• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

PIŁKA NOŻNA. Podsumowanie 9. kolejki oświęcimskiej klasy A

Reklama


Przedstawiamy podsumowanie 9. kolejki oświęcimskiej klasy A wraz z komentarzami piłkarzy i kibiców, ukazane oczami sprawozdawcy Soły Oświęcim.





9 kolejka - 9-10 października
Zatorzanka Zator - Strażak Rajsko 4:0
Orzeł Witkowice - Zaborzanka Zaborze 0:3 LKS Jawiszowice - LKS Bobrek 5:5 LKS Piotrowice - Soła Łęki 2:3 Strumień Polanka Wielka - Soła Oświęcim 0:4 LKS Gorzów - Solavia Grojec 2:3


Zatorzanka Zator - Strażak Rajsko 4:0 (1:0)
Michałek 22’; D. Makuch 56’, 58’; Miętka 83’

Nie było niespodzianki w spotkaniu Zatorzanki z Rajskiem. Ci, którzy liczyli na stratę punktów przez lidera, przełknęli gorzką pigułkę. Zatorzanie od początku do końca dominowali i nie pozostawili złudzeń, kto jest lepszy. Goście ostatnimi czasy spisywali się dobrze, dlatego mogli liczyć na urwanie jakiegoś punktu rywalom. Podopieczni Marcina Folgi szybko rozwiali dalekosiężne marzenia przyjezdnych, którzy obrali na ten mecz defensywną taktykę. W 22 minucie z dobrej strony pokazał się wracający do formy Dawid Miętka, która zaprezentował swoje walory ofensywne.

Młody zawodnik Zatorzanki z łatwością minął kilku defensorów gości, po czym wyłożył futbolówkę koledze z zespołu. Kamil Michałek uderzył bez zastanowienia, z pierwszej piłki, pokonując Lachetę po raz pierwszy. W 56 minucie uaktywnił się najlepszy strzelec zatorskiej ekipy Damian Makuch. Najpierw snajper gospodarzy wykorzystał dobre dośrodkowania z rzutu wolnego Karola Kadeli, a chwilę później dopełnił formalności po dobrym zagraniu Dawida Miętki, dla którego była to już druga asysta w tym pojedynku. Strzelanie zakończył nie kto inny jak Dawid Miętka, który tym razem skutecznie wcielił się w rolę egzekutora, skutecznie strzelając po podaniu Sławomira Jurki. Trzy punkty zostały zatem w Zatorze, dzięki czemu Zatorzanka „odjechała” już rywalom, na dystans pięciu „oczek”.

Komentarz Karola Majewskiego, zawodnika Strażaka Rajsko:
- Już przed spotkaniem nastawiliśmy się na kontrataki i jak widać, nie bardzo nam to wyszło. Zatorzanka zdominowała mecz. Oddaliśmy w sumie może ze cztery strzały.


Orzeł Witkowice - Zaborzanka Zaborze 0:3 (0:1)
Dorywalski 27’; M. Snadny 51’; Przybyła 90’

„To nie tak miało być” - cytując słowa piosenki Michała Bajora, można scharakteryzować myśli kibiców i piłkarzy Orła. Witkowiczanie niechlubną passę wysokich porażek rozpoczęli od spotkania z Sołą Oświęcim, ulegając 0:6. Nikt jednak nie przypuszczał, że to dopiero początek tragicznych meczów w wykonaniu „Orzełka”. Cztery mecze, zero punktów, bilans bramkowy: 2-21. To w zasadzie mówi wszystko.

W niedzielę podopieczni Józefa Gembali mierzyli się u siebie z Zaborzanką Zaborze, która także łagodnie mówiąc nie radzi sobie najlepiej od początku sezonu. Kiedyś na „Twierdzy Orła”, dziś na normalnym boisku, zaborzanie pewnie wygrali 3:0. Początek co prawda lepiej wyglądał w wykonaniu gospodarzy, jednak to goście trafili w 27 minucie za sprawą Marcina Dorywalskiego, który głową skutecznie wykończył wrzutkę w rzutu wolnego Rafała Przybyły.

