• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

PIŁKA NOŻNA. Wyjazdowe fatum

Reklama


Piłkarze Soły Oświęcim wciąż nie potrafią przełamać się w spotkaniach wyjazdowych. Tym razem podopieczni Dariusza Kapcińskiego zremisowali w Jawiszowicach z tamtejszym LKS 1:1. Jakby tego było mało, poważnej kontuzji nabawił się Rafał Gałgan.





Już przed meczem było wiadomo, że ten pojedynek do łatwych należeć nie będzie. Przyczyn takiej, a nie innej tezy było kilka. Teren w Jawiszowicach nigdy nie należał do łatwych, co potwierdziło się w niedzielne popołudnie. Bardzo ważnym czynnikiem demobilizującym było niewątpliwa absencja kapitana Soły, Grzegorz Rajmana, który nie zdołał „wykurować się” na dzisiejszy mecz.

Na nogi zostali postawieni Adam Janeczko i Tomasz Borowczyk, którzy bez wątpienia nie byli jednak w pełni sił. Mimo tych dość poważnych problemów z kadrą, oświęcimianie nie tylko mogli, ale i powinni zainkasować komplet punktów. „Solarze” przyjechali na „gorący teren” z zamiarem ataku na pozycję lidera, czego momentami nie było widać na boisku. Goście mogli jednak czuć się jak… u siebie, ze względu na liczną i głośną ekipę kibicowską z Oświęcimia, która wspierała swoich pupili, zagrzewając ich do walki wspaniałym dopingiem.

„Początek meczu jak marzenie” - tak w telegraficznym skrócie można opisać pierwsze fragmenty meczu. Już w 5 minucie, prawie wszyscy na stadionie widzieli futbolówkę w siatce ekipy z Jawiszowic. Maciej Majcherek kapitalnym podaniem uruchomił Dawida Piskozuba, który w sytuacji „sam na sam” posłał piłkę obok bramkarza. Jeden z defensorów gospodarzy udał się w szaleńczą pogoń za piłką, wybijając ją z samej linii bramkowej.

„Solarze” nie zrażeni takim obrotem sprawy, nadal parli do przodu, chcąc zaakcentować swoją wyższość nad rywalem. W 9 minucie nieznacznie pomylił się Adam Janeczko. Kilkadziesiąt sekund później nie było już mocnych na Tomasza Borowczyka. Całą akcję zainicjował Rafał Gałgan, który w ekspresowym tempie pognał lewa flanką i dośrodkował w pole karne. Świetnie uderzenie głową Dawida Piskozuba, instynktownie zdołał sparować Robert Gruszecki, jednak przy dobitce Tomasza Borowczyka, nie miał najmniejszych szans.

- Dawid Piskozub naszedł na główkę, bramkarz odbił piłkę, a mi nie pozostało nic innego jak po prostu umieścić futbolówkę w siatce. Piłkę miałem na 5 metrze, natomiast bramkarz stał na linii bramkowej. Wystarczyło trafić w światło bramki - stwierdził Tomasz Borowczyk.

Wydawało się, że ta bramka ułoży to spotkanie pod gości, którzy pewnie zgarną pełną pulę. Los bywa jednak czasem przewrotny i zamiast lepiej, z każdą minutą było… coraz gorzej. Całe nieszczęście zaczęło się od 20 minuty. Skręcenia kostki doznał Rafał Gałgan, który całą rundę ma już z głowy.

- Wyprzedzałem zawodnika przy zwodzie i wyskoczyłem do góry, chcąc go ominąć. Spadłem i skręciłem staw skokowy. Usłyszałem tylko chrupnięcie w stawie, niestety przekręciła mi się kostka. Po chwili została mi udzielona pomoc, ranę mi zamrożono, ale nic z tego nie dało się już uratować, bo kostka zaczęła puchnąć i noga jest zblokowana całkowicie. Jadę teraz na prześwietlenie i najprawdopodobniej będzie założona szyna gipsowa. Jeśli okaże się, że poszła mi torebka stawowa, to na około 7-10 dni zostanie mi założona szyna gipsowa. Prawdopodobnie w tej rundzie już nie zagram. Zostały cztery mecze do końca, a po ściągnięciu szyny trzeba jeszcze przejść kilka, albo kilkanaście zabiegów rehabilitacyjnych, żeby odzyskać sprawność w tej nodze i nie będzie sensu ryzykować odnowienia się urazu - mówił rozgoryczony Rafał Gałgan.

