• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

PIŁKA NOŻNA. Podsumowanie 8. kolejki oświęcimskiej klasy A

Reklama


Przedstawiamy obszerne podsumowanie. 8 kolejki oświęcimskiej klasy A, wraz z komentarzami piłkarzy i kibiców.





8 kolejka - 2-3 października
Strażak Rajsko - LKS Gorzów 3:3
Solavia Grojec - Strumień Polanka Wielka 6:0 Soła Oświęcim - LKS Piotrowice 0:1 Soła Łęki - LKS Jawiszowice 3:1 LKS Bobrek - Orzeł Witkowice 3:1 Zaborzanka Zaborze - Zatorzanka Zator 0:3

Strażak Rajsko - LKS Gorzów 3:3 (1:2)
Korczyk 6’; Staroń 80’; Krzysztof Majewski 85’ - Ryska 20’; Czopek 24’; M. Baran 60’

W poprzednim sezonie w spotkaniach obu tych ekip, zdecydowanie górowali zawodnicy z Rajska, którzy ze względu na wyższą pozycję w tabeli, także wydawali się być faworytem tego pojedynku. Boisko jak zwykle zweryfikowało tą tezę, choć mecz od mocnego uderzenia zaczęli gospodarze. „Firmową” akcją błysnął Adrian Korczyk, który kiwnął rywala tuż przed polem karnym i pięknym strzałem „zdjął” pajęczynę” z bramki gości. Od tego momentu do roboty wzięli się jednak… gorzowianie.

W 20 minucie kuriozalną bramkę zdobył Robert Ryska, który szukał dośrodkowania z prawej strony. Z podania „wylągł” się jednak świetny strzał, który kompletnie zaskoczył Grubkę. Futbolówka przelobowała golkipera miejscowych. Zespół LKS-u Gorzów złapał wiatr w żagle i już kilka minut później objął prowadzenie. Precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Bartłomiej Czopek. Na przerwę to podopieczni Łukasza Zawadzkiego schodzili w lepszych humorach. Kiedy w 60 minucie meczu prowadzenie podwyższył Marcin Baran, wydawało się, że goście są już o „włos” od zaksięgowania niezwykle ważnych trzech punktów.

Gorzowski defensor dopadł do piłki odbitej od muru, po czym za drugim razem przymierzył tak, że bramkarz mógł tylko wyciągnąć futbolówkę z siatki. Chwilę później zaczął się jednak horror dla przyjezdnych. Całe nieszczęście rozpoczęło się od drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki dla Rafała Feliksa, który został usunięty z boiska za ostentacyjne „klaskanie” w kierunku arbitra. Strażak wyczuł szansę i ruszył do ataku. W 80 minucie Przemysław Staroń wrzucił futbolówkę w pole karne i… zdobył bramkę! Piłka skozłowała przed Piotrem Rzeszowskim i wpadła do siatki. Gospodarze dopięli swego pięć minut później. Krzysztof Majewski zdecydował się na strzał z około 20 metrów. Piłka lecąca z dziwną rotacją w środek bramki, zaskoczyła golkipera przyjezdnych. W takich okolicznościach miejscowi uratowali punkt, z którego jeżeli chodzi o sam przebieg gry, mogą być jak najbardziej zadowoleni.

Komentarz pomeczowy Piotra Weseckiego, obrońcy LKS Gorzów:
- Mecz walki i ostrej gry . Po strzelonej bramce za bardzo uwierzyliśmy w siebie i to nas zgubiło. W drugiej połowie po własnych błędach, gdzie zabrakło krycia, rywale strzelili nam dwie bramki w ostatnich minutach. Tak być nie może. Musimy grać skoncentrowani przez pełne 90 minut. Jeżeli nie, to będzie co raz gorzej.

Solavia Grojec - Strumień Polanka Wielka 6:0 (0:0)
B. Smolarek 55’ (karny); Wołek 60’,70’; Kubajczyk 79’, 90’; Noworyta 86’

Pierwsza część gry nie zapowiadała tak wielkiej katastrofy przyjezdnych. Obie ekipy w premierowych 45 minutach stworzyły mierne widowisko. Dobre okazje do otworzenie wyniku można było policzyć na palcach jednej ręki. Wszystko zmieniło się jednak po przerwie. Gra Solavii zmieniła się niczym za sprawą czarodziejskiej różdżki. Gospodarze podkręcili tempo w stosunku do pierwszej połowy, natomiast Strumień wyraźnie nie panował nad sytuacją na boisku. Ostre strzelanie rozpoczęło się w 55 minucie. Krzysztof Noworyta został nieprzepisowo zatrzymywany w polu karnym.

Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Bartłomiej Smolarek, który tym samym rozwiązał „worek z bramkami”. W 60 minucie po ładnej i zespołowej akcji, na 2:0 podwyższył Tomasz Wołek. Doświadczony napastnik gospodarzy około 10 minut później dołożył kolejne trafienie, stawiając gości w bardzo trudnej sytuacji. Piłkarze kierowani z ławki przez Stanisława Pałamarczuka ani myśleli zwalniać tempa. Solavia zadawała ciosy, na które ekipa z Polanki Wielkiej nie była w stanie odpowiedzieć.

W 79 minucie na 4:0 podwyższył aktywny Łukasz Kubajczyk, który wspólnie z Maciejem Witkiem pojawił się na placu gry od początku drugiej połowy. W 86 minucie gry, najsprytniej w zamieszaniu podbramkowym zachował się Krzysztof Noworyta i było już 5:0. Dzieła zniszczenia przyjezdnych dopełnił Kubajczyk, który zwieńczył składną akcję swojego zespołu. Tak wysoki wynik, bez wątpienia jest pewnego rodzaju niespodzianką.

Komentarz pomeczowy Łukasza Walusa, zawodnika Solavii Grojec:
- W tym meczu nie zagrałem, ponieważ dopadła mnie grypa, a Kuba Kolonko ma problemy z kręgosłupem i tą rundę ma z „głowy”, więc mogliśmy z boku patrzeć na to co wydarzyło się na boisku. W pierwszej połowie wiele się nie działo. Spotkanie było wyrównane. Obie drużyny stworzyły po dwie dogodne sytuacje do strzelenia bramki. W drugiej odsłonie to my zdecydowanie dyktowaliśmy warunki gry, a Polanka tylko raz nam nieznacznie zagroziła. Po przerwie na boisku pojawili się Łukasz Kubajczyk oraz Maciek Witek i oboje dali się we znaki obrońcom gości. Łukasz zrobił ,,swoje” strzelając dwie bramki, a Maciek harował z przodu aż miło było patrzeć.

Udało się nam stworzyć kilka ładnych akcji, więc z wyniku i gry szczególnie w drugiej połowie jesteśmy zadowoleni. To kolejny mecz w którym nieźle zagraliśmy. Teraz czeka nas wyjazd do Gorzowa i nie ukrywamy że chcemy podtrzymać dobrą passę i zdobyć tam trzy punkty. Ostatnie nasze wyniki napawają optymizmem ale wszystko zweryfikuje boisko. Na pewno nie będzie łatwo w Gorzowie i będziemy musieli tam solidnie powalczyć by przywieść dobry wynik.

Soła Łęki - LKS Jawiszowice 3:1 (1:1)
Konrad Żmuda 45’; Dariusz Wójcik 51’; Grzywa (samobójcza) 78’ - Przemyk 24’

Kibice gospodarzy po niezwykle udanych spotkaniach swoich pupili w ostatnim czasie, liczyli na kolejne, strzeleckie popisy Soły Łęki. Gospodarzom zwycięstwo przyszło jednak z trudem. Początek meczu był lepszy w wykonaniu gości. W 24 minucie fenomenalnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Rafał Przemyk. Futbolówka po uderzeniu grającego szkoleniowca LKS Jawiszowice, odbiła się od słupka i wpadła do siatki. „Solarze” wyraźnie zaskoczeni takim obrotem sprawy zabrali się za odrabianie strat. Tuż przed przerwą dużo radości fanom gospodarzy dał Konrad Żmuda, który płaskim strzałem z 15 metrów doprowadził do wyrównania.

Bramka do szatni miała niebagatelne znaczenie w dalszej części tego pojedynku. Goście wyraźnie sprawiali wrażenie podłamanych, natomiast miejscowi parli do przodu, czując swoją szansę. W 51 minucie dobrą centrę z rzutu wolnego Kamila Żmudy wykorzystał Dariusz Wójcik, celnie „główkując” z pięciu metrów. Ostatecznie zespół z Jawiszowic pogrążył… Mateusz Grzywa, który zaliczył popularnego „swojaka”. 22-letni obrońca gości, niefortunnie zmienił tor lotu piłki po rzucie rożnym, kompletnie zaskakując Roberta Gruszeckiego. Rezultat nie uległ już zmianie, dzięki czemu Soła Łęki pozostała jedyną ekipą, która dzierży status niepokonanej w oświęcimskiej klasie A.

