Reklama
18 kwietnia 2026, sobota
Serce Piotrusia chce bić
- Jola Wodniak
- Styl życia
- 3 sierpnia 2018
- 01:01
Reklama
"Umieramy z radości, że nasz synek przyjdzie na świat, ale też ze strachu, bo jego życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie" - pisze do nas Kasia Pyszno. Jej synek ma się narodzić z połową serduszka.
Gdy Piotruś weźmie pierwszy oddech, zacznie się walka o to, by początek jego życia nie był jego końcem. Synek Kasi i Piotra ma wadę serca. Przeżyje tylko, jeśli przejdzie ratującą życie operację. 20 sierpnia muszą być w klinice, porodu przecież nie da się przełożyć. Nie mają czasu, maja tylko nadzieję. Prosimy o pomoc naszych czytelników, aby Piotruś żył i mógł cieszyć się życiem z jego mamą i tatą.Historia Piotrusia
"Pięć lat temu spojrzeliśmy na siebie po raz pierwszy i już zostaliśmy razem. Rok temu wzięliśmy ślub, szczęśliwi, że zaczynamy budować swoją własną, kochającą rodzinę" - opowiadają Kasia i Paweł - "Na wiadomość, że zostaniemy rodzicami nie musieliśmy długo czekać, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie kiedy w styczniu 2018 roku odczytaliśmy pozytywny wynik testu ciążowego. Zastanawialiśmy się czy na świat przyjdzie chłopczyk czy dziewczynka, wybieraliśmy imiona dla naszego dziecka. Oczyma wyobraźni widzieliśmy naszą rodzinę na spacerze, placu zabaw, podczas wycieczek, świąt".
Rozmawiali, czego nauczą swoje dziecko, w co będą się bawić, nawet jakie zabawki czy książeczki wybiorą do pokoiku. Planowali ich piękną przyszłość, przekonani, że przed nimi cudowny czas. I nagle to wszystko przestało mieć znaczenie. Dowiedzieli się, że będą mieć synka, chłopczyka z bardzo chorym sercem.
Pierwsza informacja o chorobie - HLHS
Pierwsze podejrzenie, że dziecko ma wadę serca padło podczas badania prenatalnego. Nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak jak powinno. Szczegółowe badania u specjalistów potwierdziły - Piotruś urodzi się jedynie z połową serca, jego druga połowa nie rozwinęła się. HLHS - zespół niedorozwoju lewego serca (hypoplastic left heart syndrome), to choroba, która stanowi śmiertelne zagrożenie. Bez leku podanego kilka sekund po urodzeniu a następnie operacji serca wykonanej w pierwszych dniach życia dziecko umiera. Jedyną szansą jest poród w ośrodku referencyjnym, w którym Piotruś otrzyma specjalny lek. Ten lek, podawany bezustannie do jego malutkiej żyłki utrzyma go przy życiu do pierwszej operacji, pierwszej z minimum trzech, jakie będzie musiało przejść nasze dziecko.
"Pokoik, który wymarzyliśmy sobie dla naszego dziecka będzie musiał poczekać bo najpierw nasz synek pozna ten na Oddziale Intensywnej Terapii. Zamiast łóżeczka w domowym zaciszu z karuzelką i niemowlęcymi zabawkami będzie to szpitalne, otoczone medycznymi pompami i monitorami" - piszą rodzice - "Musimy pogodzić się z tym, że życie kazało nam zweryfikować nasze plany, nie chcemy jednak się poddać, nie wyobrażamy sobie, by zostawić nasze dziecko za drzwiami szpitalnej sali i czekać bezradnie na korytarzu na wyznaczone godziny odwiedzin. Choć wiemy, że szpitalna droga nie będzie łatwa wiemy też, że chcemy przejść ją razem, u boku naszego syna, trzymając za maleńką rączkę, dodając otuchy i sił do walki".
Jest szansa na życie i zdrowie Piotrusia
Jeden z najlepszych specjalistów na świecie, zajmujących się leczeniem tej właśnie wady serca z jaką urodzi się Piotruś, kieruje Kliniką Kardiochirurgii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w niemieckim Muenster. Tam może urodzić się w tym samym szpitalu, w którym będzie operowany. Uniknie dzięki temu ryzykownego transportu. Tam też rodzice będą mogli być przy nim cały czas, przez 24 godziny, siedem dni w tygodniu, do momentu, kiedy zabiorą Piotrusia do domu.