Reklama
1 maja 2026, piątek
Urzędnik olewając dziennikarza lekceważy swojego wyborcę
- Redakcja
- Publicystyka
- 3 lipca 2011
- 20:31
Reklama
Marianna Żmija i Mariusz Figura dołączyli do grona tych urzędników, którym wydaje się, że uciekając od odpowiedzi na pytania i wnioski o udzielenie informacji wysyłane przez dziennikarzy, rozwiążą problem. Czy szefowa ośrodka kultury i jej zwierzchnik, wójt Polanki Wielkiej, zdają sobie sprawę, że łamią prawo?
Przodownikiem nieudzielania informacji Faktom Oświęcim jest Lucjan Suchanek, rektor Państwowej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu. Do tej pory zlekceważył około 200 wniosków, w którym domagaliśmy się wieści z PWSZ. Ten człowiek łamie prawo w systemie ciągłym i z pełną premedytacją. Chyba dopiero sąd uzmysłowi siedzącemu w rektorskim fotelu za publiczne pieniądze człowiekowi, że to nie on decyduje, w którym medium czytelnik ma się zapoznać z wieściami z uczelni.
Małgorzacie Grzywie, wójt gminy wiejskiej Oświęcim, daliśmy dwa miesiące na odpowiedź na nasze pytania, które ochotnie przyjęła Agata Wiśniowska, doradca wspomnianej i jednocześnie obiecała, że szefowa samorządu sama oddzwoni z odpowiedzią. I w tym przypadku doszło do złamania prawa, bo Małgorzata Grzywa najwidoczniej nie zamierzała wytłumaczyć się z motywów swojego postępowania. Nie, nie przed dziennikarzem. Przed podatnikami, którzy ją utrzymują.
Do tego grona dołączyli, jak napisałem na wstępie, Marianna Żmija, dyrektorka Gminnego Centrum Kultury w Polance Wielkiej i jej szef Mariusz Figura, włodarz gminy. Sprawę opisał w tekście „Dyrektorka ośrodka kultury zamknęła czasowo drogę wojewódzką. Bez zezwolenia” nasz redakcyjny kolega Mirosław Dziubek.
Pani Żmija w ogóle nie raczyła odpowiedzieć na pytania zadane przed miesiącem przez Pawła Wodniaka, redaktora naczelnego portalu. Wójt Mariusz Figura, do którego również dotarł e-mail z pytaniami, jak i prośba o komentarz w sprawie zgłoszonej przez mieszkańców, skontaktował się z naczelnym telefonicznie. Najpierw sugerował, że mogło pójść o jakąś prowokację osób niechętnych jemu samemu i pani dyrektor, a następnie poprosił o dodatkowe informacje w sprawie, które otrzymał. Uznał je za wyczerpujące. Było jeszcze co prawda kilka insynuacji, ale nie będziemy o nich wspominać, bo niczego do sprawy nie wniosą, aczkolwiek nieco rozmaitych łatek naczelnemu przykleiły.
Niepokojące jest to, że ludzie utrzymywani z naszych publicznych pieniędzy nie chcą się tłumaczyć ze swojego postępowania. Skoro nie zamierzają udzielić informacji dziennikarzom, to jak potraktują zwykłych obywateli, podatników, którzy mają prawo uzyskać każdą informację zwaną publiczną? Nam, dziennikarzom lokalnym, starczy sił, by domagać się swoich praw przed sądem. Jednak tzw. zwykli obywatele, którzy zderzyli się z murem urzędniczej samowoli i bezczynności, pewnie nie będą chcieli kopać się z koniem, któremu na imię samorząd. A koń jaki jest każdy widzi. Szkoda jedynie, że bywa przewrotny i nietypowy? W niektórych bowiem przypadkach okazuje się, że koń ma nie cztery, ale osiem nóg. Dwie prawe, dwie lewe, dwie przednie i dwie tylne.