Reklama
21 kwietnia 2026, wtorek
PIŁKA NOŻNA. Bez charakteru i bez punktów
- Paweł Wodniak
- Piłka nożna
- 16 października 2011
- 14:13
Reklama
O tym meczu wszyscy sympatycy oraz zawodnicy Soły chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Oświęcimianom na boisku w Wadowicach nie wychodziło kompletnie nic, a ponadto nie pokazali takiego charakteru, jak choćby w oświęcimskich derbach. To wszystko złożyło się na porażkę podopiecznych Sebastiana Stemplewskiego ze Skawą Wadowice 0:1, która boli tym bardziej, że fotel lidera odjechał.
Po serii dziewięciu meczów bez porażki, w końcu nastąpił kres wspaniałej passy Soły Oświęcim. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Skawa nie zagrała niczego szczególnego. Niestety jeszcze gorzej zaprezentowali się solarze, którzy krótko mówiąc zawiedli.
Zdumiewające jest to, jak słabo oświęcimianie zagrali pierwszą połowę. Można nawet powiedzieć, że po prostu przeszli obok niej. Liczne przybyli kibice Soły niestety nie mieli zadowolonych min widząc to, co się dzieje na boisku. Lepiej w pojedynek weszli podopieczni Bogdana Przygodzkiego. Już w 10. minucie prostopadłe podanie padło łupem Mateusz Mosura, ale napastnik miejscowych przymierzył zbyt lekko, aby zaskoczyć Łukasza Nowaka. Około 3 minuty później, po wrzucie z autu z prawej strony boiska, piłka odbiła się od ziemi, przelobowała Sebastiana Balusia i trafiła pod nogi jednego z zawodników gospodarzy, jednak bramkarz solarzy był na posterunku. Piłkarze z grodu nad Sołą obudzili się dopiero pod koniec pierwszej odsłony.
W 35. minucie Adam Janeczko prostopadłym zagraniem wypuścił w bój Grzegorza Rajmana. Doświadczonego gracza gości w ostatniej chwili zablokował defensor, zażegnując niebezpieczeństwo. Skawa w pierwszych 45. minutach prezentowała się bardziej korzystnie, co potwierdziła 39. minuta. Marcin Nowak na tyle niefortunnie przeciął futbolówkę po podaniu zawodnika gospodarzy, że trafiła ona pod nogi Kacpera Targosza. Niespełna 21-letni gracz miejscowych wpadł w pole karne i szukał krótkiego rogu, minimalnie się myląc.
W szatni Soły zapewne musiało być gorąco, ale czy to podziałało mobilizująco na oświęcimian? Być może trochę tak, choć wielkiej poprawy gry nie było. Kibice pasiaków ciągle starali się dodać otuchy swoim pupilom, krzycząc tylko zwycięstwo, my chcemy gola, czy grać na całego i walczyć do upadłego. Wielkiego efektu to jednak nie dało, bo goście po prostu nie grali na miarę swoich możliwości, choć i tak było lepiej niż w pierwszej odsłonie. Widać było między innymi zbyt małą ruchliwość obu oświęcimskich skrzydeł, choć nieco innego zdania był szkoleniowiec solarzy.
- Marcin Nowak potwierdził, że potrafi grać w piłkę i dostał szanse. Na drugiej stronie grał Wojciech Jamróz, przy czym później nastąpiła kontuzja Sebastiana Balusia, więc musiałem troszkę pozmieniać formacje. Później wszedł Piotr Paw i zaprezentował się pozytywnie. Dariusz Płatek też coś tam próbował. Czy brakowało skrzydeł? Zawsze czegoś brakuje. Jeżeli się przegrywa, to czegoś brakuje. Jak nie szczęścia, to jakichś tam niewykorzystanych sytuacji - wyjaśnił w dość enigmatyczny sposób Sebastian Stemplewski.