W 51 minucie precyzyjnym uderzeniem z kilkunastu metrów popisał się Marcin Snadny, po którym przyjezdni byli już bardzo blisko zwycięstwa. Zaborzanka nie dała sobie „wyrwać” kompletu punktów, dobijając rywali w 90 minucie. Janusz Tomala stracił piłkę we własnym polu karnym. Skutki tego błędu były opłakane dla Orła, ponieważ Rafał Przybyła nie omieszkał skorzystać z sytuacji i dobił przeciwników. „Orły” będą tym samym musiały szukać punktów w kolejnych spotkaniach.

Komentarz Łukasza Szymańskiego, bramkarza Orła Witkowice:
- Po raz kolejny doznaliśmy porażki. Kibiców mogę tylko przeprosić za naszą grę. Mam nadzieję, że jeszcze w nas wierzą. Powiem szczerze, że jestem bez formy i winę za utratę pierwszej bramki biorę na siebie. Nie zdziwiłem się, jak trener po pierwszej połowie mnie zmienił.

Komentarz Mirosława Zemły, obrońcy Zaborzanki Zaborze:
- Zasłużone zwycięstwo dla nas. Mecz toczył się pod nasze dyktando. Zespół z Witkowic nie miał nic do powiedzenia podczas tego dnia. To był bardzo ważny dla nas mecz na przełamanie i cel osiągnęliśmy.


LKS Jawiszowice - LKS Bobrek 5:5 (2:5)
Dawid Kubica 20’; Michalik 25’ (karny); Kawczak 60’; Wojas 73’; Wojciech Kubica 86’ - Cygan 5’,13’,29’; Adamczyk 14’, 31’

Bardziej niespodziewanego scenariuszu piłkarskiego pojedynku, nie wymyśliłby nawet mistrz „dreszczowców” Alfer Hitchcock. Początek meczu w wykonaniu gościu był jak marzenie. Jarosław Cygan już w 5 minucie, strzałem głową rozwiązał „worek z bramkami” w tym meczu. Kilka minut później znowu w roli głównej wystąpił Cygan, dla którego był to ewidentny „dzień konia”. Tym razem napastnik gości, który notabene jest równocześnie rezerwowym bramkarzem, popisał się pięknym strzałem przewrotką, kompletnie zaskakując Roberta Gruszeckiego.

W 14 minucie Dawid Adamczyk przytomnie przelobował bramkarza i było już 0:3. W tym momencie mało kto wierzył, że miejscowi są jeszcze w stanie „coś” osiągnąć. Jednak jawiszowianie pokazali ogromny charakter do walki, biorąc się do roboty. W 20 minucie piłka po uderzeniu ze stałego fragmentu gry przez Bartosza Michalika, trafiła pod nogi Dawida Kubicy, który piętą skierował ją do siatki. Gospodarze wyczuli swoją szansę i chwilę później złapali kontakt z rywalem. Faulowany w polu karnym był Bartosz Michalik. Sam poszkodowany skutecznie wyegzekwował „jedenastkę”, doprowadzając do stanu 2:3. To jednak… rozwścieczyło bobrecką ekipę, która znowu odjechała miejscowym.

Nie minęło jeszcze pół godziny od pierwszego gwizdka sędziego, kiedy po ładnej i zespołowej akcji, „hat-tricka” uzyskał Jarosław Cygan. W kolejnej ofensywnej akcji LKS-u Bobrek, na listę strzelców po raz drugi wpisał się Dawid Adamczyk, który z trudem pokonał Gruszeckiego. Większość drużyn przy takim stanie zapewne psychicznie podłamałaby się, lecz zespół z Jawiszowic, nie zamierzał łatwo się poddać. W 60 minucie wrzutka Oczkowskiego spadła na głowę Bartłomieja Kawczaka, który nie pomylił się. Nadzieje w serca kibiców gospodarzy wlał Ariel Wojas, który precyzyjnym strzałem doprowadził do stanu 4:5.

To, co wydawało się niemożliwe, w 86 minucie stało się faktem. Wojciech Kubica strzałem z kilku metrów, dał remis swojej ekipie. Cień na tym pasjonującym widowisku położyli jednak sędziowie, do których duże zastrzeżenia składali goście. Sam mecz był jednak „wizytówką” A klasy, o której fani zasiadający na trybunach będą jeszcze długo pamiętać.