Około 20 minut później, zejść musiał także strzelec bramki Tomasz Borowczyk i gra oświęcimian momentalnie przestała się kleić. Pierwsze oznaki takiego stanu rzeczy można było dostrzec w 27 minucie. Jawiszowianie na początku sprawiali wrażenie nieco przestraszonych, jednak w miarę upływu czasu miejscowi zaczęli dochodzić do głosu. Po podaniu z boku boiska fantastyczną okazję do wyrównania miał Bartosz Michalik, który w sobie tylko znany sposób, nie trafił z metra, na praktycznie pustą bramkę. W odpowiedzi Adam Janeczko mógł znaleźć się „oko w oko” z golkiperem, jednak przytomne wyjście Gruszeckiego z bramki, zażegnało niebezpieczeństwo utraty bramki przez miejscowych.

Od początku drugiej odsłony, to podopieczni trenera Rafała Przemyka sprawiali lepsze wrażenie, szukając okazji do wyrównania. W „teamie” z Jawiszowic była widać ogromną motywację i nadzwyczajne zaangażowanie, jak z resztą wszystkich drużyn przeciwko meczom z Sołą, która uznawana jest za bezsprzecznego faworyta rozgrywek, w związku z czym zespoły grające z  „Solarzami” wyznają zasadę „bij mistrza”, spinając się podwójnie. Gospodarze dopięli swego w 60 minucie, w dość wydawałoby się niegroźnej sytuacji.

Zawodnik LKS-u biegł za piłką, tuż przed końcową linią boiska. Oskar Kyrcz postanowił nie bawić się w kalkulacje, ryzykownie atakując rywala wślizgiem. Wydawałoby się, że taka zdecydowana interwencja była w tej sytuacji zbędna, ponieważ rywal z tej pozycji raczej niczego nadzwyczajnego nie mógłby zrobić. Defensor Soły trafił w piłkę, jak i w nogi rywala. Arbiter bez wahania podyktował jednak „jedenastkę” dla gospodarzy. W obozie Soły nikt nie chciał przesadnie komentować decyzji sędziego. Wszyscy byli jednak zgodni, że to przewinienie było niepotrzebne.

- Ciężko mi ocenić czy „jedenastka” miejscowym się należała, bo byłem daleko od tej sytuacji. Zawodnik z Jawiszowic był jednak tyłem do bramki i nie stanowił zagrożenia, dlatego ten karny był zupełnie niepotrzebny - ocenił Piotr Paw.

- Jeżeli chodzi o rzut karny, ja byłem dość na daleko od sytuacji, siedząc już na ławce rezerwowych. Skoro sędzia gwizdnął, to widocznie „jedenastka” była. Na pewno nasz zawodnik nie powinien się tak zachować. Nie chcę go ocenić ani źle, ani dobrze, ale taka sytuacja jaką zrobił Oskar (przyp. red. Oskar Kyrcz) nie może mieć miejsca. Piłka wychodziła na aut, zawodnik praktycznie tak samo, w związku z czym wystarczyło tylko blokować, zamiast interweniować wślizgiem - dość dosadnie wyraził swoją opinię popularny „Boro”, czyli Tomasz Borowczyk.

O tym, że rzut karny to jeszcze nie gol mógł przekonać się Bartosz Michalik. Uderzenie pomocnika zespołu z Jawiszowic wyczuł Łukasz Nowak, jednak piłka pod pachą popularnego „Jano” wleciała do bramki. „Pasiaki” przebudziły się w ostatnim kwadransie gry. Do pomocy został przesunięty Sebastian Stemplewski, który dokładnymi, długimi podaniami starał się rozruszać szyki obronne miejscowych.

W 73 minucie właśnie Stemplewski precyzyjnym zagraniem uruchomił Dawida Piskozuba, która wyłożył piłkę „jak na tacy” Bartłomiejowi Jasińskiemu. Oświęcimski napastnik w decydującym momencie nie trafił jednak czysto w piłkę. Dokładnie pięć minut później „bramką życia” mógł popisać się Piotr Paw, którego strzał z dystansu zatrzymał się na poprzeczce.

- Nie przeboleje tego strzału. Naprawdę niedużo zabrakło, dosłownie centymetry - żałował 18-letni oświęcimski pomocnik.

