• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

W światowej czołówce

Na znakomitej, piątej pozycji sklasyfikowano załogę Energylandii Rally Team na pierwszym etapie prestiżowego Rajdu Dakar. Marek Goczał i Maciej Marton wmieszali się w ścisłą światową czołówkę i byli najszybszą załogą w Toyocie Hilux.

Reklama

Trasę pierwszego etapu wyznaczono wokół Janbu. Zawodnicy mieli do pokonania pętlę z odcinkiem specjalnym o długości 305 km. Fantastycznie poradzili sobie Marek Goczał i Maciej Marton. Załoga zespołu Energylandia Rally Team uplasowała się na piątym miejscu w klasyfikacji generalnej.

 

Polacy pokonali szereg załóg fabrycznych. Byli najszybszą załogą w Toyocie Hilux T1+, pokonując m.in. wszystkie fabryczne załogi zespołu japońskiego producenta. To wielki sukces polskiego zespołu.

 

„Założenie było takie, aby jechać spokojnie i unikać ryzyka. Chcieliśmy przekonać się, gdzie jest nasze miejsce w całej stawce - mówi Marek Goczał. - Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy na mecie okazało się, że mamy piąty czas. Bez przebitych opon, bez żadnych przygód. Z jednym naprawdę dużym skokiem, po którym przestał działać mikrofon w moim kasku. Nigdy wcześniej nie miałem takiej frajdy z jazdy, jak właśnie teraz w Toyocie. Mamy prosty plan. Chcemy cieszyć się jazdą tak samo, jak podczas pierwszego etapu” - podsumował Marek Goczał.

 

Nieco więcej do zwycięzców na pierwszym etapie stracili Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk oraz Michał Goczał i Diego Ortega. Organizatorzy podkreślali, że pierwsza połowa tego etapu będzie niezwykle trudna przez wszechobecne kamienie i skały. Eryk i Szymon przebili tam dwie opony i musieli zachować ostrożność wobec braku większej liczby kół zapasowych. Po pit-stopie w środku etapu Polacy wrócili jednak do świetnego tempa i ich strata absolutnie nie wyklucza walki o czołowe pozycje w kolejnych dniach.

 

„Rajd Dakar przywitał nas dość ostro - nie kryje Eryk Goczał. - Około 70 kilometra przebiliśmy niemal w tym samym momencie dwie opony. Do pit-stopu w okolicach 180 kilometra jechaliśmy bardzo ostrożnie, bo więcej opon zapasowych już nie mieliśmy. Później wróciło odpowiednie tempo i rytm. Zdołaliśmy wyprzedzić kilka załóg. Samochód spisuje się znakomicie. Strata nie jest duża” - powiedział Eryk Goczał.

 

„Eryk podjął dojrzałą i mądrą decyzję. Lepiej stracić kilka minut, ale dojechać i móc kontynuować walkę, niż ryzykować przedwczesne wycofanie - przekonuje pilot Eryka, Szymon Gospodarczyk. - W drugiej części etapu nasze tempo było z powrotem bardzo dobre. Możemy być zadowoleni. Wiemy, że mamy tutaj odpowiednią prędkość. To był solidny etap na otwarcie rajdu. Było sporo pracy, ciekawa nawigacja, ładne wydmy i trochę wyprzedzania. Mieliśmy swoje przygody, ale takie są rajdy” - stwierdził Szymon Gospodarczyk.

 

Dziś (poniedziałek) zawodnicy mają do pokonania trasę z Janbu do Al-Ula. Tym razem na załogi czeka jeszcze więcej walki, bo odcinek specjalny będzie miał aż 400 kilometrów. Im dalej w głąb terenu, tym krajobraz będzie stawał się coraz bardziej górzysty. Organizatorzy zapowiadają mnóstwo zmian rytmu z bardzo zróżnicowanym charakterem trasy.