Komentarz Szymona Widucha, pomocnika LKS Jawiszowice:
- Takiego meczu w karierze seniorskiej jeszcze nie grałem. Po dramatycznej pierwszej połowie pokazaliśmy charakter w drugiej, nie poddając się i walcząc o wynik do końca meczu. Źle w tym meczu działała nasza defensywa, co skrzętnie wykorzystali goście strzelając szybko 3 gole.

Gdy już podgoniliśmy wynik na 3:2, to Bobrek znowu w trzy minuty zdobył dwie bramki, odskakując nam o 3 trafienia. Jednak w przerwie, w szatni nie było żadnego najeżdżania po sobie, tylko ciągła mobilizacja i wiara w to, że ten mecz nie jest już przegrany  i to właśnie pokazaliśmy. W drugiej połowie to my kontrolowaliśmy spotkanie i spokojnie doprowadzaliśmy do remisu. Jestem pewien, że gdyby mecz potrwał o 5-10 minut dłużej to zdołalibyśmy przechylić szalę na swoją korzyść.

Mówi się jednak trudno, bo i tak wyjście z wyniku 5:2 na 5:5 jest nie lada wyczynem. To nie my, ale zawodnicy z Bobrka będą sobie pluć w brodę, że dali sobie wyrwać prawie pewne zwycięstwo. Mimo, iż nie strzeliłem bramki to cieszy mnie, że robią to inni. Do siatki trafiło dwóch obrońców i nareszcie napastnicy, których przeważnie wyręczali pomocnicy. Oby tak dalej, do końca jeszcze dwa mecze i liczymy na sześć punktów.

Komentarz Pawła Wierzbica, zawodnika LKS Bobrek:
- Ciężko się pogodzić ze stratą punktów w tym meczu. Początek mieliśmy wymarzony - 15 minut 3:0, mecz pod kontrolą. Następnie przyszła chwila rozluźnienia, za którą zapłaciliśmy stratą bramki i ewidentny błąd arbitra, który podyktował rzut karny z kapelusza. Jednak i po tych golach potrafiliśmy udowodnić, że jesteśmy w tym meczu górą, strzelając kolejno na 4:2 i 5:2. Przy tym ostatnim wyniku zmarnowaliśmy trzy sytuacje sam na sam i niestety znów zaczęliśmy popełniać szkolne błędy w defensywie.

Jawiszowice grały prostą piłkę i to wystarczyło, żeby przy naszej fatalnej tego dnia defensywie doprowadzić do wyrównania. Inna sprawa, że poziom sędziowania tego meczu lepiej pozostawić bez komentarza, bo był on żenująco niski. Nie chce tutaj mówić o wypatrzeniu wyniku spotkania, (mimo błędu przy rzucie karnym) ale dziwne, że kontrowersyjne decyzje cała trójka sędziowska popełniała tylko w jedną stronę...

Komentarz kibica z Bobrka:
- Pseudo-sędziowie okradli nas z kompletu punktów. W języku polskim nie znajdziemy  przymiotnika określającego ich prace w tym meczu. Jeżeli tak ma wyglądać zdrowa rywalizacja jaką zeprezentowali sędziowie w tym meczu, to nie ma sensu wychodzić w ogóle na boisko.


LKS Piotrowice - Soła Łęki 2:3 (1:1)
Figura 6’; Paweł Frączek 78’ (karny) - Figura 17’ (samobójcza), Kamil Żmuda 49’; Dusik 62’

W tym meczu było wszystko. Była walka, były emocje, były sceny mrożące krew w żyłach. Zaczęło się sensacyjnie. Piotrowiczanie opromienieni zwycięstwem nad oświęcimską Sołą, od początku śmiało ruszyli do przodu. Nagrodą za odwagę przyszła w 6 minucie, kiedy Dominik Figura strzałem głową zapewnił swojej ekipie prowadzenie. Łęczanie około 10 minut później doprowadzili do wyrównania. Dośrodkowanie Dariusza Wójcika przeciął Dominik Figura. Zawodnik gospodarzy zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że wpakował futbolówkę do własnej siatki.

