Reklama
27 maja 2026, środa
OŚWIĘCIM. XXI wiek zawitał do miejskiego zakładu komunikacji
- Paweł Wodniak
- 22 kwietnia 2011
- 16:06
Reklama
Miejski Zakład Komunikacji w Oświęcimiu zdecydował o zakupie dziewięciu nowoczesnych autobusów solaris, produkowanych w Bolechowie koło Poznania. Do miasta przyjechały już trzy pierwsze pojazdy. Wyruszą na trasy prawdopodobnie już w święta.
Do końca roku w barwach MZK będzie jeździło pięć niskopodłogowych solarisów urbino 10 i cztery niskowejściowe solarisy urbino 8.9. Pierwsze mogą przewieźć 70 osób, w tym 21 na miejscach siedzących. Mniejsze mają 55 miejsc, ale za to 25 siedzących. Sześciocylindrowe amerykańskie silniki wysokoprężne mają moc 250 KM.
- Te solarisy to po prostu „full wypas”, to takie mercedesy klasy E. Atutem jest niska podłoga i platforma dla poruszających się na wózkach. Oprócz pełnej elektroniki mają dodatkowo klimatyzację całego wnętrza. Bezpieczeństwo gwarantuje monitoring z trzema kamerami wewnątrz i jedną skierowaną do przodu autobusu. Jest też takie urządzenie w zajezdni, które dokonuje automatycznego bezprzewodowego zrzutu danych z monitoringu - wylicza Kazimierz Tobiczyk, prezes MZK w Oświęcimiu.
Na zdjęciu: Prezes Tobiczyk na platformie dla wózków. Powyżej: Stanisław Miśkowiec, szef stacji obsługi i Kazimierz Tobiczyk, prezes MZK na tle solarisów. Fot. Paweł Wodniak
Dodatkowo dwa solarisy mają bramki liczące pasażerów. Zaletą jest też bardzo dobra wentylacja.
- Nie byłem zwolennikiem pełnej klimatyzacji. Taką opcję wybierają największe miasta. W studium wykonalności był plan o klimatyzacji kabiny kierowcy, ale później padło niefortunna wypowiedz do prasy, że będzie pełna klimatyzacja. Wiec nie chcieliśmy zadzierać z prasą i skorygowaliśmy plany - śmieje się prezes. - Natomiast trzeba zdać sobie sprawę, że włączona klimatyzacja podnosi o 25 procent zużycie paliwa.
Na zdjęciu: Szef MZK we wnętrzu solarisa urbino 10. Fot. Paweł Wodniak
Solarisy to pierwsze od ośmiu lat nowe autobusy w Oświęcimiu. W 2003 kupiono jelcze i autosany. Jednak w ich przypadku trudno mówić o komforcie jazdy zarówno pasażerów, jak i kierowcy. Ponadto jelcze po prostu się łamią i trzeba je złomować. Dużo lepiej sprawują się używane daby, w tym dwa przegubowe, choć w lecie pasażerowie nazywają je saunami. W taborze liczącym bez solarisów 44 autobusy są także pojazdy man i neoplan.
- Jak uzupełnimy stan nowymi, to przynajmniej pięć starych wyzłomujemy. Stan niektórych autobusów jest tragiczny. W zasadzie po 10 latach użytkowania powinny trafiać do huty. U nas średnia wieku taboru wynosi ponad 15 lat - tłumaczy prezes Tobiczyk.
Na zdjęciu: Miejsce kierowcy. Fot. Paweł Wodniak
Solarisy, które palą 30-32 litry oleju napędowego na 100 km wyjadą na wszystkie trasy obsługiwane przez MZK.
Całkowita wartość projektu wynosi 8 mln 124 tys. zł brutto. Dofinansowanie z Unii Europejskiej wynosi 4,6 mln zł, ale netto.
- My płacimy kwotę brutto, a dopiero później odzyskujemy podatek VAT. Dlatego podzieliliśmy to na cztery transze. Za kolejna płacimy, gdy odzyskamy podatek. Chcielibyśmy to zrobić jako jedną dużą transakcję, bo wtedy jest mniejszy kłopot, lecz finansowo byśmy nie dali rady - tłumaczy Kazimierz Tobiczyk.
Na zdjęciu: Antoni Matlak za kierownicą nowego solarisa. Fot. Paweł Wodniak
MZK na zakup solarisów wzięło dwa miliony złotych kredytu. Przez trzy lata spłaty, nie planuje kolejnych zakupów.
- Dobija nas rosnąca wciąż cena paliwa. Za pierwsze trzy miesiące tego roku zapłaciliśmy za olej napędowy 100 tysięcy więcej, niż w w 2010 roku - kończy prezes.
Na zdjęciu: Kierowca ma stały podgląd z kamer monitoringu. Fot. Paweł Wodniak
Na zdjęciu: Jednostka napędowa solarisa urbino 10. Fot. Paweł Wodniak
Na zdjęciu: Tył urbino 10. Fot. Paweł Wodniak
Na zdjęciu: Trzy pierwsze nowoczesne solarisy w MZK. Fot. Paweł Wodniak
{jathumbnail off}
Na zdjęciu: Prezes Tobiczyk na platformie dla wózków. Powyżej: Stanisław Miśkowiec, szef stacji obsługi i Kazimierz Tobiczyk, prezes MZK na tle solarisów. Fot. Paweł Wodniak
Dodatkowo dwa solarisy mają bramki liczące pasażerów. Zaletą jest też bardzo dobra wentylacja.
- Nie byłem zwolennikiem pełnej klimatyzacji. Taką opcję wybierają największe miasta. W studium wykonalności był plan o klimatyzacji kabiny kierowcy, ale później padło niefortunna wypowiedz do prasy, że będzie pełna klimatyzacja. Wiec nie chcieliśmy zadzierać z prasą i skorygowaliśmy plany - śmieje się prezes. - Natomiast trzeba zdać sobie sprawę, że włączona klimatyzacja podnosi o 25 procent zużycie paliwa.