• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

POWIAT. Pozbywają się śmieci przez komin

Reklama


W piecach centralnego ogrzewania lądują odpady, które w trakcie spalania zamieniają się w trujące związki, które zmuszeni jesteśmy wdychać. Fot. Paweł Wodniak.


Mnóstwo śmieci zamiast na wysypisko trafia do pieców centralnego ogrzewania. Wiele odpadów ląduje w lasach i zagajnikach. I to pomimo, że większość gmin powiatu oświęcimskiego prowadzi selektywną zbiórkę odpadów komunalnych. Te śmieci, które nadają się do ponownego przetworzenia odbierane są od mieszkańców nieodpłatnie. Reszta powinna trafić do pojemników na śmieci.





Do spalania śmieci dochodzi w domach jednorodzinnych i na otaczających je posesjach. Bardzo wielu mieszkańców z powodu pozornych oszczędności nie wrzuca produkowanych przez siebie odpadów do kubłów odbieranych przez firmy komunalne. Pojemniki zapełniane są tylko w niewielkiej części. Reszta śmieci, nawet tych, które można oddać na składowisko odpadów bez jakichkolwiek opłat trafia do ognia.


Do pieca

Największy smród jest zawsze w okresie grzewczym. Wtedy też do pieców centralnego ogrzewania poza papierem, drewnem, miałem, koksem i węglem trafiają wszelkiego rodzaju odpady organiczne, a także szmaty i plastiki. Bardzo dużo tworzyw sztucznych idzie z dymem. Do atmosfery przedostaje się ogromna ilość trujących substancji uwalnianych podczas procesu spalania. Niejednokrotnie piece ruszają nawet wtedy, kiedy jest ciepło. Oczywiście nie po to, by ogrzewać dom. Po prostu ludzie puszczają odpady z dymem tylko dlatego, żeby nie zapłacić za ich wywóz na wysypisko.
Ci, którzy ?utylizują? śmieci przy pomocy pieców są praktycznie bezkarni. Strażnicy miejscy rozkładają w takich przypadkach ręce. Nie mają bowiem odpowiedniego sprzętu do pobrania z kominów próbek, dzięki którym udałoby się ustalić, czy ktoś produkuje toksyny. I pewnie poczucie tej bezkarności powoduje, że liczba spalaczy jest taka duża.


Trujące ogniska

Sprawa jest natomiast jasna, gdy ktoś pali śmieci w ognisku przy domu. Wtedy funkcjonariusze straży podejmują interwencję i bezwzględnie karzą sprawców wykroczeń. W takich sytuacjach zazwyczaj nie pomagają żadne tłumaczenia. Trzeba przyjąć mandat, albo tłumaczyć się przed sądem grodzkim, który również nakłada grzywnę na takich delikwentów.


Podrzutki

Nie wszyscy palą śmieci. Część mieszkańców prywatnych domów przyjeżdża na osiedla w miastach i wrzuca worki do kontenerów. Nieraz podjeżdżają pod kontenery luksusowymi samochodami. Kto za to płaci? Oczywiście ci wszyscy, którzy mieszkają w blokach. Ilość wywiezionych śmieci jest bowiem rozliczana na nich wszystkich. Aby uniknąć takich sytuacji należałoby wprowadzić opłatę ryczałtową dla posiadaczy prywatnych domków. Takie rozwiązanie zostało zastosowane w Brzeszczach. Za 45 złotych kwartalnie każdy ma zapewniony wywóz pojemnika raz w tygodniu.


Dzikie wysypiska

Rosną jak grzyby po deszczu. Ujawniają się zazwyczaj po zimie, kiedy stopnieje śnieg. Trzeba je usunąć na koszt podatników. Ale czasami zdarza się ująć osobnika, który dorzucił swoje trzy grosze do kupy odpadów rzuconych w lesie, albo do rowu. W miejscowościach, gdzie działają straże miejskie - w Oświęcimiu, Brzeszczach i Kętach - mundurowi po prostu zakładają rękawiczki i grzebią w śmieciach w poszukiwaniu jakiegoś śladu. I znajdują listy, koperty z nazwiskiem i adresem, faktury, a nawet zeszyty szkolne. W takich przypadkach identyfikacja sprawcy wykroczenia jest bardzo prosta. A działania represyjne tak bezwzględne, jak przy spalaniu śmieci.
Ci, którzy tworzą dzikie wysypiska najczęściej przyjeżdżają z innych miejscowości. W Bielanach bardzo trudno jest złapać dzikiego śmieciarza na gorącym uczynku. Do sołectwa prowadzi kilka dróg. Z każdej można zjechać gdzieś na łąkę, czy do lasu. Z dala od domostw. We wsi, w której dzikie wysypiska były i są plagą odpady wyrzucają ludzie z Kęt, Wilamowic, a nawet Andrychowa.


Kontrole

Strażnicy dwoją się i troją, by ludzie wyrzucali odpady do kubłów. Dzielnicowi ruszają w teren i sprawdzają, czy właściciel prywatnej posesji ma kubeł, umowę na wywóz śmieci i ewentualnie rachunki za takową usługę. Pierwsze tego typu kontrole skutkowały licznymi pouczeniami. Kolejne kończyły się dla wielu mandatowo. Ludzie wiedzą, że straż sprawdza raz, albo dwa razy do roku, ale ryzykują.