przypadkowo. Miałem sąsiada za płotem w Myślenicach. Był staruszkiem, miał sześć uli. Sprzedał swój domek i działkę. Bardzo żałował, że jego pszczoły nie będą miały dalszej opieki. Prosił, abyśmy się nimi zajęli. Mój ojciec zgodził się i je przejęliśmy. W tej chwili mamy ponad 80 rodzin.
Początki były trudne?
- Miałem wtedy 16 lat i było to dla mnie bardzo ciekawe. Uczyliśmy się od innych, okolicznych pszczelarzy, którzy byli już doświadczeni. Pomogli nam, zaopatrzyli nas w sprzęt i pokazali, jak fachowo zajmować się pszczołami. Następnie zaczęliśmy kupować nowe ule i potem szło już z górki.
Ile uli liczy aktualnie Pana pasieka?
- 35 moich uli, tyle samo uli mojego syna i jeszcze kilkanaście należących do brata.
Jak długo zajmuje się Pan pszczołami?
- Od 50 lat. Najpierw jako uczeń, hobbystycznie. Ostatnie 25 lat przepracowałem w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Krakowie jako specjalista do spraw pszczelarstwa. A więc ćwierć wieku zajmuje się tym zawodowo, można powiedzieć, jako doradca pszczelarski. Jestem także wiceprezesem Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Krakowie. Od kilku kadencji organizujemy szkolenia pod egidą ODR. Dziś jestem już ostatni raz jako „odeerowiec” ponieważ przechodzę na emeryturę.
Jakie pszczoły dominują w Polsce- W tej chwili większość pszczół w Polsce należy do rasy kraińskiej- Apis Mellifera Carnica. Jest to pszczoła z okolic alpejskich. Swoim naturalnym zasięgiem docierała aż po nasze granice.
Środki ochrony roślin są dużym zagrożeniem dla pszczół?
- Tak, bardzo dużym zagrożeniem. Pszczoła podtruta takim środkiem może stracić orientację i nie wrócić do ula. Potem zginie. Są to bardzo podstępne środki. Praktycznie rzecz biorąc, w terenach intensywnego rolnictwa pszczoły nie mogą się w ogóle utrzymać. Paradoksalnie dobrze czują się w dużych aglomeracjach miejskich. Na przykład w Paryżu i innych miastach, gdzie rodziny pszczele hoduję się na dachach, z daleka od wszelkiego rodzaju pestycydów.
Co poradziłby Pan osobom, które chciałyby spróbować swoich sił w pszczelarstwie?
- Po pierwsze, trzeba sprawdzić czy nie jest się uczulonym. Dobrze by było, aby popraktykować pod okiem doświadczonego pszczelarza- taty czy dziadka. Jeśli nie ma takiej możliwości najlepiej iść do sąsiada i podpatrywać jego pracę przy ulu. Gdy zobaczy prawdziwe zainteresowanie, to na pewno wyrazi chęć pomocy, da ul i pokaże, jak wszystko robić. Trzeba trochę poczytać i zapisać się do jednego z kół pszczelarzy, które są bardzo dobrze rozwinięte. Każdego roku prowadzimy szkolenia w Krakowie. Przychodzą na niego mieszkańcy stolicy Małopolski, ale i okolic. To ludzie, którzy nie mają jeszcze pszczół i właśnie zaczynają swoją z nimi przygodę. Kurs kończy się wiosną na zajęciach praktycznych w pasiece. To właśnie w tym czasie ludzie podejmują decyzję o założeniu własnej hodowli pszczół.
Jak rozpoczęła się Pana przygoda z pszczelarstwem?
- Dosyć przypadkowo. Miałem sąsiada za płotem w Myślenicach. Był staruszkiem, miał sześć uli. Sprzedał swój domek i działkę. Bardzo żałował, że jego pszczoły nie będą miały dalszej opieki. Prosił, abyśmy się nimi zajęli. Mój ojciec zgodził się i je przejęliśmy. W tej chwili mamy ponad 80 rodzin.
Początki były trudne?
- Miałem wtedy 16 lat i było to dla mnie bardzo ciekawe. Uczyliśmy się od innych, okolicznych pszczelarzy, którzy byli już doświadczeni. Pomogli nam, zaopatrzyli nas w sprzęt i pokazali, jak fachowo zajmować się pszczołami. Następnie zaczęliśmy kupować nowe ule i potem szło już z górki.
Ile uli liczy aktualnie Pana pasieka?
- 35 moich uli, tyle samo uli mojego syna i jeszcze kilkanaście należących do brata.
Jak długo zajmuje się Pan pszczołami?
- Od 50 lat. Najpierw jako uczeń, hobbystycznie. Ostatnie 25 lat przepracowałem w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Krakowie jako specjalista do spraw pszczelarstwa. A więc ćwierć wieku zajmuje się tym zawodowo, można powiedzieć, jako doradca pszczelarski. Jestem także wiceprezesem Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Krakowie. Od kilku kadencji organizujemy szkolenia pod egidą ODR. Dziś jestem już ostatni raz jako „odeerowiec” ponieważ przechodzę na emeryturę.
Jakie pszczoły dominują w Polsce- W tej chwili większość pszczół w Polsce należy do rasy kraińskiej- Apis Mellifera Carnica. Jest to pszczoła z okolic alpejskich. Swoim naturalnym zasięgiem docierała aż po nasze granice.
Środki ochrony roślin są dużym zagrożeniem dla pszczół?
- Tak, bardzo dużym zagrożeniem. Pszczoła podtruta takim środkiem może stracić orientację i nie wrócić do ula. Potem zginie. Są to bardzo podstępne środki. Praktycznie rzecz biorąc, w terenach intensywnego rolnictwa pszczoły nie mogą się w ogóle utrzymać. Paradoksalnie dobrze czują się w dużych aglomeracjach miejskich. Na przykład w Paryżu i innych miastach, gdzie rodziny pszczele hoduję się na dachach, z daleka od wszelkiego rodzaju pestycydów.
Co poradziłby Pan osobom, które chciałyby spróbować swoich sił w pszczelarstwie?
- Po pierwsze, trzeba sprawdzić czy nie jest się uczulonym. Dobrze by było, aby popraktykować pod okiem doświadczonego pszczelarza- taty czy dziadka. Jeśli nie ma takiej możliwości najlepiej iść do sąsiada i podpatrywać jego pracę przy ulu. Gdy zobaczy prawdziwe zainteresowanie, to na pewno wyrazi chęć pomocy, da ul i pokaże, jak wszystko robić. Trzeba trochę poczytać i zapisać się do jednego z kół pszczelarzy, które są bardzo dobrze rozwinięte. Każdego roku prowadzimy szkolenia w Krakowie. Przychodzą na niego mieszkańcy stolicy Małopolski, ale i okolic. To ludzie, którzy nie mają jeszcze pszczół i właśnie zaczynają swoją z nimi przygodę. Kurs kończy się wiosną na zajęciach praktycznych w pasiece. To właśnie w tym czasie ludzie podejmują decyzję o założeniu własnej hodowli pszczół.