Reklama
27 maja 2026, środa
Awantury o szpitalną furtkę część pierwsza - FOTO
- Paweł Wodniak
- 25 kwietnia 2017
- 13:47
Reklama
W ostatnich dniach tematem numer jeden wśród części mieszkańców Oświęcimiu jest furtka. A konkretnie furtka, stanowiąca wejście do szpitala powiatowego od strony ulicy Dąbrowskiego.
Brama dla samochodów i bramka dla pieszych, prowadzące na teren Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu, a zlokalizowane od strony ulicy Dąbrowskiego, istnieją od czasu budowy lecznicy.
Kilka lat temu, podczas remontu głównej arterii miasta korzystały z niej karetki pogotowia, wyjeżdżające do nagłych wypadków. Po zakończeniu modernizacji dyrekcja szpitala bramę wjazdową zamknęła, ale furtkę zostawiła otwartą. Ludzie korzystali z niej, nie bacząc, że zaraz po wejściu na teren szpitalny na skróty muszą iść po złożonej z płyt betonowych drodze technologicznej, gdzie o skręcenie nogi nie było trudno.
Podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku służby specjalne nakazały, ze względów bezpieczeństwa, zamknąć dodatkowe wejścia do szpitala, a otwarte zostawić jedynie główne od strony ulicy Wysokie Brzegi. Po ŚDM Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor szpitala, postanowiła furtki nie otwierać.
Już wcześniej docierały do niej głosy niezadowolonych mieszkańców pobliskich bloków, którzy narzekali, że lekarze i pielęgniarki przyjeżdżają do pracy, zostawiają samochody na osiedlowym parkingu, blokując im miejsca parkingowe, i furtką na skróty idą do miejsca zatrudnienia.
Po pewnym czasie do władz szpitala zaczęły przychodzić delegacje, które domagały się otwarcia bramki. Jednak dyrekcja uznała, że dodatkowego przejścia ponownie nie uruchomi, głównie z powodów bezpieczeństwa. Tym bardziej, że już wtedy planowała stworzenie parku dla pacjentów oddziału psychiatrycznego i przebudowę ogrodzenia w tym miejscu.
Ponadto czasami jakiemuś pacjentowi pawilonu psychiatrycznego udało się wymknąć z oddziału. Otwarta furtka powodowała, że ochroniarze, miast szukać uciekiniera na terenie szpitala, musieli biegać za nim po całym mieście. To także był argument na nie, w kwestii ewentualnego otwarcia bramki.
Mieszkańcy poszli do prezydenta miasta. Argumentowali, że skrót służyłby starszym osobom, które nie mają samochodów, a muszą skorzystać z powiatowej lecznicy. Argumentów dyrekcji i starostwa nie przyjmowali. Co więcej, poskarżyli się na odmowne decyzje do komisji Rady Powiatu w Oświęcimiu.
Komisje uznały skargi za bezzasadne, co rozwścieczyło mieszkańców, którzy przyszli na sesję powiatowej rady. Były okrzyki i głosy, delikatnie mówiąc, niezadowolenia.
Wówczas starosta podjął decyzję, która miała sprostać oczekiwaniom mieszkańców. Nie spodziewał się jednak, że zakłada sobie tym samym pętlę na szyję, a cała sprawa wyjdzie mu bokiem.
O tym napiszemy już jutro w drugiej części „Awantury o szpitalną furtkę”.
Brama dla samochodów i bramka dla pieszych, prowadzące na teren Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu, a zlokalizowane od strony ulicy Dąbrowskiego, istnieją od czasu budowy lecznicy.
Kilka lat temu, podczas remontu głównej arterii miasta korzystały z niej karetki pogotowia, wyjeżdżające do nagłych wypadków. Po zakończeniu modernizacji dyrekcja szpitala bramę wjazdową zamknęła, ale furtkę zostawiła otwartą. Ludzie korzystali z niej, nie bacząc, że zaraz po wejściu na teren szpitalny na skróty muszą iść po złożonej z płyt betonowych drodze technologicznej, gdzie o skręcenie nogi nie było trudno.
Podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku służby specjalne nakazały, ze względów bezpieczeństwa, zamknąć dodatkowe wejścia do szpitala, a otwarte zostawić jedynie główne od strony ulicy Wysokie Brzegi. Po ŚDM Sabina Bigos-Jaworowska, dyrektor szpitala, postanowiła furtki nie otwierać.
Już wcześniej docierały do niej głosy niezadowolonych mieszkańców pobliskich bloków, którzy narzekali, że lekarze i pielęgniarki przyjeżdżają do pracy, zostawiają samochody na osiedlowym parkingu, blokując im miejsca parkingowe, i furtką na skróty idą do miejsca zatrudnienia.
Po pewnym czasie do władz szpitala zaczęły przychodzić delegacje, które domagały się otwarcia bramki. Jednak dyrekcja uznała, że dodatkowego przejścia ponownie nie uruchomi, głównie z powodów bezpieczeństwa. Tym bardziej, że już wtedy planowała stworzenie parku dla pacjentów oddziału psychiatrycznego i przebudowę ogrodzenia w tym miejscu.
Ponadto czasami jakiemuś pacjentowi pawilonu psychiatrycznego udało się wymknąć z oddziału. Otwarta furtka powodowała, że ochroniarze, miast szukać uciekiniera na terenie szpitala, musieli biegać za nim po całym mieście. To także był argument na nie, w kwestii ewentualnego otwarcia bramki.
Mieszkańcy poszli do prezydenta miasta. Argumentowali, że skrót służyłby starszym osobom, które nie mają samochodów, a muszą skorzystać z powiatowej lecznicy. Argumentów dyrekcji i starostwa nie przyjmowali. Co więcej, poskarżyli się na odmowne decyzje do komisji Rady Powiatu w Oświęcimiu.
Komisje uznały skargi za bezzasadne, co rozwścieczyło mieszkańców, którzy przyszli na sesję powiatowej rady. Były okrzyki i głosy, delikatnie mówiąc, niezadowolenia.
Wówczas starosta podjął decyzję, która miała sprostać oczekiwaniom mieszkańców. Nie spodziewał się jednak, że zakłada sobie tym samym pętlę na szyję, a cała sprawa wyjdzie mu bokiem.
O tym napiszemy już jutro w drugiej części „Awantury o szpitalną furtkę”.