• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Awaria w tunelu, kawa pod Sagradą i pomoc - FOTO

Fot. materiały prasowe

Załoga Lublina z powiatu oświęcimskiego wraca ze Złombola. Ma za sobą Maroko, awarie, upały, nocną jazdę i 10 tys. zł w zbiórce.

Reklama

Spis treści

Załoga Lublina i Skody Favorit z powiatu oświęcimskiego ma za sobą najważniejszy punkt tegorocznego Złombola, dojazd do Maroka. Teraz ekipa wraca do Polski, ale droga powrotna wcale nie przypomina spokojnej wycieczki. Są upały, nocne przejazdy, naprawy na poboczu i pomoc innym uczestnikom rajdu.

 

Ekipa dotarła na metę w nocy z 1 na 2 lipca, około godz. 2. Jak relacjonuje Grzegorz Drabczyk, sama meta nie poszła zgodnie z planem, o czym szerzej informowali organizatorzy Złombola. Załoga podkreśla jednak, że takie sytuacje mogą zdarzyć się podczas tak dużej wyprawy i nie ma pretensji do organizatorów.

 

W poniedziałek 6 lipca Lublin i Skoda dojeżdżały do Barcelony. Plan był prosty: krótka przerwa, a później nocna jazda w stronę Włoch. Powód? Temperatura. W samochodach, według relacji załogi, mogło być nawet około 45 stopni.

 

„My już zmęczeni upałami przerzucamy się na jazdę nocną, żeby jakoś znieść temperatury” - mówi Grzegorz Drabczyk.

 

Po drodze załoga widziała także skutki suszy i pożary lasów w Hiszpanii, między innymi w rejonie Barcelony. Mimo zmęczenia ekipa nie odpuszczała złombolowej zasady, pomóc temu, kto akurat potrzebuje wsparcia.

 

Lublin codziennie wymaga uwagi

 

Załoga Lublina od początku wyprawy walczy z samochodem, ale właśnie na tym polega Złombol. Auto ma jechać dalej, nawet jeśli wymaga napraw wykonywanych pod presją czasu, temperatury i kolejnych kilometrów.

 

W Barcelonie znów zrobiło się gorąco, i to dosłownie. Gdy ekipa wyjeżdżała z miasta, w centrum posłuszeństwa odmówił wiatrak w Skodzie. Auto zaczęło się gotować w tunelu. Załoga zjechała na pas awaryjny i w 15 minut przerobiła awaryjny wiatrak kupiony wcześniej na złomie w Maladze.

 

„Na szybko wyjechaliśmy z tunelu i na pasie awaryjnym w 15 minut przerobiliśmy awaryjny wiatrak do Skody. Teraz wszystko działa” - relacjonuje Grzegorz Drabczyk.

 

Po tej naprawie przyszła chwila oddechu. Załoga zatrzymała się na kawę pod Sagradą Familią, a potem ruszyła dalej w stronę Włoch.

 

Z Barcelony do San Remo

 

We wtorek 7 lipca, około godz. 7, załoga dojechała do San Remo we Włoszech. Za nimi był bardzo długi odcinek. W ciągu jednej doby przejechali z Kartageny w Hiszpanii do San Remo, z przerwą w Barcelonie. To około 1330 kilometrów.

 

Po takim dystansie i jeździe w wysokich temperaturach ekipa postawiła na odpoczynek. Wieczorem planowała ruszyć dalej, w okolice Wenecji.

 

„Aktualnie się regenerujemy, bo w tych upałach nie da się jechać” - przekazał Grzegorz Drabczyk.

 

Z pomocą innym załogom

 

Złombol nie jest wyścigiem. Uczestnicy jadą starymi samochodami dawnej produkcji lub koncepcji komunistycznej, zbierają pieniądze na pomoc dzieciom z domów dziecka i po drodze pomagają innym ekipom. Załoga Lublina z powiatu oświęcimskiego dobrze wie, co to znaczy.

 

Grzegorz Drabczyk relacjonuje, że po drodze naprawiali albo pomagali naprawić około czterech, pięciu innych Lublinów. Jednego dnia nadłożyli też około 30 kilometrów, żeby dowieźć innej załodze membranę pompy paliwa do Żuka z tym samym silnikiem.

 

„Po drodze komu możemy, to pomagamy” - mówi Grzegorz Drabczyk.

 

Na trasie spotykają też wielu życzliwych ludzi. Kierowcy i przechodnie uśmiechają się na widok starego Lublina, a ekipa często trafia również na rodaków.

 

10 tysięcy złotych w zbiórce

 

Załoga Lublina i Skody zebrała już równe 10 tys. zł. Pieniądze trafią na cel charytatywny Złombola, czyli pomoc dzieciom z domów dziecka i placówek opiekuńczych.

 

Ekipa ma też dodatkową zachętę dla darczyńców. Osoba, która wpłaci najwyższą kwotę do skarbonki załogi, otrzyma pamiątkowy znak przywieziony z trasy. Złombolowicze zapowiadają, że dostarczą go osobiście.

 

Wpłaty nadal można przekazywać przez skarbonkę załogi:
https://www.siepomaga.pl/lublinem-do-maroko

 

 

 

Wyprawa daje też praktyczną lekcję dla podróżujących. Po doświadczeniach z Hiszpanii załoga przypomina, żeby podczas prywatnych wakacji pilnować swoich rzeczy. W Maladze, mimo że torby leżały tuż obok odpoczywających na plaży uczestników, ktoś ukradł jeden telefon.

 

Trasa Lublina pokazuje, że Złombol to nie tylko stare auta i dalekie kilometry. To także upał, zmęczenie, śrubokręt w ręce, kawa pod znanym zabytkiem, nocne odcinki przez Europę i ludzie, którzy zatrzymują się po to, żeby komuś pomóc.

Powiązane artykuły

Polonez po awarii. Team Sołtys już w Europie - FOTO

Polonez po awarii. Team Sołtys już w Europie - FOTO

Team Sołtys wraca ze Złombola. Po długiej kontroli granicznej w Ceucie i poważnej awarii Poloneza ekipa jedzie dalej.
126p-roblemów i Żuk, który dojechał do Maroka - FOTO

126p-roblemów i Żuk, który dojechał do Maroka - FOTO

Ekipa 126p-roblemów dotarła zielonym Żukiem do Maroka. W załodze są podróżnicy z Oświęcimia i Wiskitek.
Houston nie ma żadnego problemu, czyli kolejna ekipa Złombola - FOTO

Houston nie ma żadnego problemu, czyli kolejna ekipa Złombola - FOTO

Do złombolowych ekip z powiatu dołączyła załoga z Oświęcimia. Ewa i Jerzy Mazańscy jadą Polonezem Caro do Maroka.
Z powiatu oświęcimskiego ruszyli na Złombol - FOTO

Z powiatu oświęcimskiego ruszyli na Złombol - FOTO

Załogi z powiatu oświęcimskiego, w większości mieszkańcy Polanki Wielkiej, jadą w tegorocznej edycji Złombola. Do Maroka…Zobacz więcej