• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Żebry oświęcimskie

Reklama


Zatrważająco wielu obcokrajowców ostatnimi czasy pojawiło się na ulicach naszego miasta. Nie są to bynajmniej zwiedzający je turyści, lecz osoby żebrzące, których trudno nie zauważyć przechadzając się chociażby wzdłuż ulicy Dąbrowskiego. W związku z ociepleniem, należy przypuszczać, że znów się tam pojawią. Oświęcim może ?poszczycić się? nie tylko napływowymi żebrakami.





Także rodowici mieszkańcy miasta, co najciekawsze nie ci najbiedniejsi, imają się tego zajęcia. Czy w dzisiejszych czasach, w których z wyciągania ręki po jałmużnę wielu zrobiło sposób na życie, umiemy odróżnić naprawdę potrzebujących od zwyczajnych wyłudzaczy?

Wielu z nas niekiedy wspomaga drobnymi datkami, czy to starszego i schorowanego mężczyznę, czy też matkę z dzieckiem. Zachowania takie należy chwalić, albowiem znieczulica społeczna, z jaką mamy obecnie do czynienia wzrasta z każdą chwilą. Osoby, które wyciągają do nas rękę to często ludzie, którym należy się chociażby symboliczna pomoc, bo los zmusił ich do ostateczności ? wyjścia na ulicę. Lecz czy wszystkich?

Należy nauczyć się odróżniać naprawdę ubogich od zwykłych wyłudzaczy, co jest niewątpliwie bardzo trudne. W naszym mieście można spotkać potrzebujących przede wszystkim innych narodowości. Najczęściej proszą o datki obok targowiska miejskiego lub na drodze do centrum. Nie grają, nie śpiewają, lecz po prostu siedzą. Po co się wysilać, ludzie przecież zawsze dadzą parę groszy. No właśnie, często najważniejsze są pieniądze, chlebem można już wzgardzić. Może należałoby zastanowić się szerzej nad rozwiązaniem tego problemu?

W tym miejscu należy przytoczyć, krótką bajkę o obłudzie i bezczelności w dzisiejszych czasach. Czy wydarzyło się to naprawdę, czy też jest to fikcja odpowiedzcie Państwo sami...

Nie tak dawno temu, za kilkoma jeziorami, za kilkoma rondami, w mieście z brukselskimi kontaktami, żyła sobie pewna starsza i dość wyrafinowana babcia. Miała ona kota i niewielką rodzinę, z którą mieszkała na bajkowym chemicznym osiedlu. Pewnego dnia babcia uświadomiła sobie, że bardzo jej się nudzi. Połączyła, więc przyjemne z pożytecznym. Nie rejestrując się u złego wilka w urzędzie, rozpoczęła swoją własną działalność zarobkową. Chodziła po miejskim rynku z receptami od szamana i mówiła, że nie ma, za co ich wykupić. Wielu dobrych ludzi wrzucało pieniądze. Kiedy na owej staruszce się poznano a dochody zmalały, zaczęła ona być aktywna w innych miastach południowej Polski. Wstawała, więc biedna, ale jakże zdrowa i przemyślna babunia, by na peronie założyć temblak, wsiąść do pociągu i żebrać w Krakowie czy też w Bielsku. Tam przecież w chustce i ciemnym płaszczu, nikt jej nie pozna. Po całym dniu pracy, wraca pociągiem zmęczona babcia i podchodzi do kasy biletowej. Wysypuje mnóstwo bilonu, który wymienia na banknoty. Tak kończy swój dzień, w którym nieźle zarobiła a tym samym odebrała innym o wiele biedniejszym osobom szansę na spożycie jakiegokolwiek posiłku.

Starajmy się pomagać najbiedniejszym, bo to wzmacnia także nas samych. Musimy mieć się jednak na baczności, albowiem takich staruszek jak ta, o której było powyżej jest wśród tych naprawdę potrzebujących zbyt wiele.