• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

POWÓDŹ. Zalani: Wędkarze nas zatopili. Wędkarze: To nie my decydujemy

Reklama


Nie ustaje konflikt pomiędzy mieszkańcami i działkowcami z oświęcimskiego Kamieńca a kołem Stare Miasto Polskiego Związku Wędkarskiego. Pierwsi zarzucają wędkarzom, że ich interwencje doprowadziły do zalania kilku domów i opieszałość w usuwaniu skutków zalania działek.





Na Kamieńcu jest ponad 100 ogródków działkowych, staw staromiejskiego koła wędkarskiego, firma Ryszarda Olchawy i domostwa. W pobliżu płynie Soła. Woda z rzeki, która przelała się przez wał, a raczej jak mówi mieszkający w pobliżu Adam Piętka, przez nasyp pełniący funkcję wału, zalała ogródki i staw.

- Kiedy poziom wody w rzece opadł, należało zrobić przekop przez nasyp, by woda z zalewiska spłynęła do Soły. Zrobiono, ale niewielki. Woda, która zalała działki ledwie sączyła się do koryta stabilizującej się rzeki. Cały czas byli tam wędkarze. Jeden z nich powiedział, że zgodzą sie na większy przekop, jak im da ktoś cztery tysiące za ryby, które spłyną do Soły - mówi Ryszard Olchawa.

- Soła opadła, a nas zaczęło zalewać. Córka zrobiła sobie rok temu mieszkanie i wszystko zalane. Gdyby wędkarze nie mieli wpływu na osoby decyzyjne na tym na sypie, to od razu zrobiliby głębszy i szerszy przekop, a woda nie zalałaby nas, jeszcze kilku domów i firmy Ryśka - dodaje mieszkający obok Adam Piętka. - Oni nie pozwolili na przekop, bo ważniejsze były dla nich ryby niż ludzie.

- Nie mam nawet ułamka tej mocy sprawczej, jak się mi przypisuje. Ja to sobie tam na tej akcji przeciwpowodziowej mogłem co najwyżej pokiwać palcem w bucie. To, że byliśmy na miejscu blisko strażaków i ludzi ze sztabu kryzysowego nie znaczy, że wywieraliśmy na nich jakiś wpływ. Zresztą nie mamy takiej siły przebicia, choćbyśmy chcieli cokolwiek zrobić - tłumaczy Włodzimierz Nowotarski, sekretarz koła Stare Miasto Polskiego Związku Wędkarskiego w Oświęcimiu.

Nowotarski opowiada, że wędkarze, owszem, byli i niemal cały czas są na Kamieńcu.
- Dzierżawimy ten zbiornik i gdy dostaliśmy informację o zalaniu, pojechaliśmy, żeby miedzy innymi chronić nasze interesy, w które zaangażowaliśmy swoje pieniądze - dodaje.

Wędkarze założyli przy przekopie siatkę, która miała zatrzymać ryby. Działkowcy mówią, że przez to opóźniała się cała akcja z pogłębieniem i poszerzeniem przekopu. Dlatego woda pozostała w ich ogródkach, podeszła pod domy i zalała firmę Olchawy.

- Jeden z was powiedział mi wprost: „Dajcie nam trzy czy cztery tysiące, to zgodzimy się na przekop - denerwował sie jeden z właścicieli ogródków.

- Nie wiem kto. Ja panu tego nie powiedziałem. Nie mogę odpowiadać za wszystkich - odpowiadał mu Nowotarski, wraz z innymi wędkarzami pracujący przy zabezpieczeniu przekopu.

Z naszych informacji wynika, że przedstawiciele sztabu kryzysowego nie chcieli się zgodzić na przekop wału czy nasypu. Urzędnicy będący na miejscu przerzucali się paragrafami przepisów. Padały głosy, że przekopanie narazi miasto na zarzuty prokuratorskie.

Ostatecznie zrobiono przekop do podstawy wału. Dopiero później, po wizycie przedstawiciela Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, przyszła zgoda na pogłębienie i poszerzenie przekopu. {loadposition tekst2}

- Wszystko wyglądało jednak tak, jakby tam decydujący głos mieli wędkarze, którym żal było swoich ryb. Musieliśmy dopiero wywrzeć wpływ na wiceprezydencie, żeby podjął decyzję o przekopie. Ale i tak nas zalało - mówi Ryszard Olchawa.

- Moim zdaniem winę za to nasze zalanie ponoszą wędkarze - dobitnie stwierdza Adam Piętka.

- gdyby tak było, należałoby wyciągnąć konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za akcje w tym miejscu, że pozwalają na podejmowanie decyzji osobie postronnej - odcina sie od zarzutów Włodzimierz Nowotarski.

- Ci wszyscy, którzy sprawują swoje urzędy od czasu powodzi w 1997 roku powinni oddać pieniądze i zwolnic stołki, bo nie wyciągnęli wniosków z tamtej klęski - zżymali sie działkowcy.

Na zdjęciu: Ryszard Olchawa przy zalanej firmie. Fot. Paweł Wodniak.

[gallery link="file" exclude="10442"]