W 66. minucie przysłowiową piłkę meczową miał na swojej nodze Adam Janeczko. Janeczko do spółki z Tomaszem Borowczykiem w końcu zaprezentowali próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności. Obaj zawodnicy rozegrali klepkę, po czym popularny Boro ładną podcinką obsłużył playmakera Soły dokładnym podaniem. Adamowi Janeczko zazwyczaj w sytuacjach sam nam z bramkarzem noga nie drży i pewnie strzela, ale tym razem Kura nie trafił nawet w światło bramki.
W 74. minucie pokusić się o bramkę mógł także Grzegorz Rajman. Piłka po jego strzale z pola karnego minęła okienko bramki. W kolejnej akcji biało-czerwonych z Oświęcimia, bliski powodzenia był Bartłomiej Sałapatek. Główka defensora gości po dośrodkowaniu rzutu wolnego Tomasza Borowczyka, przeleciała tuż nad poprzeczką. Skoro nie wykorzystuje się okazji, to zazwyczaj bramki się traci. Zanim jednak do tego doszło, sygnał ostrzegawczy dał Michał Gaudyn. Jego potężna bomba ze stałego fragmentu gry, z około 40 metrów minęła o centymetry poprzeczkę. Pięć minut przed końcem wadowiczanie doczekali się swojej szansy i zadali decydujący cios. Futbolówka na prawej stronie minęła Oskara Kyrcza, po czym dopadł do niej Dawid Góra i niczym rutyniarz przymierzył z chirurgiczną precyzją w długi róg bramki Łukasza Nowaka. Soła nie była już w stanie odpowiedzieć choćby jednym trafieniem.
- Zabrakło nam szczęścia, na przykład, przy strzale Adama Janeczko, czy przy główce Bartłomieja Sałapatka. Później znowu szanse miał Adam, gdzie był praktycznie sam na sam z bramkarzem. Szkoda, po prostu troszkę szczęścia nam brakło - podsumował trener Soły.
Kolejne, ligowe spotkanie Soła Oświęcim rozegra 23 października (niedziela), o godzinie 15 w Oświęcimiu z MZKS Alwernią.
Komentarz pomeczowy Sebastiana Stemplewskiego:
- Można powiedzieć, że pierwsza połowa z naszej strony w ogóle się nie odbyła. Byliśmy po prostu tylko na boisku, bo ta gra w ogóle się nie kleiła. Inaczej było w drugiej odsłonie, gdzie te sytuacje dla nas już były. Mieliśmy z 3-4 okazje stuprocentowe, które powinniśmy wykorzystać. Nie udało się. Przeciwnik po przerwie oddał jeden lub dwa strzały, z czego jeden z nich wpadł, co zaowocowało porażką. Boli mnie ta przegrana, bo wiedziałem, że to będzie ciężki mecz. Potwierdziło się to, że Skawa potrafi grać w piłkę i nie wiem dlaczego jest tak nisko w tabeli.
Skawa Wadowice - Soła Oświęcim 1:0 (0:0)
Bramka:
1:0 - Góra 85 min.
Składy:
Skawa: Sobieszczyk - Skawina, Antonik, Dyrcz, Pomietło, M. Gaudyn, Kadłuczka (63 min. Broniek), Targosz (70 min. Góra), Bogucki, P. Gaudyn, Mosór.
Soła: Ł. Nowak - Kyrcz, Sałapatek, Baluś (22 min. Skrzypek), Mika (55 min. Płatek) - M. Nowak (76 min. Paw), Janeczko, Borowczyk, Jamróz - Rajman (87 min. Hałat), Jasiński.
Żółte kartki: Kadłuczka, Skawina (Skawa) - M. Nowak, Ł. Nowak, Kyrcz, Sałapatek (Soła)
Sędziował: Marcin Przysiężaniak (Kraków)
Fotoreportaż z meczu w dziale Galerie sportowe.
Na zdjęciu: Dawid Góra precyzyjnym strzałem w długi róg, strzela decydującego jedynego gola w meczu. Fot. Paweł Suski