Akcje Soły nabierały tempa, jednak czasu do końca spotkania było co raz mniej. Jawiszowianie grając na czas pokazali, że remis jest dla nich jak najbardziej korzystnym rezultatem tym bardziej, że napotkali się na wykreowaną przed piłkarski światek „galaktyczną Sołę”. W 80 minucie „piłkę meczową” miał Sebastian Stemplewski, który po zgraniu Bartłomieja Jasińskiego, przymierzył tuż obok dalszego słupka. W końcowych fragmentach tego pojedynku, po wyrzucie z autu, futbolówka trafiła w rękę jednego z graczy LKS-u Jawiszowice, jednak arbiter tym razem nie był skory do użycia gwizdka. Niewątpliwie rezultat remisowy jest dla gości stratą kolejnych, bardzo ważnych dwóch „oczek”.
Komentarze pomeczowe:

Dariusz Kapciński, trener Soły Oświęcim:
- Z pewnością mecz ułożył się dla nas bardzo dobrze. Już wcześniej można było strzelić pierwszą bramkę. Na pewno te kontuzje (przyp. red. urazy Rafała Gałgana i Tomasza Borowczyka) osłabiły naszą linię ofensywną, ale tak czy owak, zagraliśmy dzisiaj słaby mecz, szczególnie jeżeli chodzi o grę defensywną całego zespołu. Mieliśmy sytuację, lecz nie wykorzystaliśmy ich. Spotkanie trzeba było już rozstrzygnąć na swoją korzyść w pierwszej połowie. W drugiej części gry też mieliśmy kilka sytuacji. Trochę nieodpowiedzialna gra w defensywie, spowodowała rzut karny. Z perspektywy ławki ciężko ocenić, czy był rzut karny dla gospodarzy. W każdym razie był wślizg, po którym zawodnik gospodarzy przewrócił się. Trudno powiedzieć, bo byłem za daleko jeśli chodzi o tą sytuację, ale jak arbiter gwizdnął, to widocznie rzut karny się należał.

Piotr Paw, pomocnik Soły Oświęcim:
- Przede wszystkim zupełnie nie potrzebnie sprokurowaliśmy rzut karny, ponieważ myślę, że gdyby nie to, ta gra by nam „poszła”. Jeśli gospodarze nie strzelili by gola, to zapewne by się otworzyli, natomiast udało im się trafić na 1:1 i później przycisnęli, a nas nieco „ogłupiało”.

Rafał Gałgan, pomocnik Soły Oświęcim:
- Można powiedzieć, że graliśmy z minuty na minutę co raz gorzej. Pierwsze 20 minut układało się dla nas super. Czułem się dobrze, nieźle weszliśmy w mecz, strzeliliśmy gola i wszystko brnęło w dobrym kierunku. Później coś się jednak posypało. Być może to wina dekoncentracji, może u niektórych zawodników brakło motoryki, czy chęci do większej walki. Środek pola został troszkę odpuszczony i to też zaważyło na tym, że mecz jest zremisowany, a powinien być wygrany i to nie 1:0, a przynajmniej 3:0.”

Tomasz Borowczyk, napastnik Soły Oświęcim, autor bramki dla gości:
- Pierwsze 20 minut nie wskazywały na to, żebyśmy mogli stracić jakiekolwiek punkty w Jawiszowicach. Przy pierwszej sytuacji Dawida Piskozuba już miało być 1:0. Później udało mi się otworzyć wynik meczu i myślałem, że to tylko kwestia czasu jak zdobędziemy bramkę na 2:0. Niestety od tego momentu nasza gra praktycznie „siadła”, nie istnieliśmy na boisku, natomiast drużyna z Jawiszowic przejęła inicjatywę. My natomiast staraliśmy się jej tylko przeszkadzać. Uważam, że remis jest sprawiedliwy, aczkolwiek w końcówce mogliśmy strzelić zwycięskiego gola.

LKS Jawiszowice - Soła Oświęcim 1:1 (0:1)

Bramki:

0:1 - Borowczyk 10 min.
1:1 - Michalik 60 min. (karny)

Składy:

Jawiszowice: Gruszecki - Przemyk, Wrona, D. Kubica, W. Kubica - Widuch (85 min. Apryas), Michalik, Włodarski (75 min. Kowalczyk), Oczkowski (88 min. Dydak), Moskwa - Kawczak.

Soła: Nowak - Kyrcz, Stemplewski, Kowalski - Majcherek - Paw (82 min. Tobik), Dobrowolski (70 min. Mycyk), Piskozub, Gałgan (20 min. Płatek) - Borowczyk (40 min. Jasiński), Janeczko.