Reklama
11 czerwca 2026, czwartek
Pedofil recydywista molestował chłopców. Jest już w areszcie
- Paweł Wodniak
- 30 marca 2016
- 10:38
Reklama
49-letni mężczyzna molestował przynajmniej dwóch chłopców. Do zdarzeń doszło na osiedlach Chemików i Zasole. Pedofila zatrzymano dzięki szybkiej i zdecydowanej akcji matki jednego z dzieci.
Dziewięciolatek wracał ze swoją ośmioletnią siostrą ze szkoły na Zasolu. Chłopca zaczepił nieznajomy mężczyzna. Najpierw zaczął z nim rozmawiać, a następnie dotykać w okolicach pośladków. Wtedy dzieci uciekły.
Rodzeństwo opowiedziało o tym, co się przydarzyło, mamie, która wyszła naprzeciw dzieciom w kierunku szkoły. Kobieta w towarzystwie znajomego wyruszyła na poszukiwania osobnika, dosyć dokładnie opisanego przez kilkulatków. Zauważyła go na ławce przy szkole. Natychmiast zadzwoniła na policję.
Chwilę później mężczyzna z kajdankami na rękach jechał w radiowozie do Komendy Powiatowej Policji w Oświęcimiu. Policjanci rozpoczęli dochodzenie. Ustalili, że zatrzymany to 49-letni mieszkaniec okolic Warszawy, nieposiadający stałego miejsca zameldowania.
- W trakcie prowadzonego postępowania funkcjonariusze zebrali dowody świadczące o tym, że to nie był jedyny przypadek seksualnego napastowania dzieci przez tego mężczyznę - relacjonuje aspirant sztabowy Małgorzata Jurecka z oświęcimskiej policji.
Dzień wcześniej na osiedlu Chemików pedofil zaczepił 11-latka, którego również dotykał w okolicach pośladków. I w tym przypadku chłopiec uciekł i schronił się w mieszkaniu babci.
49-letni mężczyzna był już karany za przestępstwa seksualne wobec nieletnich. Warszawski sąd skazał go na karę więzienia. Pedofil wyszedł z zakładu karnego w listopadzie ubiegłego roku.
Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu wystąpiła do miejscowego sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Sąd przychylił sie do tego wniosku i zboczeniec prosto z sali sądowej pojechał do zakładu karnego. Za oba przestępstwa, których dokonał w Oświęcimiu będzie odpowiadał w warunkach recydywy. Grozi mu kara od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności.
- Apelujemy, aby rozmawiać z dziećmi na temat zagrożeń, jakie mogą spotkać ich podczas kontaktu z nieznanymi osobami oraz sposobów reagowania w takich sytuacjach - mówi Małgorzata Jurecka.
Dziewięciolatek wracał ze swoją ośmioletnią siostrą ze szkoły na Zasolu. Chłopca zaczepił nieznajomy mężczyzna. Najpierw zaczął z nim rozmawiać, a następnie dotykać w okolicach pośladków. Wtedy dzieci uciekły.
Rodzeństwo opowiedziało o tym, co się przydarzyło, mamie, która wyszła naprzeciw dzieciom w kierunku szkoły. Kobieta w towarzystwie znajomego wyruszyła na poszukiwania osobnika, dosyć dokładnie opisanego przez kilkulatków. Zauważyła go na ławce przy szkole. Natychmiast zadzwoniła na policję.
Chwilę później mężczyzna z kajdankami na rękach jechał w radiowozie do Komendy Powiatowej Policji w Oświęcimiu. Policjanci rozpoczęli dochodzenie. Ustalili, że zatrzymany to 49-letni mieszkaniec okolic Warszawy, nieposiadający stałego miejsca zameldowania.
- W trakcie prowadzonego postępowania funkcjonariusze zebrali dowody świadczące o tym, że to nie był jedyny przypadek seksualnego napastowania dzieci przez tego mężczyznę - relacjonuje aspirant sztabowy Małgorzata Jurecka z oświęcimskiej policji.
Dzień wcześniej na osiedlu Chemików pedofil zaczepił 11-latka, którego również dotykał w okolicach pośladków. I w tym przypadku chłopiec uciekł i schronił się w mieszkaniu babci.
49-letni mężczyzna był już karany za przestępstwa seksualne wobec nieletnich. Warszawski sąd skazał go na karę więzienia. Pedofil wyszedł z zakładu karnego w listopadzie ubiegłego roku.
Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu wystąpiła do miejscowego sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Sąd przychylił sie do tego wniosku i zboczeniec prosto z sali sądowej pojechał do zakładu karnego. Za oba przestępstwa, których dokonał w Oświęcimiu będzie odpowiadał w warunkach recydywy. Grozi mu kara od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności.
- Apelujemy, aby rozmawiać z dziećmi na temat zagrożeń, jakie mogą spotkać ich podczas kontaktu z nieznanymi osobami oraz sposobów reagowania w takich sytuacjach - mówi Małgorzata Jurecka.