Reklama
2 maja 2026, sobota
Zbrodnia po zbrodniach
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 19 grudnia 2009
- 16:31
Reklama
Złość, wstyd, zażenowanie, bezsilność. To właśnie odczuwałem, gdy w piątek kilka minut po godzinie 6 w TVN 24 z ust Jarosława Kuźniara padło zdanie o kradzieży napisu Arbeit macht frei z byłego nazistowskiego hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jakieś puste, pozbawione kręgosłupa moralnego istoty dokonały zbrodni na symbolu zbrodni.
Zniknięcie symbolu cynizmu hitlerowskiej machiny śmierci, która miała swoje epicentrum w Konzentrations Lager Auschwitz-Birkenau, od początku było nazywane profanacją i świętokradztwem. Naprawdę skradziono relikwię. To nie przesada. Ci, którzy przeżyli piekło na ziemi nazwane Auschwitz, tak właśnie traktują to wszystko, co pozostało po kompleksie stworzonym do niewolniczej pracy i zabijania, a co dzisiaj przesiąknięte jest krwią ponad miliona ofiar. A napis Arbeit macht frei jest symbolem tego miejsca.
Do głowy by mi nie przyszło, przed piątkiem 18 grudnia 2009 roku, że ktoś może wpaść na szatański pomysł zagrabienia tego symbolu. Dlatego wcale się nie dziwię, że brama wejściowa do byłego obozu nie była w specjalny sposób monitorowana. Nikt nie brał pod uwagę zamachu na świętość.
Nie da się takiego czynu niczym wytłumaczyć. Ani chęcią zarobku dużych pieniędzy, jeśli napis ?zamówił? jakiś szalony kolekcjoner, będący chociażby byłym nazistą mieszkającym od 1945 roku w Brazylii czy Argentynie, ani jakimikolwiek kwestiami ideowymi.
Nie da się takiego czynu usprawiedliwić. Jedynym usprawiedliwieniem mogłaby być choroba psychiczna. Trudno mi jednak uwierzyć, że zebrałaby się grupa psychicznie chorych złodziei, którzy wytyczyliby sobie wspólny cel i, z doskonałym dla siebie skutkiem, go zrealizowali.
Nie wyobrażam sobie, by oryginalny napis długo przebywał w czyichś brudnych łapskach. Nie wyobrażam sobie, by nie wrócił nigdy do Miejsca Pamięci Auschwitz. Z drugiej jednak strony nie wyobrażałem sobie dotychczas, że jacykolwiek zwyrodnialcy przekroczą nieprzekraczalną, jak się do piątku wydawało, granicę i mogą skraść napis Arbeit macht frei.