Reklama
PIŁKA NOŻNA. Ciężki nokaut Soły
- Jola Wodniak
- Piłka nożna
- 20 października 2013
- 20:09
Reklama
Dzisiaj miała miejsce spora i zapewne nieprzyjemna dla kibiców Soły niespodzianka w Oświęcimiu. Solarze zanotowali pierwszą porażkę w sezonie. Jej rozmiary są jednak najbardziej zaskakujące, bo oświęcimianie ulegli Porońcowi Poroniec aż 0:4. Mimo wszystko Soła utrzymała pozycję lidera.
Soła odnotowała porażkę, ale najbardziej martwi styl i łatwość w dochodzeniu do sytuacji przez gości. Warto odnotować fakt, że Solarze stracili punkty w trzecim kolejnym meczu. Za kadencji Sebastiana Stemplewskiego taka sytuacja nie miała jeszcze miejsca.
Wydawało się, że po ostatnich dwóch remisach oświęcimianie zrobią wszystko, aby przed własną publicznością wywalczyć zwycięstwo. Poroniec miał jednak taki sam plan. „Górale” nie wygrali od czterech spotkań, tymczasem ich kadra zdecydowanie ma potencjał. Jest w niej kilku zawodników z ekstraklasową przeszłością. Włodarze Porońca, aby wstrząsnąć zespołem, zrezygnowali wczoraj z trzech zawodników.
Józef Piwowarczyk, Daniel Świder i Patryk Banaszkiewicz nie przyjechali do Oświęcimia i nie zagrają już w żadnym meczu ekipy z Poronina. Dodatkowo w kadrze zabrakło kontuzjowanego Marcina Drobnego (drugi strzelec zespołu), a Rafał Waksmundzki (najlepszy strzelec zespołu) zaczął mecz na ławce rezerwowych. Soła ma także jednak swoje problemy. Wciąż grać nie może Jakub Snadny i Sebastian Stemplewski, a tuż przed meczem kontuzji kostki doznał Mateusz Gleń.
Lepiej to spotkanie zaczęli podopieczni Szymona Burligi. Po prostopadłej piłce ze środka pola na lewą stroną, Józef Zasadni wygrał „przebitkę” z Jakubem Jamrozem i wyszedł na samotne spotkanie z Kamilem Talagą. Pomocnik Porońca zachował zimną krew i przymierzył po ziemi, w długi róg. Zresztą Zasadni bez wątpienia mocno „szalał” na lewej stronie, sprawiając sporo kłopotu Jakubowi Jamrozowi.
Spotkanie od początku było wyrównane. Trzeba jednak przyznać, że goście poczynali sobie nieźle i zaprezentowali w swoim repertuarze kilka „klepek” pokazując, że piłka im przy nodze nie przeszkadza.
W 14. minucie po prostopadłym podaniu Pawła Cygnara, z prawej strony do środka zbiegał Sebastian Domański. Filigranowy skrzydłowy Pasiaków miał wolny „korytarz”, ale za daleko wypuścił sobie piłkę, w efekcie czego przegrał pojedynek z Jakubem Hładowczakiem. Akcja toczyła się jednak dalej. Paweł Cygnar przejął piłkę, dośrodkował, dopadł do niej potem Dawid Dynarek i przymierzył z woleja tuż nad poprzeczką. To był początek nieco lepszej gry gospodarzy, którzy coraz śmielej atakowali.
Solarze dość często grali jednak długimi piłkami, co nie mogło zaskoczyć defensorów spod Tatr.
W 26. minucie Cygnar dośrodkował z rzutu rożnego, Bartłomiej Sałapatek uderzył głową stojąc tyłem do bramki, jednak dobrą interwencją na refleks popisał się Hładowczak.
W 31. minucie poronianie oddali drugi celny strzał w światło bramki i cieszyli się z drugiego gola. Skuteczność rewelacyjna. Dość łatwo na prawej stronie poradził sobie z rywalami zawodnik gości, po czym podał piłkę on na szesnasty metr do Pawła Mroczki, który ładnym, plasowanym strzałem przy słupku zapewnił swojej drużynie dwubramkowego prowadzenie.