W 49 minucie zagapiła się defensywa miejscowych, w wyniku czego Kamil Żmuda mógł stanąć „oko w oko” z Arkadiuszem Kotem. Najskuteczniejszy strzelec oświęcimskiej A klasy wygrał próbę nerwów z golkiperem. Mimo czerwonej kartki dla Chmielniaka, to piłkarze ŁKS przeważali nadal na boisku, dążąc do kolejnego trafienia. Bliscy powodzenia byli Kamil Żmuda i Dariusz Wójcik. Za pierwszym razem sędzia dopatrzył się spalonego, natomiast za drugim na posterunku był Arkadiusz Kot. Golkiper miejscowych źle sparował futbolówkę po dośrodkowaniu, dzięki czemu w 62 minucie Krystian Dusik podwyższył prowadzenie gości.

Ambitnie grający podopieczni Tomasza Kościelnika zdołali odpowiedzieć trafieniem Pawła Frączka, który wykorzystał rzut karny. Im bliżej końca spotkania, tym bardziej gra ewidentnie się zaostrzała. W 82 minucie kolejny gracz Soły Łęki, musiał przedwcześnie zejść z boiska. Krzysztof Handy został ukarany drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Chwilę później Krzysztof Kuwik doznał okropnej kontuzji w wyniku starcia z rywalem i z podejrzeniem złamania nogi, został odwieziony do szpitala. Gospodarze nie byli jednak w stanie wykorzystać przewagi dwóch piłkarzy, dzięki czemu to łęczanie znowu mogli unieść ręce w geście triumfu.

Komentarz kibica z Piotrowic:
- Co do samego wyniku to nie możemy być zadowoleni, gdyż pod żadnym aspektem nie byliśmy gorsi od faworyzowanych łęczan. Pierwsze minuty zdecydowanie należały do nas, ładny strzał z rzutu wolnego Piotra Frączka, sparowany przez bramkarza gości no i bramka Dominika Figury. Jednak później niepotrzebnie cofnęliśmy się do obrony, zamiast grać „swoje” i goście to doszczętnie wykorzystali. Po bramce na 1-3 w drugiej połowie nieco przebudziliśmy się odważniej atakując.

Goście grali coraz agresywniej, a ich kibice mieli niesłuszne pretensje do sędziego o decyzje jakie podejmuje. Faktem jest, że trójka sędziowska nie prowadziła tych zawodów najlepiej, ale żeby tak egzekwować swoje niezadowolenie - chcąc bić sędziego bocznego to jest kompromitacja. Dalej nastąpiła sytuacja w której do listy kontuzjowanych dołączył Krzysiek Kuwik. Może i faktycznie zbyt agresywnie podszedł do strzału, bo wiadome było , że go nie odda, ale jak można zawodnikowi w ten sposób „wjechać” w nogi? Jeżeli to jest taktyka łęczan na grę w „A” klasie - połamać wszystkim nogi to - „szczerze” im gratuluję i „życzę” powodzenia w dalszej grze.

Komentarz kibica z Łęk:
- To nie tak miało wyglądać. Ale na szczęście są trzy punkty i awans na pozycję vice-lidera A-klasy. Dziękuję za te trzy punkty uzyskane na bardzo kiepskim boisku. Zaznaczę, że jest to najgorsze boisko w naszym okręgu (nie liczę boiska Unii Oświęcim). Prowadzenie uzyskali gospodarze, po felernym wybiciu naszego bramkarza. Nagminne opóźnianie wznawiania gry przez bramkarza Piotrowic się zemściło, któremu tzw. „swojaka” strzelił własny obrońca. Wynik do przerwy się nie zmienił.

Dla Łęk bramki strzelili Kamil Żmuda oraz Krystian Dusik, po asystach świetnie spisującego się w tym dniu Dariusza Wójcika. Był to mecz wielkiej kopaniny jak i z jednej tak i z drugiej strony! Najgorszą rzeczą w tym dniu byli arbitrzy tego spotkania. Tak nieprofesjonalnych sędziów świat na oczy nie widział. Nasuwają mi się pytania - Gdzie oni się szkolili? Czy to oni powinni prowadzić to spotkanie? Sędziowie popełniali błędy na niekorzyść jednej oraz drugiej strony, ale (chyba) dużo więcej na niekorzyść przyjezdnych. Dzięki ich poczynaniom, a raczej brakiem „uspokajania” ostrej gry zawodnik miejscowych odniósł groźną kontuzję.

