Reklama
15 czerwca 2026, poniedziałek
POWÓDŹ. To, co ludzie dzisiaj pokazują jest heroizmem czasu pokoju
- Paweł Wodniak
- 20 maja 2010
- 20:20
Reklama
Stanisław Kracik, wojewoda małopolski przyjechał w czwartek po południu do gminy Brzeszcze, by zapoznać się z aktualną sytuacją powodziową. - Trzymaj się. Dzielna jesteś - powiedział do Teresy Jankowskiej, wsiadając do samochodu przed podróżą do Krakowa, gdzie wracał na spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem.
- Dowiedziałem się, że brakuje węży do pomp. Ustaliliśmy, że do pół godziny dotrą trzy kilometry węży, jakich zażyczyli sobie panowie strażacy. Mam nadzieję, że uda się sprowadzić druga pompę o wysokiej wydajności. Trzeba jednak najpierw załatać wyrwę w wale, to jest jakieś do stu metrów sześciennych kamieni, które można zrzucić z dużych pojemników z helikoptera, bo nie ma innej możliwości. Taki eksperyment jest podjęty teraz w Szczucienie, gdzie jest wyrwa pięć razy większa. Jeśli się powiedzie, spróbujemy to zrobić tutaj. Wtedy będzie sens pompować, by tysiąc hektarów zalanych terenów i domów uwolnić szybciej, niż przez parowanie - mówił dziennikarzom Kracik.
- Czekamy na zgłoszenia na sześciotysięczne zapomogi dla rodzin. Pieniądze mamy. Gdy tylko pani burmistrz podpisze listę, będziemy to załatwiali od ręki, albo jeszcze szybciej. Prosiłem też o inwentaryzację gospodarstw, gdzie straty były bardzo duże. Gdy gmina udzieli pomocy celowej, zobowiązuję się zapłacić połowę. Jeśli chodzi o budynki, robimy dwa rodzaje oszacowań: jaki jest koszt odtworzeniowy i koszt ubezpieczeniowy. Premier chce bowiem wystąpić do Unii Europejskiej o fundusz solidarnościowy - dodał wojewoda.
- W budżecie województwa zabezpieczamy głownie pieniądze na popowodziową odbudowę infrastruktury drogowej, która jest nasza własnością. Przeznaczyliśmy dzisiaj na ten cel 40 milionów złotych - zapewnił Marek Sowa, wicemarszałek województwa małopolskiego.
- Pokazaliśmy wojewodzie, jakie niebezpieczeństwo stwarza Soła i brak zabezpieczeń brzegowych, które są naszą wieloletnia przypadłością - powiedziała Faktom Oświęcim Teresa Jankowska, burmistrz Brzeszcz. {loadposition tekst2}
Podczas rozmowy z wojewoda Kracikiem pojawił się wątek opieszałości osób, odpowiedzialnych za rzut wody ze zbiorników w Czańcu i Goczałkowicach. Mieszkańców Małopolski Zachodniej bulwersuje bowiem fakt, że znając prognozy, które zapowiadały obfite deszcze, nie przygotowali miejsca na deszczówkę, wcześniej wypuszczając wodę ze zbiorników retencyjnych.
- Prognoza piątkowa na niedzielę była na 100 milimetrów opadów, a było ich 160 milimetrów. To wcale nie jest taka mała różnica. Prognoza była nietrafna. Standardowe procedury zrzutu wynoszą 50 metrów sześciennych na sekundę. Od piątku zrzuty z Goczałkowic wynosiły 100 metrów, w sobotę 200 i 250. Dzięki zbiornikom fala kulminacyjna została zredukowana od 40 do 60 procent - ocenia Stanisław Kracik.
Wojewoda jest pełen uznania dla służb ratowniczych i mieszkańców, którzy brali i nadal biorą udział w akcji ratowniczej.
- Zawsze dobrze myślałem o samorządowcach i strażakach, ale to co pokazują tutaj oni i wolontariusze, to jest heroizm czasu pokoju i mega poświęcenie. Ludzie nie śpią czwartą dobę. Solidarność wzajemna budzi najwyższy szacunek - kończy Kracik.
Na zdjęciu: Na pierwszym planie od lewej: Stanisław Kracik, wojewoda małopolski, Teresa Jankowska, burmistrz Brzeszcz, Józef Kała, starosta oświęcimski i Albert Bartosz, kierownik oświęcimskiej agendy urzędu marszałkowskiego. Fot. Paweł Wodniak.