• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

OŚWIĘCIM. Tragiczna sytuacja w schronisku

Reklama


Oświęcimskie schronisko prowadzone przez OTOZ Animals znalazło się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Codziennie przybywa coraz więcej nowych zwierząt, których nie ma gdzie pomieścić i nie ma za co utrzymać.






Codziennie do oświęcimskiego schroniska trafiają nowe bezdomne koty i psy. Niektórzy przywożą je i zostawiają w workach przed ośrodkiem, inni przywiązują do ogrodzenia, podrzucają na klatki schodowe, do śmietnika, pod sklepy i parkingi. Część przywozi straż miejska.

Pracownicy schroniska twierdzą, że jest to głównie wynik bezmyślności i bezduszności ludzi, którzy nie sterylizują swoich zwierząt lub pozbywają się ich bez powodu. Zdarza się, że OTOZ Animals w ciągu jednego dnia przyjmie nawet 10 psów lub kotów.

- Wiele z tych zwierząt to śliczne, młode, pełne życia i radości psiaki czy kociaki. Niestety wiele też ratujemy w ostatniej chwili, z połamanymi łapkami, wycieńczone, chore, przemarznięte, głodne. Tylko w jednym tygodniu trafiły trzy kociaki z połamanymi łapkami. Na swoje miejsce w schronisku czeka też suczka, która podobno od miesięcy żyje w polu kukurydzy, gdzie dokarmia ją osoba zgłaszająca. Jakby tego było mało, to codziennie otrzymujemy telefony od wątpliwych opiekunów swoich zwierząt, którzy jak zwykle albo nagle mają alergię na kota , czy psa, albo nagle wyjeżdżają za granicę i muszą już oddać swoje zwierzę do schroniska. Takie sytuacje nie rodzą się jednak z dnia na dzień i każdy właściciel psa czy kota musi na własną rękę poszukać nowego domu swojemu i tak skrzywdzonemu tą sytuacją zwierzęciu, a nie oddawać go w miejsce, gdzie przejdzie prawdziwą traumę - mówią pracownicy schroniska.

Jednostce brakuje wszystkiego. Bardzo potrzebne są koce, środki czystości, specjalne mleko i karma dla kociąt i szczeniąt, klatki, bo w boksach już nie ma miejsc. Obecnie trwa budowa dwóch małych boksów i wybiegu, dzięki czemu w małym stopniu uda się rozładować zwierzęta upchnięte w klatkach. Potrzeba 10 tysięcy złotych, których Animalsi nie mają.

- Mamy ogromne rachunki za prąd, wodę, śmieci, paliwo. Telefony schroniskowe opłacamy z prywatnych pieniędzy. Mamy do zapłacenia fakturę za leczenie, gdzie tylko za jeden miesiąc i to po 20 procentowym upuście musimy zapłacić 8 tysięcy złotych. Nie wykonujemy już drogich badań, a tylko zabiegi ratujące życie zwierzętom rokującym nadzieję na wyzdrowienie. Szukamy oszczędności wszędzie - tłumaczą Animalsi.

Pomóc może każdy, nawet najmniejszą dobrowolną wpłatą. Potrzeba także osób, które pomogą w karmieniu, pilnowaniu i trzymaniu zwierzaków podczas zabiegów, posprzątają i wyprowadzą psiaki na spacer. Najlepszym rozwiązaniem byłaby adopcja zwierzaka, ale nie każdy może sobie na nią pozwolić.

Pieniądze można wpłacać na konto nr:73 1020 2384 0000 9502 0091 8698.