• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Śladem naszych publikacji

Reklama

Jeden z naszych Czytelników, podpisujący się nickiem Casnewydd, przesłał nam polemikę do felietonu „Głupota na drodze. Malkontent o pieszych”. Zachęcamy do zapoznania się z opinią i argumentami autora listu.



Przepraszam, ale w artykuł jest tak szkodliwy, że trzeba go sprostować. Po pierwsze, to zapraszam do Wielkiej Brytanii, gdzie piesi legalnie przechodzą poza przejściami i na czerwonym, kierowcy na niektórych przejściach mają obowiązek przepuszczenia pieszego, gdy tylko podchodzi do przejścia, kierowcy mają też obowiązek uważać na to, co się dzieje wokół jezdni i dostosowywać prędkość. Efekt? W kraju praktycznie dwa razy ludniejszym od Polski (a o mniejszej powierzchni), ze zdecydowanie większym ruchem samochodowym i większym ruchem pieszych, ginie trzy razy mniej pieszych.

Choć to nie powinno być argumentem przy dyskusji o bezpieczeństwie, to po miastach brytyjskich jeździ się lepiej samochodem niż po polskich (porównuję w UK Manchester, Bristol, Cardiff, Newport, a w Polsce Poznań, Szczecin, Bydgoszcz, Warszewa; inne miasta w UK czy w PL za rzadko odwiedzałem samochodem).

Powyżej były pewne fakty, jak ktoś nie potrafi zrozumieć jak się ma prawo i praktyka brytyjska do efektu w postaci dużego bezpieczeństwa to już to wykładam:

1. Pieszy przechodzi tam gdzie uznaje to za bezpieczne i wygodne. Nie idzie do przejścia, skoro może bezpiecznie przejść 20, 30, czy 99 metrów od niego. I lepiej ze przejdzie tam, gdy nic nie jedzie, niż gdy dojdzie do przejścia w momencie, gdy coś nadjeżdża. Lepiej i dla niego i dla kierowcy.

2. Kierowca jest świadomy, ze pieszy może się pojawić się wszędzie - na pasach, poza pasami. Dzięki temu uważa, jedzie wolniej. To wpływa na bezpieczeństwo nie tylko pieszych, ale i samych kierowców. W UK przez 7 lat widziałem mniej wypadków/kolizji/potrąceń niż mieszkając w Warszawie przez dowolne pol roku, a może nawet 3 miesiące (oczywiście zazwyczaj nie byłem świadkiem wypadku, ale widziałem rozbite samochody/karetkę/radiowóz).

3. To, że zmusza się kierowcę do uważania ma sens, bo to kierowca kieruje dwutonowa maszyna. Tymczasem pieszym jest często dziecko czy osoba starsza - ludzie, którzy gorzej oceniają sytuacje na jezdni, którzy często nie potrafią uciec przed szarżującym samochodem. To dlatego tak dużo ginie u nas pieszych 50+ i dzieci. Nie ginie tyle brawurowych młodych, co niezbyt sprawnych starych. Co dalej w naszym sowieckim podejściu do ruchu drogowego? Wymyślicie dokumenty uprawniające do chodzenia pieszo?
Zresztą trzeba zauważyć ze ostrożny kierowca ma szanse uniknąć potracenia nawet przy nieuważnym i nieodpowiedzialnym pieszym, w druga stronę nie zawsze to działa. Co zrobić, gdy przechodzisz legalnie na zielonym, a nagle wjeżdża w ciebie kierowca, „bo miął zielona strzałkę”. Nie każdy zdąży uskoczyć (zwłaszcza starsi i dzieci). Więcej, w Polsce sporo jest wypadków, gdy kierowcy zabijają pieszych... na chodniku.

Co wiec trzeba zrobić by poprawić bezpieczeństwo pieszych (i kierowców)? Zmienić prawo pozwalając pieszym na przechodzenie wszędzie, tak jak w całej starej UE (bo to nie tylko w UK się tak przechodzi), zmienić priorytety policji (wystawia tysiące mandatów pieszym, a kierowcom praktycznie tylko wtedy gdy uczestniczą w potraceniu pieszego), poprawiać infrastrukturę tak by piesi mieli więcej bezpiecznych miejsc do przechodzenia (niekoniecznie wyznaczonych, jako przejścia) a kierowcy mniej miejsc do rozwijania nadmiernych prędkości.

Proponuje więcej zrozumienia potrzeb rożnych użytkowników drogi, oraz częstsze wizyty w Europie zachodniej.

I jeszcze, co do ścieżek rowerowych w chodniku i ciągów pieszo-rowerowych. To kolejny przykład polskiego prymitywnego podejścia do miasta i ruchu. Robi się wszystko żeby samochody miały jak najwięcej miejsce i mogły jechać jak najszybciej, (co oczywiście bezpieczeństwu nie służy). Jak wygląda infrastruktura rowerowa w Berlinie, czy w Paryżu? To przede wszystkim pasy rowerowe w jezdni, to dużo małych ulic (nierzadko w rozległych strefach tempo 30, zwanych w UK „twenty's plenty”), na których rower jedzie bezpiecznie w jezdni, a gdy już mamy jakieś ścieżki w chodniku, to najczęściej odseparowane od części pieszej szpalerem drzew i/lub stojakami rowerowymi, co ułatwia pieszym zorientowanie się, że tamta część jest rowerowa. No i przy skrzyżowaniach taka ścieżka zjeżdża na jezdnię, by po pierwsze uniknąć kotłowaniny pieszo-rowerowej, a po drugie poprawić bezpieczeństwo przejazdu - w jezdni rowerzysta jest lepiej widoczny dla kierowców. A u nas wpycha się rowerzystów na zazwyczaj wąskie chodniki i albo tworzy się niebezpieczne przejazdy, albo, co gorsza każe rowerzystom zsiadać z rowerów.

Podsumowując, nie „gdyby tędy nie jechał, to wypadku by nie było”, ale gdyby jechał uważniej to by wypadku nie było.

Felieton, do którego odnosi się powyższa polemika znajduje się TUTAJ.