Reklama
18 kwietnia 2026, sobota
Głupota na drodze. Malkontent o pieszych
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 10 października 2015
- 17:11
Reklama
Jakoś nie zaskakuje mnie liczba wypadków drogowych z udziałem pieszych. Jednak biorąc pod uwagę obserwowane na co dzień głupie i nieodpowiedzialne zachowanie tych użytkowników ruchu drogowego, uważam, że w miastach zdarzeń i tak jest mało.
Pewnie ktoś mi zarzuci, że znów poruszam w felietonie sprawy ruchu drogowego. Tak, bo nadeszła jesień, dni są coraz krótsze, szybciej zapada zmrok, a wielu pieszych, zwłaszcza starszych, ubiera się na ciemno i nie nosi elementów odblaskowych.
Postanowiłem napisać o pieszych w miastach, o których bezpieczeństwo administratorzy dróg naprawdę dbają. Przejścia dla pieszych, sygnalizacja świetlna, wysepki pomiędzy pasami - to wszystko dla najmniej chronionych uczestników ruchu drogowego.
Na nic jednak zdają się starania zarządzających traktami, gdy piesi nie chcą korzystać z przygotowanej dla nich infrastruktury. Oczywiście większość jest karnych. W oczy jednak rzucają się ci, którzy ryzykują swoje życie i biorą się za pojedynek z pojazdami.
Jest co najmniej kilka miejsc w Oświęcimiu, w których przechodnie przecinają jezdnię w miejscach niedozwolonych tylko dlatego, że do pasów musieliby przejść kilkanaście metrów. Tak jest na przykład na ulicy Nojego. Przejść tam jest dosłownie pod dostatkiem, a i tak niektórzy przechodzą pomiędzy nimi. Zwłaszcza na przeciwko Tesco.
Podobnie jest na ulicy Śniadeckiego vis a vis delikatesów PSS. Pasy tam są przy restauracji Europa i postoju taksówek. Jednak przechodnie idą przez parking od strony zachodniej i podążają w stronę sklepu i przystanku autobusowego. Często są to ludzie poruszający się z trudem i o kulach.
Po remoncie kolejnego odcinka ulicy Olszewskiego drogowcy oznakowali nowe przejście dla pieszych przy wylocie ulic Smoluchowskiego i Obrońców Westerplatte. Moim zdaniem, bardziej by się przydało kawałek dalej, nieopodal poczty, ale cóż, powstało właśnie tutaj. A skoro powstało, to trzeba z niego korzystać, przechodząc na drugą stronę.
Tymczasem ludzie są przyzwyczajeni, że przechodzili środkiem skrzyżowania, lawirując między samochodami. I kontynuują tę głupia tradycję. Choć w tym przypadku muszą nadrobić... kilka metrów, by przejść bezpiecznie.
Jeszcze jedna przypadłość trapi pieszych. W Oświęcimiu powstało w ostatnich latach wiele ścieżek rowerowych, a właściwie ciągów pieszo-rowerowych. Rowerzyści i przechodnie poruszają się w bezpośrednim sąsiedztwie. Dla tych drugich wyznaczono przejścia dla pieszych, przecinające ścieżkę rowerową. Jednak, gdyby miasto chciało ufundować nagrody dla tych, którzy z nich korzystają, zamiast przełazić byle gdzie, byłaby to prawdopodobnie najniższa kwotowo pozycja w całym budżecie.
Piesi powinni zrozumieć, że na drodze nie są świętymi krowami. Natomiast kierowcy muszą nauczyć się sposobu na to, jak nie rozjechać przechodnia. Metoda jest prosta, wystarczy zatrzymywać się przed każdym przejściem dla pieszych, przez które ktoś aktualnie chce przejść. Robię tak od dawna i korona mi z głowy nie spada.
