• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

PIŁKA NOŻNA. Soła przełamała wyjazdową niemoc

Reklama


„Solarze” pokazali charakter podnosząc się po ostatniej, niezwykle bolesnej porażce z drużyną LKS Piotrowice. Oświęcimianie pokonali Strumień Polankę Wielką 4:0. Tym samym było to pierwsze zwycięstwo Soły w tym sezonie, w meczu na wyjeździe.





W tym meczu liczył się przede wszystkim wynik i ten bez wątpienia jest korzystny. Kłopoty w Sole ostatnimi czasy napiętrzyły się niesamowicie. Multum kontuzji, odejście trenera, czy też psychiczne podłamanie zespołu po wpadce w Piotrowicach, to tylko niektóre problemy. Sebastian Stemplewski, objął drużynę w trudnym momencie, jednak zdecydowanie sprostał zadaniu, prowadząc swoją ekipę do pierwszego zwycięstwa na „obczyźnie”.

Pełniący obowiązki trenera popularny „Stempel” wprowadził na treningach kilka nowatorskich pomysłów i ciekawych zagrań taktycznych. Sam jednak nie mógł wystąpić na boisku.

- Mam uraz mięśnia dwugłowego i w tej sytuacji lepiej poczekać, niż tydzień wcześniej zacząć. Myślę, że następny mecz będzie ze mną wszystko w porządku i chyba zagram. Jeżeli nawet nie wystąpię, to mamy na tyle mocną drużynę, że jeśli poustawiamy to dobrze, to nie powinno być źle - wyjaśnił „Stempel”. Warto zaznaczyć, że był to debiut Sebastiana Stemplewskiego w roli trenera.

- To był mój pierwszy mecz w takiej roli, w swojej jakby karierze, która mam nadzieję, że będzie długa i tak owocna jak w tym spotkaniu. Byłem trochę nerwowy i powiem szczerze, że wolałbym grać. Mniej denerwuje się na boisku, niż na ławce trenerskiej - powiedział bez ogródek były gracz między innymi Szczakowianki Jaworzno.

Mimo takiego stanu rzeczy, opiekun „Solarzy” nie bał się podjąć dość zaskakujących decyzji. W niedzielnym pojedynku na pozycji prawego obrońcy zadebiutował Rafał Dobrowolski, który zwykle pełni rolę defensywnego pomocnika. Debiut ligowy w tym sezonie zaliczył także… Dariusz Kapciński, który zdecydowanie wywiązał się ze swoich zadań, prezentując dobrą grę. Pozycję ofensywnego pomocnika „podczepionego” pod dwójką napastników zajął Adam Janeczko, który w tej roli występował „ładnych parę lat temu”.

Widząc takie ustawienie gości, które można było nazwać dość eksperymentalnym, można było nieco obawiać się o końcowy rezultat spotkania. Jak się jednak później okazało, obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Już w 7 minucie Rafał Dobrowolski podłączył się w ofensywną akcję, dostając podanie od Adama Janeczko. „Nowy” prawy obrońca Soły dośrodkował piłkę do Bartłomieja Jasińskiego, który w ostatniej chwili został jednak zablokowany. Dokładnie pięć minut później na listę strzelców mógł wpisać się Dariusz Kapciński. Byłemu szkoleniowcowi oświęcimskiego „teamu” niewiele zabrakło, aby głową pokonać Artura Burskiego.

Dobrą centrą z rzutu wolnego w tej sytuacji popisał się Grzegorz Rajman. Jednak minuta 13, okazała się szczęśliwą dla przyjezdnych. Akcję zainicjował Adam Janeczko, który dostał futbolówkę przed własnym pole karnym, oddając ją do Dawida Piskozuba.  19-letni pomocnik Soły posłał „długą piłkę” w kierunku Piotra Pawia. Ta jednak znalazła się w końcu pod nogami Grzegorza Rajmana, który wiedział co z nią zrobić. Kapitan „Pasiaków” łatwo oszukał obrońcę i strzałem z prawej nogi pokonał bramkarza gospodarzy. Piłka uderzona po ziemi pewnie zmieściła się koło słupka.

- Dostałem piłkę z bocznego sektora boiska, zrobiłem zwód na prawą nogę i nie zastanawiając się długo uderzyłem. Cieszę się, że wpadło - stwierdził zadowolony strzelec gola. Niedługo później tym razem to Rajman wcielił się w asystenta, wykładając futbolówkę „jak na tacy” Bartłomiejowi Jasińskiemu. Napastnik „Solarzy” w idealnej sytuacji przestrzelił, uderzając nad poprzeczką.

- „Rajmi” (przyp. red. Grzegorz Rajman) zagrał mi bardzo fajną piłkę. Futbolówka jednak podskoczyła i brakło trochę szczęścia. Nie byłem w stanie skierować piłki technicznie do bramki - żałował snajper Soły.

