Reklama
16 czerwca 2026, wtorek
PIŁKA NOŻNA. Solarze pokazali charakter
- Paweł Wodniak
- Piłka nożna
- 25 października 2010
- 16:26
Reklama
Ostatni mecz w rundzie jesiennej, był ciężkim testem dla Soły. Podopieczni Sebastiana Stemplewskiego już od 9. minuty, musieli sobie radzić w dziesiątkę. Mimo różnych okresów gry w tym meczu, oświęcimianie niemal wydarli zwycięstwo Solavii, zwyciężając 2:1.
Dramaturgii i emocji w tym spotkaniu nie brakowało. Solavia mimo braku podstawowych zawodników, takich jak: Sebastian Smolarek (kontuzja), Jakub Kolonko (kontuzja), Wojciech Walus (kartki), Łukasz Kubajczyk (kontuzja), Maciej Witek (kontuzja) zagrała bardzo ambitnie, wysoko stawiając poprzeczkę. Dla Soły i jak się później okazało, także dla samego Sebastiana Stemplewskiego był to niezwykle ważny sprawdzian, który na szczęście został zdany.
Po siedmiu pierwszych minutach wydawało się, że „Solarze” bez najmniejszych problemów uporają się z rywalem. Goście prowadzili 1:0 za sprawą fantastycznego trafiania Tomasza Borowczyka. Pomocnik oświęcimskiej Soły posłał na bramkę Tomasza Jasińskiego „spadającego liścia” z ponad 20 metrów. Piłka nabrała dziwnej rotacji i idealnie „siadła” niemal w samo okienko! Gol, który bez wątpienia mógłby kandydować do miana bramki tej rundy.
- Nie mam pojęcia czy moja pierwsza bramka mogłaby kandydować do miana bramki sezonu, ponieważ nie widzieliśmy wszystkich goli w tej rundzie. Cieszę się, że udało mi się trafić. Futbolówka się podbiła i postanowiłem uderzyć z pierwszej piłki. Fajnie siadło i dobrze, że wpadło - mówił zadowolony autor gola.
Niestety, to były miłe złego początki. W dziewiątej minucie formacja defensywna przyjezdnych popełniła błąd. Piłka skozłowała, a następnie przelobowała obronę Soły, w wyniku czego zawodnik gospodarzy dopadł do niej i wychodził na czystą pozycję. Dariusz Kapciński próbował zażegnać niebezpieczeństwo, jednak zrobił to nieprzepisowo. Sytuacja była o tyle sporna, że arbiter postanowił pokazać winowajcy czerwoną kartkę.
- Gdyby nie ta czerwona kartka, mecz pewnie ułożyłby się inaczej - stwierdził Sebastian Stemplewski.
- Dla mnie Darkowi (przyp. red. Dariusz Kapciński) nie należała się czerwona kartka, ponieważ był tam jeszcze Rafał Dobrowolski, który to wszystko asekurował - wyraził swoje zdanie Maciej Majcherek.
Po tym nieszczęśliwym dla Soły wydarzeniu stało się jasne, że wywieźć komplet punktów z Grojca będzie dwa razy trudniej. Tak też w istocie było. Grojczanie wyczuli szansę i przez pewien czas zepchnęli oświęcimian momentami do głębokiej obrony. „Pasiaki” musiały także przestawić ustawienie, w wyniku czego popularny „Majeran” cofnął się do defensywy.
- Pozycja obrońcy można powiedzieć, że jest dla mnie nowa. Zawsze grałem na pozycji „forstopera”, ale środek obrony to na pewno jest dla mnie nowość. Ciężko było szczególnie upilnować bardzo silnego napastnika, jakim jest Wołek - skomentował niespełna 19-letni nominalny pomocnik.
Zanim jednak do tego doszło, niezłym strzałem z powietrza popisał się Dariusz Płatek, jednak futbolówka minęła w niewielkiej odległości słupek. W 28 minucie padło wyrównanie. Piłka zagrana za plecy obrońców padła łupem Tomasza Wołka, który pozostawiony bez opieki, w sytuacji „sam na sam” pewnie pokonał Łukasza Nowaka.
