Reklama
26 kwietnia 2026, niedziela
Fetor wiecznie żywy?
- Paweł Wodniak
- 18 lipca 2016
- 19:58
Reklama
Kolejne spotkanie w sprawie fetoru we wschodniej części Oświęcimia i okolicznych miejscowościach zorganizowano w Monowicach. Trwało dwie godziny i nie przyniosło żadnych konkretów.
Głównym problemem, poza samym smrodem, jest jego źródło. Wydawałoby się, że w XXI wieku zlokalizowanie miejsca, z którego zapach rozchodzi się na całą okolicę, to pestka. Niestety, nic bardziej mylnego.
Walka z fetorem trwa dwa i pół roku. Przez ten czas mieszkańcy kilkakrotnie spotykali się z przedstawicielami samorządów i różnych instytucji, licząc na ich pomoc. Nie ukrywali, że z ostatnim spotkaniem wiązali spore nadzieje. Tym bardziej, że odbyło się ono po akcji protestacyjnej na drodze krajowej nr 44.
Andrzej Bojarski, wiceprezydent Oświęcimia, poinformował zebranych w Domu Ludowym w Monowicach, że straż miejska pomiędzy 23 maja a 14 lipca dokonała 218 kontroli. Zaznaczył, że wszystkie prowadzono poza godzinami odbioru ścieków przez Miejsko-Przemysłową Oczyszczalnię Ścieków w Oświęcimiu, wskazywaną jako najbardziej prawdopodobne źródło smrodu.
- Kontrole nie wykazały, by cokolwiek dziwnego się wydarzyło. Przy czym nie interesował nas w ogóle zapach chemiczny. W trzech przypadkach było to dokładne monitorowanie terenu i wielogodzinne kontrole z policją. Informacje uzyskane od państwa (mieszkańców - przyp. red.) się nie sprawdziły - relacjonował Bojarski.
Wspomniał o dwóch rozmowach przedstawicieli miasta z prezesami MPOŚ i firmy Synthos, która jest głównym udziałowcem oczyszczalni. Zapewnił o dużej determinacji ze strony Synthosu, by ten problem wyjaśnić.
- Wypowiedziano umowy z firmami dostarczającymi najgorsze odpady. Kanał (do niedawna otwarty - przyp. red.) został zamknięty, choć jeszcze nie jest podpięty, a zbiornik awaryjny jest opróżniany. Za cztery, pięć tygodni temat się skończy - stwierdził Andrzej Bojarski.
Zbigniew Starzec, starosta oświęcimski, wyraził zdanie, że dopóki zbiornik awaryjny nie zostanie zhermetyzowany, a kanał przykryty, to problem w MPOŚ będzie istniał. Podkreślił zaangażowanie powiatu w działania, zmierzające do zakończenia kłopotliwej sytuacji.
- Jako kierownik starostwa powiatowego nie mam sobie nic do zarzucenia. Prowadzimy wszystkie możliwe czynności w celu rozwiązania problemu. Korespondujemy z urzędami i firmami. Kupiliśmy pułapkę do łapania zapachów. Jesteśmy w kontakcie z Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska w Krakowie - wyliczał Starzec.
- Cała sytuacja buduje zły wizerunek firmy, Oświęcimia, Monowic - ocenił Janusz Chwierut, prezydent Oświęcimia.
Włodarze przekonywali mieszkańców, by przez najbliższe tygodnie nie podejmowali żadnych stanowczych działań.
- Dajmy sobie czas do września, żeby MPOŚ miał czas na przepięcie kanałów i oczyszczenie zbiornika. Wtedy można podjąć obserwację, czy uciążliwość się zmieniła i apelował starosta oświęcimski.
Głównym problemem, poza samym smrodem, jest jego źródło. Wydawałoby się, że w XXI wieku zlokalizowanie miejsca, z którego zapach rozchodzi się na całą okolicę, to pestka. Niestety, nic bardziej mylnego.
Walka z fetorem trwa dwa i pół roku. Przez ten czas mieszkańcy kilkakrotnie spotykali się z przedstawicielami samorządów i różnych instytucji, licząc na ich pomoc. Nie ukrywali, że z ostatnim spotkaniem wiązali spore nadzieje. Tym bardziej, że odbyło się ono po akcji protestacyjnej na drodze krajowej nr 44.
Andrzej Bojarski, wiceprezydent Oświęcimia, poinformował zebranych w Domu Ludowym w Monowicach, że straż miejska pomiędzy 23 maja a 14 lipca dokonała 218 kontroli. Zaznaczył, że wszystkie prowadzono poza godzinami odbioru ścieków przez Miejsko-Przemysłową Oczyszczalnię Ścieków w Oświęcimiu, wskazywaną jako najbardziej prawdopodobne źródło smrodu.
- Kontrole nie wykazały, by cokolwiek dziwnego się wydarzyło. Przy czym nie interesował nas w ogóle zapach chemiczny. W trzech przypadkach było to dokładne monitorowanie terenu i wielogodzinne kontrole z policją. Informacje uzyskane od państwa (mieszkańców - przyp. red.) się nie sprawdziły - relacjonował Bojarski.
Wspomniał o dwóch rozmowach przedstawicieli miasta z prezesami MPOŚ i firmy Synthos, która jest głównym udziałowcem oczyszczalni. Zapewnił o dużej determinacji ze strony Synthosu, by ten problem wyjaśnić.
- Wypowiedziano umowy z firmami dostarczającymi najgorsze odpady. Kanał (do niedawna otwarty - przyp. red.) został zamknięty, choć jeszcze nie jest podpięty, a zbiornik awaryjny jest opróżniany. Za cztery, pięć tygodni temat się skończy - stwierdził Andrzej Bojarski.
Zbigniew Starzec, starosta oświęcimski, wyraził zdanie, że dopóki zbiornik awaryjny nie zostanie zhermetyzowany, a kanał przykryty, to problem w MPOŚ będzie istniał. Podkreślił zaangażowanie powiatu w działania, zmierzające do zakończenia kłopotliwej sytuacji.
- Jako kierownik starostwa powiatowego nie mam sobie nic do zarzucenia. Prowadzimy wszystkie możliwe czynności w celu rozwiązania problemu. Korespondujemy z urzędami i firmami. Kupiliśmy pułapkę do łapania zapachów. Jesteśmy w kontakcie z Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska w Krakowie - wyliczał Starzec.
- Cała sytuacja buduje zły wizerunek firmy, Oświęcimia, Monowic - ocenił Janusz Chwierut, prezydent Oświęcimia.
Włodarze przekonywali mieszkańców, by przez najbliższe tygodnie nie podejmowali żadnych stanowczych działań.
- Dajmy sobie czas do września, żeby MPOŚ miał czas na przepięcie kanałów i oczyszczenie zbiornika. Wtedy można podjąć obserwację, czy uciążliwość się zmieniła i apelował starosta oświęcimski.