W pierwszej odsłonie pojedynku Strumień nie ograniczał się do całkowitej obrony, raz po raz wyprowadzając groźne kontrataki. Miejscowi najbliżej strzelenia gola byli w 25 minucie meczu. Ładną akcją lewą flanką popisał się jeden z graczy gospodarzy, po czym dograł piłkę pod pole karne. Zawodnik Strumienia przymierzył po ziemi, koło słupka. Świetną interwencją błysnął jednak Łukasz Nowak, który końcami palców wybił piłkę na rzut rożny. Oświęcimianie wiedząc o tym, że prowadzenie 1:0, jest prowadzeniem praktycznie żadnym, dążyli do zdobycia kolejnej bramki.

Ta sztuka udała im się w 31 minucie. Bardzo dobrą asystę w tej sytuacji zapisał na swoim koncie Piotr Paw, natomiast Grzegorz Rajman potwierdził, że nie marnuje takich okazji. Obecnie najskuteczniejszy zawodnik Soły, łatwo „nawinął” obrońcę i bramkarza, po czym skutecznie trafił pod poprzeczkę.

- Dostałem piłkę w róg „szesnastki”. Musiałem się po nią trochę cofnąć. Później nawinąłem jednego zawodnika, po czym położyłem bramkarza i uderzyłem - mówił kapitan drużyny przyjezdnej.  

W 37 minucie znowu pokazał się Piotr Paw, który rozegrał bardzo dobre zawody. Młody skrzydłowy „Solarzy” „pociągnął” z piłką kilka metrów i oddał ją do Bartłomieja Jasińskiego. Próbę byłego gracza między innymi Orła Witkowice świetnie sparował Burski. Podopieczni Marka Fatygi także szukali swojego trafienia. Kilka minut przed przerwą futbolówka po uderzeniu jednego z zawodników grającego w błękitnych strojach, otarła się o spojenie słupka z poprzeczką.

Cel dla oświęcimian w drugiej połowie meczu był jasny - „ukłuć” rywali po raz trzeci, ponieważ trzeci gol mógłby ostatecznie całkowicie zniechęcić gospodarzy do gry. Bliski powodzenia tuż po przerwie był Dariusz Płatek, jednak jego „główkę” z linii bramkowej wybił defensor klubu z Polanki. Dobrym dośrodkowaniem w tej sytuacji popisał się nie kto inny, jak Piotr Paw. W 56 minucie pokazał się drugi skrzydłowy, Dariusz Płatek, który minął zawodników gospodarzy na prawej stronie i dograł wzdłuż bramki.

- Darek (przyp.red. Dariusz Płatek) zagrał dzisiaj fajny mecz i zrobił w stu procentach to, co miał zrobić, a może i nawet trochę więcej - chwalił kolegę z zespołu popularny „Jachu”. Bartłomiej Jasiński w tej sytuacji nie mógł się pomylić i nie pomylił się. Napastnik Soły dołożył nogę i podwyższył prowadzenie na 3:0.

- Przy tej bramce nie miałem zbyt wiele do roboty. Znajdowałem się na czystej pozycji i wystarczyło tylko dołożyć nogę - skromnie skwitował autor gola. 27-letni napastnik nie był jednak zadowolony ze swojego występu. - Bardziej jestem niezadowolony z tych zmarnowanych sytuacji, niż zadowolony ze strzelonej bramki. Gram na pozycji napastnika i jestem rozliczany z bramek - ocenił Bartłomiej Jasiński.

Nie minęło pięć minut, kiedy znowu dobrym zagraniem popisał się Paw. Ładne, „krzyżowe” podanie padło łupem Grzegorza Rajmana, który uderzył bez zastanowienia, nie dając żadnych szans Burskiemu.

- Bardzo dobra akcja lewą stroną i świetnie podanie zza plecy obrońców. Poszedłem w tempo na tą piłkę i nie pozostało mi nic innego, jak trafić do siatki - chwalił cały zespół Rajman.  

Warto nadmienić, że autor „hat-tricka” wystąpił w niedzielne popołudnie nie w pełni sił.
- Cieszę się przede wszystkim z tego, że do końca spotkania wytrwałem bez żadnej kontuzji. Moja noga na sto procent nie jest jeszcze wyleczona - relacjonował kapitan gości.

Mimo tej niedyspozycji, Grzegorz Rajman pokazał wielką klasę, zostając „królem polowania”. Sam zawodnik do swojego wyczynu odniósł się jednak dość sceptycznie, chwaląc bardziej cały zespół.

- Z bramek jestem zadowolony, jednak na gole pracuje cały zespół - skromnie stwierdził strzelec trzech goli.
Po tym trafieniu goście nie forsowali już tempa, sprawiając wrażenie zadowolonych z wyniku. Strumień natomiast próbował zdobyć honorową bramkę, jednak na próbach zwykle się kończyło. Godny odnotowania strzał zanotował w 73 minucie Sławomir Kania, który z powietrza minimalnie chybił. Tym samym Sebastian Stemplewski zaliczył udany debiut w nowej roli.