Komentarz kibica z Łęk:
- Łęki pomimo odczuwającego, a zarazem widocznego zmęczenia po ciężkim meczu pucharowym (półfinale) z liderem V ligi z Nowej Wsi, pokazały prawdziwą klasę wygrywając z obecnym wiceliderem z Jawiszowic 3:1. Jednym słowem brawo „Tatarzy”! Jeżeli w pierwszej połowie przyjezdni myśleli, że zdołają wywieść punkt to mieli trochę racji - walka w pierwszej połowie była bardzo wyrównana.  Jawiszowice (o dziwo ku zgromadzonym kibicom z Łęk) jako pierwsze uzyskały prowadzenie z około 23 metrów po pięknym strzale zawodnika przyjezdnych.

Nasz bramkarz Adam Szymański pomimo maksymalnego rozciągnięcia nie był w stanie wybronić tego strzału. Gol padł od słupka. Łęki zdołały jeszcze „ukłuć” wicelidera w 44 minucie, po pięknej akcji napastników i ładnym strzale Konrada Żmudy. Wynik do przerwy nie uległ zmianie. Druga połowa już nie podlega dyskusji - to łęczanie byli górą i z minuty na minutę wypracowywali co raz to groźniejsze akcję. W jednej z nich ładnym dośrodkowaniem ze stałego fragmentu w „szesnastkę” popisał się lider klasyfikacji strzelców Kamil Żmuda, który to idealnie wrzucił piłkę Dariuszowi Wójcikowi, a ten strzałem głową dopełnił formalności. Brawo za tę akcję!

Po objęciu prowadzenia łęczanie chcieli „dobić” przyjezdnych i co raz to bardziej atakowali bramkę rywala. Niestety większość z tych akcji, nie była wykończona dobrym strzałem. Raz to strzały były za słabe, innymi razy strzały zdołali wybić (lub zablokować) obrońcy, bądź bramkarz przyjezdnych! Wynik na 3:1 padł po samobójczym strzale z główki, przy próbie wybicia piłki przez obrońcę LKS-u. Gdyby miejscowi „Solarze” wykorzystali wszystkie swoje  stuprocentowe akcje, to wynik mógłby być podobny do tego jaki padł tydzień temu w Witkowicach. Niestety cieszymy się tylko z trzech goli i trzech punktów zdobytych na własnym terenie. Mogło być lepiej, choć wynik ten daje mam lepszą nadzieję (na przyszłość) na wyższą lokatę w tabeli. Już po tej kolejce Łęki przesunęły się o dwa „oczka” w górę tabeli zajmując teraz czwartą pozycję. Brawo „Solarze”!

Komentarz pomeczowy Szymona Widucha, pomocnika LKS Jawiszowice):
- Mecz zaczął się dla nas wręcz perfekcyjnie. To my z początku przejęliśmy inicjatywę i pierwsi zdobyliśmy bramkę. Wszystko zaczęło się psuć od złych decyzji sędziego pod koniec pierwszej połowy. Nie odgwizdanie ewidentnej ręki przez zawodnika Łęk i zdobycie po tym bramki, to kluczowa akcja spotkania. To dodało rywalowi skrzydeł, w wyniku czego strzelili kolejne dwa gole, wygrywając to spotkanie.

Naszym celem i tak nie jest awans, więc nie popadamy w złość po tej porażce. Zdarza się, a i tak idzie nam bardzo dobrze w porównaniu do poprzednich sezonów. Szkoda tylko tych dwóch bramek, które padły po ewidentnych błędach arbitrów. Do końca rundy jeszcze trzy mecze i dziewięć punktów do zdobycia, więc wszystko może się zdarzyć, gdyż w czołówce tabeli jest bardzo ciasno.

