• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

OŚWIĘCIM. Były zaniedbania w ochronie Muzeum

Reklama



Prokurator Piotr Kosmaty podczas krótkiej konferencji prasowej w Muzeum Auschwitz-Birkenau. W tle pracownik straży muzealnej. Fot. Kamil Szyjka.


Śledczy prowadzący sprawę kradzieży napisu Arbiet macht frei mówią o zaniedbaniach w ochronie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Prokuratura Okręgowa w Krakowie zamierza oddzielnie prowadzić dochodzenie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez dyrekcję placówki.





- Nie ulega wątpliwości, że osoby dostały się na teren obozu bez żadnego problemu. To nie było tak, jak do tej pory sądziliśmy, że przeprowadzono szczegółowe rozeznanie miejsca zdarzenia. Po przybyciu na miejsce przestępstwa, sprawcy byli tam pierwszy raz nie licząc wycieczek szkolnych, w których uczestniczyli wiele lat wcześniej - tłumaczy Artur Wrona prokurator okręgowy w Krakowie.

W czwartek wieczorem sprawcy niezauważeni i nieniepokojeni przez nikogo weszli na teren Muzeum. Byli kompletnie nie przygotowani do kradzieży. Nie mieli drabiny, ani narzędzi. Chcieli zdemontować napis wchodząc na siatkę ogrodzeniową. Wycofali się, widząc, że nie mają szans dokonać skoku gołymi rękami.

Przestępcy poszli do sklepu, gdzie zaopatrzyli się w narzędzia. Wrócili do Muzeum i około godziny 1 w nocy skradli napis, odkręcając go z jednej i odrywając z drugiej strony. Straż muzealna dostrzegła kradzież około cztery godziny później. Zanim powiadomiła policję, na własną rękę szukała zabytku.

- Świadczy to o tym, że ochrona pracowała nienależycie - podkreśla prokurator Wrona. Informuje o wyłączeniu materiałów dotyczących nieodpowiedniego zabezpieczenia Muzeum z dochodzenia w sprawie kradzieży i wszczęciu oddzielnego postępowania. Ewentualne zarzuty zaniedbania obowiązków będą dotyczyć dyrekcji.

- Nie podejrzewamy nikogo o współudział w kradzieży, ale naszym zdaniem doszło do rażących uchybień - tłumaczy Artur Wrona.