Reklama
Załogi Energylandii na mecie w Argentynie - FOTO
- Andrzej Rzycki
- Inne dyscypliny
- 31 maja 2026
- 05:37
Obie załogi Energylandii Rally Team dotarły do mety Desafío Ruta 40, czyli trzeciej rundy sezonu mistrzostw świata w rajdach terenowych. Prowadzenie w klasyfikacji mastersów utrzymał Marek Goczoł.
Reklama
Finałowy etap rajdu prowadził wymagającą pętlą na północ od San Juan i stanowił ogromne wyzwanie. Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk mieli problemy zaledwie 30 kilometrów przed metą. Załoga po raz kolejny popisała się jednak sprytem i niesamowitymi umiejętnościami. Pomimo straty dotarła do mety rajdu, a było dla nich kwestią absolutnie najważniejszą.
„Startowaliśmy do tego etapu jako druga załoga - przypomina Eryk Goczał. - Około 100 kilometra wyprzedziliśmy Carlosa Sainza i przez około 150 kilometrów otwieraliśmy trasę. Jechaliśmy przy tym bardzo dobrym tempem. Nikt nas nie doganiał, nie traciliśmy wiele czasu. Około 30 kilometrów przed metą uszkodzeniu uległa jedna półoś, a po chwili również druga. Kompletnie straciliśmy napęd. Podstawowym zestawem narzędzi przełożyliśmy półoś z przodu do tyłu i zrobiliśmy z naszego auta coś na kształt buggy. Jakimś cudem w taki sposób dojechaliśmy do mety. Uważam, że pokazaliśmy dzisiaj świetne tempo i jestem z tego dumny. A to, że sprzęt nie wytrzymał. No cóż takie są rajdy. Ja z naszego występu w Desafío Ruta 40 jestem bardzo zadowolony. To był niesamowity czas” - komentuje Eryk Goczał.
Piąty, finałowy etap Desafío Ruta 40 prowadził pętlą na północ od bazy rajdu w San Juan. Eryk i Szymon przystąpili do rywalizacji jako druga załoga. Po problemach otwierającego etap Carlosa Sainza, to właśnie duet Energylandii Rally Team był pierwszy na trasie. Przez ponad 150 kilometrów Polacy prezentowali fantastyczne tempo, tracąc bardzo niewiele czasu do liderów.
„Jesteśmy na mecie Desafío Ruta 40. 38 kilometrów temu nie było to takie pewne. Staliśmy na odcinku i wymienialiśmy półoś. To był piękny etap, bardzo malowniczy. Było dużo skomplikowanej nawigacji, a my przez większość odcinka jechaliśmy jako pierwsze auto. Uważam, że bardzo dobrze sobie z tym poradziliśmy i możemy być z siebie zadowoleni” – podsumowuje Szymon Gospodarczyk, pilot Eryka Goczała.
Rodzinny team pozostawia po sobie w Argentynie świetne wrażenie. Polacy nie tylko wygrali pierwszy etap rywalizacji. Później udowodnili, że zaliczają się do ścisłej światowej czołówki, pośród największych zespołów fabrycznych na świecie. Nie tylko atakując z dalszego szeregu, ale również otwierając trasę, co jest wyzwaniem z którym radzą sobie tylko najlepsi na świecie.
„Finałowy etap Desafío Ruta 40 był dokładnie taki, jak przewidywałem. Argentyna znów zaskoczyła nas czymś nowym. Organizator przygotował dla nas kilka niespodzianek. Wyprzedziliśmy po drodze kilkanaście samochodów, staraliśmy się naciskać. Myślę, że nic więcej nie dało się zrobić. Najważniejsze, że jesteśmy na mecie, a Eryk i Szymon są razem z nami. Możemy być z tego zadowoleni. Argentyna za nami i do zobaczenia w Maroku” – ocenia Marek Goczał.
W pierwszej „dziesiątce” ostatni etap zakończyli Marek Goczał i Maciej Marton. Oni również mają za sobą rajd pełen przygód. Mogą być zadowoleni z tego, co udało im się osiągnąć w Argentynie. Szybka i konsekwentna jazda sprawia, że Marek Goczał nadal jest liderem mistrzostw świata w kategorii mastersów. Po trzech rundach sezonu jego przewaga nad drugim Hernanem Garcesem wynosi 37 punktów. Kolejną rundą FIA W2RC będzie Rajd Maroka, który odbędzie się na przełomie września i października.
„To był przepiękny rajd. Myślę, że długo będziemy go wspominali. Chociażby za sprawą niesamowitych, tak zróżnicowanych odcinków. Oczywiście mieliśmy też po drodze swoje przygody na trzecim i czwartym etapie, więc wynik nie jest taki, na jaki liczyliśmy. Na ostatnim etapie też jechało nam się ciężko. Wyprzedzaliśmy mnóstwo załóg, a to oznacza ciągłą jazdę w kurzu. Najważniejsza jest jednak meta i cenne doświadczenie. Już nie mogę się doczekać naszych kolejnych startów” - kończy Maciej Marton, pilot Marka Goczała.