- Można powiedzieć, że ta pierwsza bramka była po moim błędzie. Niepotrzebnie wyszedłem do tej główki i piłka mnie przeszła - krytycznie ocenił Maciej Majcherek.
Podopieczni Stanisława Pałamrczuka złapali wiatr w żagle i próbowali trafić po raz drugi. Przypominająca zamroczonego po mocnym ciosie boksera Soła, obudziła się z letargu w końcowej fazie pierwszej połowy, czego efektem był strzał w poprzeczkę Piotra Pawia, któremu asystował Adam Janeczko. Jak się okazało, 18-letni prawoskrzydłowy gości był największym pechowcem tego pojedynku. Zaledwie 60 sekund później, po zagraniu „w uliczkę” od Grzegorza Rajmana, Piotr Paw po raz drugi w krótkim odstępie czasowym „ostemplował” poprzeczkę .
- Nie mogę się przełamać. Żartuję, że mam więcej poprzeczek niż strzelonych goli w tej rundzie, bo bramki na koncie nie mam żadnej, a poprzeczek mam na koncie już trzy - przypomniał Piotr Paw.
Niezła końcówka pierwszej odsłony w tym spotkaniu dawała nadzieję na to, że oświęcimianie przejmą inicjatywę od początku drugiej połowy i zdobędą upragnioną bramkę. „Solarze” mimo grania w liczebnym osłabieniu byli stroną dominującą i co rusz stwarzali sobie dogodne sytuacje do „ukłucia” rywali. Warto nadmienić, że po przerwie spowodowanej kontuzją, na placu gry pojawił się Sebastian Stemplewski.
- Tak jak już wspomniałem wcześniej, że jeżeli coś się będzie działo, to jestem gotowy do gry - powiedział grający szkoleniowiec Soły.
Już w 54 minucie Tomasz Borowczyk „zrobił” obrońcę gospodarzy i uderzył z około 18 metrów. Dobrą paradą błysnął jednak Tomasz Jasiński, który sparował piłkę na rzut rożny. Cztery minuty później popularny „Boro” przymierzył z rzutu wolnego, tuż zza „szesnastki”. Golkiper ekipy z Grojca z problemami, zdołał jednak złapać piłkę. Akcje oświęcimskiego „teamu” z minutę na minuty nabierały tempa.
W 61 minucie Piotr Paw dokładnym zagraniem z dystansu wypuścił w bój Grzegorz Rajmana. Autor 12 bramek w tym sezonie wpadł w pole karne z obrońcą na plecach i „wypalił” z kilku metrów nad poprzeczką. Wydawało się, że bramka dla Soły prędzej, czy później paść musi. W kolejnej akcji Michał Tobik strzałem z ostrego kąta, zamknął akcję zainicjowaną z prawej strony przez Rafała Dobrowolskiego.
Tomasz Jasiński w sobie znany tylko sposób zatrzymał piłkę przed linią bramkową. Na kwadrans przed końcem meczu, nastąpiła prawdziwa eksplozja radości w ekipie gości. Dawid Kowalski dorzucił „gałę” w pole karne. Piłka minęła środkowych obrońców Solavii i trafiła do zamykającego akcję Tomasza Borowczyka, który zaatakował ją wślizgiem. Ku uciesze kibiców i piłkarzy „Solarzy”, futbolówka wpadła do siatki.
- Poszedłem do końca za akcją. Nachodziłem na piłkę, zamykając akcję i się udało - relacjonował jeden z głównych bohaterów spotkania.
Grojczanie nie byli w stanie podnieść się po tym ciosie. Miejscowi próbowali rozpaczliwych ataków w samej końcówce meczu, jednak defensywa Soły nie dała się zaskoczyć. Skarcić gospodarzy mógł jeszcze Adam Janeczko, jednak po akcji Grzegorza Samka i Sebastiana Stemplewskiego, nie potrafił pokonać bramkarza z około 15 metrów, uderzając zbyt anemicznie.
Rezultat nie uległ już jednak zmianie, dzięki czemu to goście mogli wznieść ręce triumfu. Jak się później okazało, ta „victoria” miała podwójną wartość. Oświęcimianie awansowali na pozycję wicelidera, natomiast Sebastian Stemplewski został oficjalnie ogłoszony trenerem Soły Oświęcim.
