Reklama
2 maja 2026, sobota
Punkt Walki o Miesięczne... zaprasza!
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 5 sierpnia 2009
- 14:06
Reklama
Do napisania tego tekstu zdopingowały mnie nieprzyjemne zajścia, w których uczestniczyli ostatnimi czasy moi znajomi i nieznajomi, ale także ja osobiście. Miarka się przebrała! Czas, więc rozprawić się w formie pisanej, nie tylko wykrzykiwanej, z chamstwem w wykonaniu pewnej sprzedawczyni biletów miesięcznych i innych towarów, terroryzującej swoich klientów! Zacznijmy jak zawsze od początku.
Już w ubiegłym roku, jak wielu innych mieszkańców, zakupiłem, w jednym z nielicznych w mieście nad Sołą, punktów sprzedaży, bilet miesięczny ze znaczkiem miejskiego przewoźnika. Spotkała mnie wówczas nieprzyjemność, o której później usłyszałem z ust wielu innych podobnie doświadczonych.
Pani sprzedająca, biadoliła coś pod nosem, że ?to nie ma takich biletów?, że ?czemu tak szybko się mówi? i takie tam różne. Raz się zdarzyło - trudno. Mając nadzieję, że podczas kolejnego spotkania będzie lepiej, udałem się tam ponownie za miesiąc. Nic jednak nie uległo zmianie. Zmieniło się tylko to, że tym razem według owej pani mówiłem zbyt wolno! Po stanowczej wymianie zdań, zrezygnowałem z zakupu biletu i wybrałem inny, niestety znacznie oddalony od miejsca zamieszkania, punkt sprzedaży, gdzie z uśmiechem na twarzy, jak w każdym innym punkcie, zostałem obsłużony.
Kilka miesięcy później, przechodząc dumnie obok sławetnego ?Punktu Walki o Miesięczne?, przystanąłem i przysłuchiwałem się kolejnej kłótni. Tym razem ofiarą był starszy pan, który po chwili odszedł bez upragnionego biletu. Podobne przykłady awantur, można wymieniać godzinami. Wyzywanie zdenerwowanych i uniesionych, nie bez powodu, klientów broniących swoich racji od ?gówniarzy?, informowanie, że i tak człowiek nic nie zdziała w MPK, bo to ?prywatny interes? - to i wiele więcej można tam usłyszeć za darmo. (Jeśli po tym wszystkim uda nam się kupić jakimś cudem wymarzony bilet - wtedy możemy pochwalić się innym, że dawkę stresu, nerwów i emocji otrzymaliśmy gratis).
Gdzie, ta sławna bojowniczka o prawość i uprzejmość pracuje? Tego ujawnić nie można, bo powie (pewnie i tak napisze poniżej), że to wszystko kalumnie z palca wyssane. Wiem jednak, że wielu jest tych, którzy czują się poszkodowani moralnie przez ową ?damę?, trwającą w przekonaniu spełniania w naszym społeczeństwie misji kulturowo-porządkującej. Osoby te znają ją i jej aroganckie zachowania bardzo dobrze. Niestety chamstwo szerzy się coraz bardziej, więc czas zacząć mu zapobiegać! Ze swojej strony, życzę owej kobiecie opamiętania, zdrowia i szczęścia a także zastanowienia się nad swoim zachowaniem, bo chcąc zmieniać innych - należy zacząć od siebie.
Dla byłych i przyszłych ofiar awanturniczej sprzedawczyni jedna rada: nie dajcie się, lecz sprowadźcie ją na ziemię, bo ona jest dla was a nie odwrotnie. Inni, którzy jeszcze jej nie poznali, niech potraktują powyższe słowa jako przestrogę lub zwykłą opowieść, o złej czarownicy z małej chatki, która na szkodę ludzką działała. A czy Państwo, traktując ten problem szerzej, spotkali się z podobnymi zachowaniami naszych kochanych sprzedawców?
Podsumowując powyższe słowa, stwierdzam jednoznacznie, że pani, o której mówił ten tekst, nie ma nic wspólnego z Jerzym Kryszakiem. Jedynie tytuł jego programu rozrywkowego pasuje do niej znakomicie. A więc... ?Uważaj na kioskarza?. Do czasu...