• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

OŚWIĘCIM. Czy to na pewno abolicja?

Reklama


Wszystkie media z należytym entuzjazmem odtrąbiły powstanie ustawy abolicyjnej dla Polaków, którzy na swój kawałek chleba postanowili zapracować w Wielkiej Brytanii. Brak umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między Rzeczpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem spowodował, że chcąc uczciwie rozliczyć się z polskim fiskusem niejeden emigrant zarobkowy, zwłaszcza rozliczający się samotnie mógłby sporo do tego ?interesu? dopłacić.





Wielka Brytania była pierwszym krajem, który otworzył dla nas swój rynek pracy po naszym wejściu do Unii. Jednak przedunijne przepisy podatkowe, zwane metodą proporcjonalnego naliczania były w Polsce tak sformułowane, że na uczciwość nie zostawiały ani skrawka miejsca. Toteż ludziom pozostało tylko jedno wyjście: ukrywać, że coś zarobili na Wyspach.

Nie wiem jakie realne szanse mieli na przetrwanie tych 6 lat czyli do dnia w którym żądania fiskusa się przedawnią. Zależało to od strony brytyjskiej, od tego czy angielskie odpowiedniki druków PIT 11 trafią do polskich urzędów skarbowych.


Wydawało się, że nasz rząd postanowił tym ludziom zaoszczędzić stresu i pomóc wyjść z podziemia podatkowego. O tym, że może to być kosztowne dla niektórych kandydatów na abolicjantów, jakoś nikt nie wspominał. A tymczasem tym, którzy postanowili zalegalizować swoje zagraniczne dochody opada szczęka, gdy dowiadują się, że jeśli w danym roku pracowali i w kraju i na Wyspach, to muszą do tego interesu co nieco dopłacić, bo ich podatek od dochodów w kraju będzie liczony na nowo z uwzględnieniem dochodu uzyskanego za granicą.


Opodatkowany jest wprawdzie tylko dochód osiągnięty w kraju, ale podatek policzą nowym, wyższym procentem i trzeba dopłacić różnicę wraz z odsetkami. Jeśli ktoś rozliczał się razem z małżonkiem, to tym wyższym procentem oblicza się podatek od wspólnego dochodu. Abolicjant może albo sam obliczyć podatek i zapłacić z odsetkami już teraz, albo czekać pół roku, aż US go zawiadomi ile wynosi dopłata. Czekać można. Tylko, że odsetki dalej lecą.

A zapłacić i tak trzeba będzie. I może to być kwota czterocyfrowa. Jej wysokość w roku objętym abolicją zależy od dwóch czynników - od wysokości dochodu osiągniętego w kraju i od tego, czy abolicjant rozliczał się sam czy wspólnie.

Aby obraz był pełny, dodać trzeba, że niczego nie musi płacić osoba, która miała dochód tylko z pracy za granicą i za te lata, kiedy tam pracowała, nie składała w Polsce wspólnego z małżonkiem PITu rocznego. Tylko tych osób abolicja nie zaboli.

Inna sprawą jest to, że w Wielkiej Brytanii rok podatkowy nie zaczyna się pierwszego stycznia. Angielskie odpowiedniki naszych druków PIT są za okres od 1 kwietnia do 31 marca i obejmują wypłaty dokonywane tygodniowo, w każdy piątek. Ustawodawca nie zadbał o jakiekolwiek wytyczne co do sposobu w jaki należy z takiego dokumentu wydobyć dane potrzebne do rozliczenia się w Polsce.

Pozostaje tylko pokombinować i mieć nadzieję, że fiskus tego nie zakwestionuje, nie każe stawić się do kontroli i nie powie, że ma zupełnie inny sposób na ?przetłumaczenie? angielskiego PIT na polskie złotówki. Ci, którzy rozliczają tylko angielskie dochody mogą spać spokojnie. Zakwestionowanie ich dokumentów abolicyjnych nikomu nie służy i niczego nie zmienia. Ale ci co korzystają z abolicji za rok, w którym i w Polsce coś zarobili nadal nie mogą spać całkiem spokojnie przez najbliższe 6 lat.