Oczywiście to rozwiązanie bierze w łeb, gdy osobnik wpada na jezdnię w przez siebie wybranym miejscu, niejednokrotnie ciągnąc za rękę dziecko, które bierze przykład z rodzica. A w razie nieszczęścia taki pieszy będzie odsądzać od czci i wiary kierowcę, w myśl zasady: „gdyby tędy nie jechał, to wypadku by nie było”.
Pewnie ktoś mi zarzuci, że znów poruszam w felietonie sprawy ruchu drogowego. Tak, bo nadeszła jesień, dni są coraz krótsze, szybciej zapada zmrok, a wielu pieszych, zwłaszcza starszych, ubiera się na ciemno i nie nosi elementów odblaskowych.
Postanowiłem napisać o pieszych w miastach, o których bezpieczeństwo administratorzy dróg naprawdę dbają. Przejścia dla pieszych, sygnalizacja świetlna, wysepki pomiędzy pasami - to wszystko dla najmniej chronionych uczestników ruchu drogowego.
Na nic jednak zdają się starania zarządzających traktami, gdy piesi nie chcą korzystać z przygotowanej dla nich infrastruktury. Oczywiście większość jest karnych. W oczy jednak rzucają się ci, którzy ryzykują swoje życie i biorą się za pojedynek z pojazdami.
Jest co najmniej kilka miejsc w Oświęcimiu, w których przechodnie przecinają jezdnię w miejscach niedozwolonych tylko dlatego, że do pasów musieliby przejść kilkanaście metrów. Tak jest na przykład na ulicy Nojego. Przejść tam jest dosłownie pod dostatkiem, a i tak niektórzy przechodzą pomiędzy nimi. Zwłaszcza na przeciwko Tesco.
Podobnie jest na ulicy Śniadeckiego vis a vis delikatesów PSS. Pasy tam są przy restauracji Europa i postoju taksówek. Jednak przechodnie idą przez parking od strony zachodniej i podążają w stronę sklepu i przystanku autobusowego. Często są to ludzie poruszający się z trudem i o kulach.
Po remoncie kolejnego odcinka ulicy Olszewskiego drogowcy oznakowali nowe przejście dla pieszych przy wylocie ulic Smoluchowskiego i Obrońców Westerplatte. Moim zdaniem, bardziej by się przydało kawałek dalej, nieopodal poczty, ale cóż, powstało właśnie tutaj. A skoro powstało, to trzeba z niego korzystać, przechodząc na drugą stronę.
Tymczasem ludzie są przyzwyczajeni, że przechodzili środkiem skrzyżowania, lawirując między samochodami. I kontynuują tę głupia tradycję. Choć w tym przypadku muszą nadrobić... kilka metrów, by przejść bezpiecznie.
Jeszcze jedna przypadłość trapi pieszych. W Oświęcimiu powstało w ostatnich latach wiele ścieżek rowerowych, a właściwie ciągów pieszo-rowerowych. Rowerzyści i przechodnie poruszają się w bezpośrednim sąsiedztwie. Dla tych drugich wyznaczono przejścia dla pieszych, przecinające ścieżkę rowerową. Jednak, gdyby miasto chciało ufundować nagrody dla tych, którzy z nich korzystają, zamiast przełazić byle gdzie, byłaby to prawdopodobnie najniższa kwotowo pozycja w całym budżecie.
Piesi powinni zrozumieć, że na drodze nie są świętymi krowami. Natomiast kierowcy muszą nauczyć się sposobu na to, jak nie rozjechać przechodnia. Metoda jest prosta, wystarczy zatrzymywać się przed każdym przejściem dla pieszych, przez które ktoś aktualnie chce przejść. Robię tak od dawna i korona mi z głowy nie spada.
Oczywiście to rozwiązanie bierze w łeb, gdy osobnik wpada na jezdnię w przez siebie wybranym miejscu, niejednokrotnie ciągnąc za rękę dziecko, które bierze przykład z rodzica. A w razie nieszczęścia taki pieszy będzie odsądzać od czci i wiary kierowcę, w myśl zasady: „gdyby tędy nie jechał, to wypadku by nie było”.