Reklama
11 czerwca 2026, czwartek
OŚWIĘCIM. Cały świat mówi o kradzieży napisu Arbeit macht frei
- Paweł Wodniak
- 18 grudnia 2009
- 17:43
Reklama
To była prowokacja, czy kradzież na zamówienie? Fot. Policja.
Polskie media od rana informują o zuchwałej kradzieży napisu Arbeit macht frei z byłego nazistowskiego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. O zdarzeniu nazywanym otwarcie profanacją informują także zachodnie agencje prasowe. Czyn ten potępił m.in. prezydent Lech Kaczyński. Głos zabrali również byli więźniowie i dyrektor Instytutu Yad Vashem.
Trwają dywagacje, czy była to kradzież na zamówienie, czy tez prowokacja np. środowisk neonazistowskich. Policja cały czas intensywnie pracuje, korzystając ze swoich informatorów. Wszystko, by zmyć plamę na honorze Oświęcimia i Polski. Trwają dyskusje dotyczące systemu ochrony w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wśród Oświęcimian pojawiają się przypuszczenia, że Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum może zapłacić za to co się stało swoim stanowiskiem.
Jestem wstrząśnięty i oburzony kradzieżą dokonaną dzisiaj w nocy na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Skradziono rozpoznawalny na całym świecie symbol cynizmu i okrucieństwa hitlerowskich oprawców oraz męczeństwa ich ofiar. To czyn godny najwyższego potępienia - pisze Lech Kaczyński w specjalnie wydanym oświadczeniu.
- Proszę, by uczyniono wszystko, co konieczne dla wykrycia i ukarania sprawców. Apeluję do wszystkich Rodaków, którzy mogą pomóc organom ścigania w odnalezieniu skradzionej tablicy. Naszym wspólnym zadaniem jest przywrócić ją miejscu, w które jest wpisana, a z którego dziś została siłą wydarta - apeluje głowa państwa.
- To zaginięcie to niewiarygodna rzecz. Do tej pory nie było chyba tak zuchwałej kradzieży w podobnym miejscu, które dla wielu ludzi jest przecież święte. To kradzież nieprzypadkowa, bardzo dobrze zorganizowana - stwierdza Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
- Znak ten stał się symbolem mordu dokonanego na sześciu milionach Żydów w czasie Holokaustu - pisze w swoim oświadczeniu Awner Szalew, dyrektor żydowskiego Instytutu Yad Vashem. - Akt ten stanowi rzeczywiste wypowiedzenie wojny ze strony elementów, których tożsamości nie znamy, ale podejrzewam, że chodzi tu o neonazistów kierujących się nienawiścią do obcych.
- Ci ludzie chcą cofnąć Europę o 70 lat, do ponurych czasów śmierci i zniszczenia. Jestem pewien, że polskie władze zrobią wszystko co trzeba, aby zatrzymać tych kryminalistów i ich osądzić - dodaje Szalew.
Zdanie dyrektora Yad Vashem podziela więzień KL Auschwitz-Birkenau Władysław Szepelak, numer obozowy 168 061
- Boję się, że to nie była zwykła kradzież, a profanacja i prowokacja. Może i są jacyś neonaziści, którym zależy, by to wszystko sprofanować. (...) Trzeba kogoś tak mocno ukarać, że już więcej nikt nie będzie miał odwagi kraść czegoś takiego - mówi Szepelak portalowi Interia.pl