LKS Bobrek - Orzeł Witkowice 3:1 (0:0)
Pactwa 54’, 80’; Boratyński 60’ - Achinger 48’

Orzeł swoją dobra grą zaskoczył gospodarzy. Poprzednie klęski „Orzełka” nie wskazywały na to, aby mógł on zagrozić ekipie z Bobrka, która na własnym boisku od dawna jest nie do pokonania. Jedni i drudzy w pierwszych trzech kwadransach mieli swoje szanse. Po stronie miejscowych aktywny był Łukasz Boratyński, który w 11 minucie trafił w słupek. W 33 minucie bliski powodzenia był Mateusz Smolec, jednak minimalnie chybił. Drugą część meczu z wysokiego „C” rozpoczęli goście, którzy dość niespodziewanie objęli prowadzenie.

Świetnym strzałem z woleja, z ostrego kąta błysnął Arkadiusz Achinger. Jarosław Cygan, który zastępuje awaryjnie Piotra Kołodziejczyka, musiał w tej sytuacji skapitulować. Na odpowiedź ze strony miejscowych nie trzeba było długo czekać. Defensorzy Orła zbyt krótko wybili piłkę po rzucie rożnym. Mirosław Pactwa nie zastanawiając się długo, celnie przymierzył z dystansu. Podopieczni Grzegorza Niemca w tym pojedynku wyraźnie wręcz zachwycali swoimi trafieniami z dystansu.

Niebezpiecznie strzały z ponad 16 metrów okazały się tajną bronią bobreckiej ekipy. W 60 minucie Łukasz Boratyński „wypalił” bez przyjęcia z okolic linii pola karnego, zmuszając do kapitulacji Łukasza Szymańskiego. Na 10 minut przed końcem meczu, kolejnym strzałem z dystansu popisał się Mirosław Pactwa. Bramkarz Orła mógł w tej sytuacji zachować się nieco lepiej, jednak futbolówka ostatecznie znalazła się „w sieci”. LKS Bobrek podtrzymał tym samym swoją znakomitą passę we własnej „twierdzy”.

Komentarz pomeczowy Dariusza Dębosza, kapitana LKS Bobrek:
- Wiedzieliśmy, że Witkowice po dwóch wysokich porażkach postawią nam trudne warunki i tak było. Goście pierwsi strzelili bramkę i oddali kilka groźnych strzałów. W pierwszej połowie nasza gra się nie kleiła ,brakowało dokładności  i wykończenia pod bramką przeciwnika. Natomiast druga część gry przyniosła nam gole zdobyte po strzałach z dystansu, co rzadko nam się zdarza. Wygraliśmy zasłużenie, bo byliśmy bardziej zdeterminowani i skuteczni.

Komentarz pomeczowy Pawła Wierzbica, pomocnika LKS Bobrek:
- Orzeł przyjechał do Bobrka po dwóch bolesnych porażkach bardzo zmobilizowany i pokazał, że jest solidnym zespołem. Kiedy na początku drugiej połowy goście objęli prowadzenie mało kto wierzył, że jeszcze się podniesiemy, bo nasza gra do tego momentu nie była rewelacyjna. Na szczęście po raz kolejny w tym sezonie pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną z charakterem i wygraliśmy ten ciężki mecz.

Komentarz pomeczowy Łukasza Szymańskiego, bramkarza Orła Witkowice:
- Trzecia porażka z rzędu bardzo boli, ale taki jest sport. Trzeba zapomnieć o tych niepowodzeniach i w końcu się przełamać. Co do samego spotkania to do 50 minuty graliśmy dobrze, natomiast nie wiem co się z nami później stało. Znowu tracimy bramki po własnych błędach, w efekcie czego przegrywamy. Osobiście jestem zły na siebie, ponieważ nie mogą puszczać takiej bramki, jaką Bobrek strzelił na 3:1.

Komentarz pomeczowy Patryka Grocholskiego, pomocnika Orła Witkowice:
- Szkoda tej porażki, bo wcale nie byliśmy drużyną gorszą. Mieliśmy z Bobrka wywieźć co najmniej punkt. Pozytywem jest to, że nasza gra wyglądała o niebo lepiej niż w poprzednich dwóch spotkaniach. Po wielkim „wstrząsie” wszystko powoli się normuję i myślę, że mecz z Zaborzem na własnym terenie przyniesie nam trzy punkty.

Zaborzanka Zaborze - Zatorzanka Zator 0:3 (0:1)
Michałek 35’; D. Makuch 49’; Miętka 75’

Zaborzanka w premierowej odsłonie skutecznie przeciwstawiła się Zatorzance, grając jak równy z równym. Od początku to gospodarze śmielej atakowali, jednak nie potrafili znaleźć recepty na pokonaniu Pawła Kowalika. W 35 minucie dobrą centrę Karola Kadeli wykorzystał Kamil Michałek, który z najbliższej odległości trafił do siatki. Drugą część gry zdecydowanie lepiej zaczęli podopieczni Marcina Folgi.

