Reklama
27 maja 2026, środa
OŚWIĘCIM. Profanacja. Napis Arbeit macht frei skradziony
- Paweł Wodniak
- 18 grudnia 2009
- 09:34
Reklama
Napis na bramie wejściowej do byłego nazistowskiego obozu. Fot. Paweł Wodniak.
Ktoś w nocy z czwartku na piątek ukradł z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau napis Arbeit macht frei - praca czyni wolnym. Fakt zniknięcia około pięciometrowego napisu wiszącego nad bramą wejściową do byłego obozu koncentracyjnego zauważono około godziny 5 rano. Zuchwałą kradzież od rana potępiają ludzie z pierwszych stron gazet. Około godziny 9 nad bramą powieszono kopię napisu.
Napis został z jednej strony odkręcony, a z drugiej oderwany. W chwili kradzieży w Muzeum funkcjonował monitoring i pracowało czterech strażników muzealnych. Oświęcimska policja zabezpieczyła ślady i wszczęła dochodzenie w tej sprawie. Funkcjonariusze sprawdzają zapisy z monitoringu i przesłuchują pracowników.
Policja, która odnalezienie napisu traktuje jako sprawę honoru, wyznaczyła 10 tysięcy złotych nagrody za pomoc w odzyskaniu napisu i złapaniu sprawców. Śledczy twierdzą, że kradzieży raczej nie dokonali złodzieje złomu. Muzeum przeznaczy na nagrodę za pomoc w wykryciu sprawców 100 tysięcy złotych.
Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji powiedział, że napis został wyniesiony z terenu Muzeum przez wyrwę w murze. Wyrwa była zabezpieczona siatką, którą złodzieje usunęli. Po demontażu napisu z bramy, która nie była objęta monitoringiem, złodzieje, których było przynajmniej dwóch, przeszli około 400 metrów przez teren, gdzie nie sięga oko kamer. Stąd wiadomo, że była to dobrze zaplanowana akcja. Przestępcy znali rozkład patroli strażników i "białe plamy" systemu monitorowania.
Napis Arbeit macht frei wykonali w obozowej kuźni więźniowie z komanda ślusarzy. Kierowa nimi Jan Liwacz. Litera B w napisie jest odwrócona do góry nogami. Tłumaczy się to, jako zakamuflowany przejaw nieposłuszeństwa więźniów wobec hitlerowców.
Przez bramę z napisem więźniowie wychodzili do niewolniczej pracy z obozu macierzystego Auschwitz. Komanda w pięcioosobowych szeregach szły pod nadzorem kapo, meldujących strażnikom stan liczebny. Powrót z pracy przebiegał tą samą drogą, również przez bramę, ale już niekoniecznie w pięcioosobowych równych szeregach. Więźniowie wnosili do obozu wyczerpanych, chorych i zmarłych z wysiłku lub zamordowanych. Przyniesione ciała składano przy bloku 24 i skrupulatnie przeliczano.
Po wojnie napis próbowali wywieźć sowieci. Polacy schowali go jednak w miejskim ratuszu. Dzięki temu mógł wrócić na macierzyste miejsce po utworzeniu Muzuem.