- Chciałbym podziękować zarządowi, że w tej trudnej sytuacji powierzył mi prowadzenie drużyny. Ze swojej strony zrobię wszystko, aby nie zawieść prezesa, zawodników i kibiców. Jeżeli się uda, to postaramy się także zmniejszyć stratę do Zatorzanki Zator - zakończył Sebastian Stemplewski.

Po ostatnim gwizdku arbitra, to Soła mogła się cieszyć z pierwszego kompletu punktów, uzyskanego na wyjeździe. To jednak dopiero początek drogi, której celem jest bez wątpienia sześć punktów w ostatnich pojedynkach w rundzie jesiennej.

Komentarze pomeczowe:
Sebastian Stemplewski, p.o. trenera Soły Oświęcim:
- Przed ostatnim meczem było tak, że chcieliśmy wygrać z 7:0, jeśli nie 10:0. Okazało się jednak, że po jednej kontrze przegraliśmy 0:1 i tak się skończyło. To spotkanie musieliśmy przede wszystkim wygrać, aby utrzymać się w czołówce. Udało nam się strzelić cztery fajne bramki, po ładnych akcjach i to cieszy. Jestem zadowolony z postawy zespołu. Z pewnością „coś” już włożyłem do drużyny, lecz w tydzień czasu ciężko jest dużo zmienić. Można było troszkę poprzestawiać pozycje. Ogólnie uważam, że nie wyglądało to z naszej strony źle.

Grzegorz Rajman, kapitan Soły Oświęcim, autor trzech bramek:
- Dzisiaj liczył się wynik, szczególnie po ostatnim meczu gdzie nie popisaliśmy się. Osobiście, spotkanie sprzed tygodnia bardzo przeżyłem. Przegraliśmy z ostatnią drużyną i nastąpiła zmiana trenera. Na pewno ogólnie się z tym dobrze nie czułem i w dzisiejszym spotkaniu liczyło się głównie to, aby podnieść się po ostatnim pojedynku, zagrać dobry mecz i znowu nabrać pewności siebie. Drużyna z Polanki Wielkiej może poza dwoma sytuacjami praktycznie nam nie zagrażała. Kontrolowaliśmy to spotkanie i wygraliśmy go bardzo pewnie. Z pewnością po feralnym meczu z ekipą z Piotrowic pozostał jednak duży niedosyt i to w naszych głowach trochę „siedzi”. Dzisiaj odnieśliśmy jednak ważne zwycięstwo, a o ostatnim pojedynku trzeba zapomnieć. Do końca zostały nam dwa mecze. Uważam, że naszym obowiązkiem jest zdobyć w nich komplet punktów.

Znam się z Sebastianem (przyp. red. Sebastian Stemplewski) bardzo dobrze, więc dobrze mi się grało pod jego wodzą. Gram też przede wszystkim dla Darka Kapcińskiego, bo prawda jest taka, że w spotkaniu w ubiegłą niedzielę to nie on zawinił, a my zawaliliśmy jako zespół i powinniśmy uderzyć się w pierś. Dla mnie to była przykra sytuacja, bo nie ukrywam, że Darek jest bardzo fajnym człowiekiem. Do dzisiaj jest mi przykro i tak jak mówię, bardzo przeżyłem mecz z Piotrowicami. Niestety jednak taki jest zawód trenera. Trzeba się liczyć z tym, że jak coś nie pójdzie, to nie wymieni się wszystkich zawodników, tylko trener płaci za to swoją głową. Dobrze, że dzisiaj wygraliśmy. Do końca zostały dwa spotkania i nie wyobrażam sobie, żebyśmy ich nie wygrali. Chciałbym także pogratulować Sebastianowi Stemplewskiemu udanego debiutu w roli trenera.

Bartłomiej Jasiński, napastnik Soły Oświęcim, autor jednej bramki:
- Wiadomo, że wynik w tym spotkaniu był rzeczą najważniejszą, jednak ważne też było uwierzenie w siebie i w to, że znów możemy wygrywać. Mamy dobry zespół i z tymi ekipami, z którymi straciliśmy punkty, przy pełnej mobilizacji i motywacji mogliśmy wygrać. Jednak czegoś w tych spotkaniach brakowało. Trzeba było wyciągnąć poważniejsze wnioski, które zapadły. Wychodzi na to, że to były dobre posunięcia, jednak po pierwszym meczu nie można tego jeszcze ocenić. 4:0 to jednak wynik, który nas satysfakcjonuje.

Strumień Polanka Wielka - Soła Oświęcim 0:4 (0:2)

Bramki:
0:1 - Rajman 13 min.
0:2 - Rajman 31 min.
0:3 - Jasiński 56 min.
0:4 - Rajman 60 min.

Składy:
Strumień: Burski - Pławny, Klimczyk (46 min. Kwaczała), Śliwiński (22 min. Jurecki), Chałupka, J. Dębski, M. Dębski, Biernatek, Kramarczyk, Narza, Jarosz.

Soła: Nowak - Dobrowolski, Kapciński, Kowalski - Majcherek - Płatek (85 min. Tobik), Piskozub (60 min. Kania), Janeczko, Paw - Jasiński, Rajman (71 min. Borowczyk).