Sebastian Stemplewski zareagował na tego gola szybko, bo na placu gry zamiast Dawida Wadasa pojawił się Artur Czarnik. Kilka minut później Czarnik wraz z Gadziną starli się na boisku, za co obaj otrzymali po żółtej kartce. Co ciekawe jeden i drugi jeszcze przed przerwą dostali w różnych sytuacjach po kolejnej kartce, osłabiając swój zespół.
Nie było frontalnego ataku Soły od początku drugiej odsłony. To Poroniec miał pierwszą groźną okazję w drugiej części gry. Prawą stroną urwał się Kamil Nowobilski, po czym dograł piłkę wzdłuż bramki do Józefa Zasadniego. Ten bez zastanowienia uderzył, lecz dobrą interwencją popisał się Kamil Talaga.
W 54. minucie zaatakowali Solarze. Bartłomiej Jasiński dograł prostopadłą piłkę do Pawła Cygnara. Środkowy pomocnik gospodarzy wychodził na czystą pozycję, ale w decydującym momencie futbolówka mu odskoczyła i uderzając z ostrego kąta nie miał szans na pokonanie golkipera Porońca.
Czas dla Pasiaków upływał nieubłaganie, a tymczasem to podopieczni Szymona Burligi szukali kolejnych trafień, wyprowadzając bardzo groźne kontry. Po dograniu Rafała Waksmundzkiego wzdłuż bramki, fatalne pudło zaliczył Bolesław Wesołowski.
W 88. minucie było już jednak po meczu. Różnicę zrobił Rafał Waksmundzki, który po wejściu na boisko pokazywał się z bardzo dobrej strony. Snajper gości po indywidualnej akcji w narożniku pola karnego, uderzył w długi róg bramki i pokonał Kamila Talagę. Znaczna część kibiców w tym momencie wyszła ze stadionu, nie wierząc już w swoich pupili.
Biało-czerwoni z Oświęcimia mogli chociaż pokusić się o honorową bramkę. Dawid Dynarek prostopadłym podaniem „uruchomił” Przemysława Knapika. Ten mógł podać wzdłuż bramki do swoich kolegów z zespołu, jednak zdecydował się na strzał. Hładowczak nie dał się jednak pokonać.
Gwóźdź do oświęcimskiej trumny w doliczonym czasie wbił Bolesław Wesołowski. Po zagraniu wzdłuż bramki Rafała Waksmundzkiego, pozostawiony bez opieki w polu karnym, bez najmniejszych problemów wpakował piłkę do siatki. To był ostatni, nokautujący cios dla Soły.
Soła Oświęcim – Poroniec Poronin 0:4 (0:2)
Bramki:
0:1 – Zasadni 9 min.
0:2 – Mroczka 31min.
0:3 – Waksmundzki 88 min.
0:4 – Wesołowski 90+3 min.
Składy:
Soła: K. Talaga – J. Jamróz (66 min. G. Talaga), Wadas (35 min. Czarnik), Skrzypek, Sałapatek – Domański, Cygnar, Dynarek, Ząbek (46 min. Stanek) – Jasiński (66 min. Knapik), Janeczko.
Poroniec: Hładowczak – Bartos, R. Drobny, Prokop, Czernecki, Mroczka, Chrobak (85 min. Babik), Nowobilski, Drąg (62 min. Waksmundzki), Zasadni (71 min. Wesołowski), Gadzina.
Czerwone kartki: Czarnik 45+1 min. (za dwie żółte) – Gadzina 40 min. (za dwie żółte)
Żółte kartki: Nowobilski, Chrobak, Hładowczak, R. Drobny, Bartos, Mroczka (Poroniec)
Sędziowali: Mariusz Kuś – Łukasz Kozioł, Paweł Marszałek (Tarnów)