Do końca rundy zostały jeszcze dwa mecze i teoretycznie 6 punktów do zdobycia. Jest szansa na obronę tej dobrej lokaty przed „wiosną”. Szkoda tylko, że po tym meczu nie zagra dwóch naszych podstawowych zawodników. Jeden „pauza” za czerwoną kartkę a drugi najprawdopodobniej poniósł kontuzję - zobaczymy czy ją wyleczy na sobotni mecz! Świat się wali.. jak widzi się tak nieporadnie sędziującego arbitra.


LKS Gorzów - Solavia Grojec 2:3 (0:2)
Rybak 55’; T. Opitek 80’ - Noworyta 20’,35’,70’

W tym spotkaniu zaimponował przede wszystkim Krzysztof Noworyta. Zawodnik, który przyszedł przed tym sezonem do Solavii z Niwy Nowej Wsi, popisał się boiskowym cwaniactwem, będąc w dobrym miejscu i czasie. Najpierw w 20 minucie wykorzystał zamieszanie bramkowe i wbił piłkę z bliska do siatki, po dośrodkowaniu z prawej strony boiska. W 35 minucie znowu wpisał się na listę strzelców, podwyższając na 2:0. Gorzowianie obudzili się z letargu w drugiej części spotkania.

W 55 minucie Robert Rybak dopadł do piłki wybitej przed defensora i strzałem z około 20 metrów dał nadzieję miejscowym kibicom na to, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Zespół z Gorzowa błyskawicznie skarcił jednak Noworyta, dla którego było to już trzecie trafienie tego dnia. Gorzowska ekipa zdołała jeszcze odpowiedzieć golem Tomasza Opitka, który z najbliższej odległości wepchnął futbolówkę do siatki. Komplet punktów pojechał jednak do Grojca. Solavia może poszczycić się tym samym trzecim zwycięstwem w rzędu.

Komentarz Piotra Weseckiego, zawodnika LKS Gorzów:
To był mecz z gatunku tych, że jedni grają, a drudzy strzelają. Graliśmy piłką i stwarzaliśmy sobie sytuacje, a to zespół z Grojca strzelił nam tych bramek więcej. Gdyby w drugiej połowie spotkanie trwało dłużej o kilka minut, to moglibyśmy wyrównać, bo cały czas „siedzieliśmy” na połowie rywala. Szkoda tego meczu, bo graliśmy dobrze.

Komentarz jednego z zawodników Solavii:
- Zagraliśmy niezłe spotkanie, rywal wysoko postawił poprzeczkę. Dzisiaj Krzysiek miała swój dzień, zdobył trzy bramki, był bardzo skuteczny. Może nie zagrał wielkiego meczu, lecz przy bramkach ustawiał się tam gdzie powinien. Uważam, że mogliśmy wygrać znacznie wyżej, gdybyśmy wykorzystali sytuacje sam na sam których mieliśmy kilka, ale drużynę z Gorzowa uchronił przed tym dobrze dysponowany bramkarz.


Strumień Polanka Wielka - Soła Oświęcim 0:4 (0:2)
Rajman 13’, 31’, 60’; Jasiński 56’

Niekwestionowanym liderem w tym meczu okazał się Grzegorz Rajman, który z zimną krwią trzykrotnie pokonał Burskiego. Najpierw kapitan Soły zwiódł defensora i posłał piłkę tuż przy słupku. W 31 minucie oszukał jednego z obrońców, oraz bramkarza, po czym pewnie „wypalił” pod poprzeczkę. „Hat-tricka” skompletował w 60 minucie, świetnie wykańczając bardzo dobre zagranie Piotra Pawia. Trafienia Grzegorza Rajmana przedzieliła bramka Bartłomieja Jasińskiego, który dołożył nogę po podaniu wzdłuż bramki autorstwa Dariusza Płatka. Zwycięstwo gości nie podlegało dyskusji. Oświęcimianie pod wodzą Sebastiana Stemplewskiego odnieśli tym samym pierwsze zwycięstwo.

Zwycięstwa gospodarzy: 1
Remisy: 1
Zwycięstwa gości: 4
Bramki: 13-18 (łącznie: 31)
Średnia na mecz: 5,16