Komentarze pomeczowe:
Sebastian Stemplewski, trener Soły Oświęcim:
- Pierwszy raz przytrafiła nam się czerwona kartka, dlatego za bardzo nie wiedzieliśmy jak zachować się na boisku. Co do zbyt głębokiego cofania się w tym meczu pod bramkę to uważam, że powinniśmy się cofnąć na około 25 metr i wtedy próbować wyprowadzić jakieś kontrataki, ponieważ drużyna z Grojca grała wszystkie piłki na naszych obrońców. Staliśmy zbyt głęboki cofnięci, dlatego udawało im się przedostawać na nasze pole karne. Po jednej z wrzutek nie upilnowaliśmy zawodnika, w wyniku czego gospodarze strzelili gola na 1:1. Powiem szczerze, że Solavię mieliśmy rozpracowaną, ale miało to wyglądać inaczej z naszej strony, jak w rzeczywistości wyglądało. Jestem teraz po rozmowach z prezesem i oficjalnie zostałem trenerem. Martwi mnie ta jedna stracona bramka, ponieważ miało być z tyłu na „zero”, ale najważniejsze, że wygraliśmy mecz.
Tomasz Borowczyk, pomocnik Soły Oświęcim, autor dwóch goli:
- Trzy punkty były dzisiaj najważniejsze i osiągnęliśmy ten cel. Pierwsza, szybko strzelona bramka miała ustawić ten mecz. Niestety później dostaliśmy pechową, czerwona kartkę i stało się, jak się stało. Z pewnością cofnęliśmy się zbyt daleko. Rywale nas skontrowali i było 1:1. Poszła jedna piłka, zawodnik gospodarzy odwrócił się i strzelił gola. Drugą bramkę musieliśmy strzelić za wszelką cenę. Mieliśmy znacznie więcej sytuacji podbramkowych. Już wcześniej mogliśmy osiągnąć dwu, trzybramkową przewagę. Ważne, że zdobyliśmy o jednego gola więcej, co daje nam cenny komplet punktów."
Maciej Majcherek, pomocnik Soły Oświęcim:
- Z pewnością najbardziej liczy się zwycięstwo. Bardzo fajnie rozpoczął się dla nas ten mecz. Szybko zdobyta bramka, może trochę przypadkiem, ale Boro (przyp. red. Tomasz Borowczyk) popisał się bardzo ładnym uderzeniem. Później trochę za bardzo się cofnęliśmy. Trzeba też zauważyć, że nigdy nie graliśmy czwórką w obronie. Sam nie wiedziałem o co dokładnie chodzi i jak się ustawiać na boisku. Najważniejsze jednak są trzy punkty. Cieszy komplet punktów zdobyty w ciężkich okolicznościach, choć moim zdaniem zwycięstwo mogliśmy zapewnić sobie wcześniej, bo były ku temu okazje.
Piotr Paw, pomocnik Soły Oświęcim:
- Cieszy wygrana i trzy punkty. Po czerwonej kartce w naszych szeregach zrobiło się nerwowo. Trzeba było jakoś utrzymać te tyły. Bardziej skupiliśmy swoją uwagę na poczynaniach defensywnych niż ofensywnych. W drugiej połowie wszedł na boisko Sebastian Stemplewski i nasza gra zmieniła się na lepsze.”
Solavia Grojec - Soła Oświęcim 1:2 (1:1)
Bramki:
0:1 - Borowczyk 7 min
1:1 - Wołek 28 min
1:2 - Borowczyk 75 min
Składy
Solavia: T. Jasiński - Jurecki (46 min Pietraszewski), Ceglarz, Kozieł, Chowaniec, K. Goytowski - B. Smolarek, Noworyta. A. Goytowski, Ł. Walus (75 min Turek) - Wołek.
Soła: Nowak - Dobrowolski, Kapciński, Kowalski - Majcherek - Płatek (80 min Samek), Janeczko, Borowczyk, Paw (59 min Tobik) - B. Jasiński (46 min Stemplewski), Rajman (89 min Piskozub).
Czerwona kartka: Kapciński 9 min (faul taktyczny)