Damian Makuch popisał się świetnym strzałem z dystansu, z rzutu wolnego po którym golkiper miejscowych nie miał za wiele do powiedzenia. Na kwadrans przed końcem pojedynku kapitalną, indywidualną akcją popisał się Dawid Miętka, który mijał rywali niczym slalomowe tyczki, po czym zdobył trzecią bramkę dla zatorzan. Goście udowodnili, że nieprzypadkowo znajdują się na czele klasy A i zapewne ciężko im będzie odebrać prymat lidera, co najmniej do końca rundy jesiennej.

Komentarz pomeczowy jednego z zawodników Zatorzanki:
- Początek meczu to lekka przewaga gospodarzy, którzy stwarzali zagrożenie ze stałych fragmentów, szczególnie z dalekich rzutów z autu. Po okresie przewagi drużyny z Zaborza, zaczęliśmy dochodzić do głosu, lecz niedokładność  przeszkadzała nam w wypracowaniu dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. Po golu na 2:0 gospodarze jakby już troszkę odpuścili, a my stwarzaliśmy sobie już dużo więcej sytuacji do zdobycia bramki, z której wykorzystaliśmy tylko jedną, ponieważ brakowało nam skuteczności. Mecz mógł się skończyć troszkę innym wynikiem, lecz zawiodła właśnie skuteczność, choć i Zaborze miało swoje szanse na zdobycie gola. Jednak wynik moim zdaniem jest zasłużony.”

Soła Oświęcim - LKS Piotrowice 0:1 (0:1)
K. Krawczyk 36’

Nie tak to miało wyglądać patrząc z perspektywy Soły. Podopieczni Dariusza Kapcińskiego bili głową w mur. Oświęcimianie wyraźnie ze skutecznością w tym spotkaniu byli na bakier. Mimo ogromnej przewagi jeśli chodzi o posiadanie piłki, to piotrowiczanie zadali decydujący cios autorstwa Krzysztofa Krawczyka. „Solarze” tego dnia mimo licznych okazji zademonstrowali zerową skuteczność, sensacyjnie przegrywając. Jak się później okazało ten pojedynek zebrał swoje żniwa. Z posadą po tym meczu pożegnał się Dariusz Kapciński, który postanowił oddać się do dyspozycji zarządu.

Komentarz Kamila Oczkosia, zawodnika LKS Piotrowice:
- Na wstępie chciałbym pogratulować kolegom z drużyny, którzy w niedzielę na boisku Soły zostawili sporo zdrowia, oraz trenerowi odniesionego sukcesu. Chłopaki pokazali, że da się wyjść i ambitnie powalczyć do samego końca z nawet najtrudniejszym przeciwnikiem i jeszcze do tego na jego terenie. O meczu mogę powiedzieć tyle, że jest to chyba największa niespodzianka tej rundy, nikt raczej nie wierzył, że uda nam się tutaj zdobyć choćby punkt w mocno okrojonym tego dnia składzie.

Wszyscy jechali do Oświęcimia z założeniem aby jak najmniej przegrać to spotkanie a tu proszę - odbiliśmy się od dna i to jeszcze z jakim rywalem. A Soła? Myślę, że gospodarzy nieco zjadła pewność siebie. Miejscowi chyba założyli sobie przed meczem, że urządzą festiwal strzelecki i spotkała ich za to kara. Na spotkanie musieliśmy wyjść bardzo defensywnie, gdyż nie mamy na dzień dzisiejszy żadnych argumentów do prowadzenia otwartej gry z takim przeciwnikiem. Jedynymi naszymi argumentami na razie są walka i ambicja. Liczyliśmy na grę z kontrataku, jedna z takich kontr wyszła i mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa. Szkoda tylko sytuacji z końcówki meczu, kiedy kontuzję po brutalnym ataku kapitana gospodarzy odniósł Marcin Bałys i nie zobaczymy już go w tej rundzie, co jest bardzo wielką stratą.


Zwycięstwa gospodarzy: 3
Remisy: 1
Zwycięstwa gości: 2
Bramki: 15-9 (łącznie: 24)
Średnia na mecz: 4,0