Reklama
2 maja 2026, sobota
Nie lubię busiarzy
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 12 maja 2009
- 15:07
Reklama
Dlaczego kierowcy autobusów mogą z włączonym kierunkowskazem poczekać, aż inny inni kierowcy ?wypuszczą? ich z zatoki przystankowej, a busiarze permanentnie ryją się na chama, często powodując zagrożenie w ruchu drogowym? Przecież i jedni i drudzy uczyli się tych samych przepisów. W takim razie to kwestia kultury i jej braku.
Jeszcze kilka lat temu w ten sam sposób zachowywało się wielu kierowców rejsowych autobusów MZK i PKS. Często najpierw ruszali z przystanku, a dopiero potem włączali kierunkowskaz i przenosili wzrok z prawego na lewe lusterko. Wówczas odbywała się trwająca ułamki sekund wojna nerwów. Albo hamował przejeżdżający samochód, albo autobus.
Od pewnego czasu poziom kultury, a może i znajomość przepisów ruchu drogowego u tych kierujących wzrosły. Autobusy z włączonym kierunkowskazem stoją, a pozostali kierowcy coraz chętniej mrugają długimi światłami, wypuszczając je z zatoki. Przypadki wymuszeń są już dzisiaj incydentalne.
Sytuacja z busami jest dokładnie odwrotna. Busiarze zachowuję się, jak królowie szos, jak gdyby pierwszeństwo należało im się z urzędu. Niezależnie od tego czy są w obszarze zabudowanym, czy poza nim. Zdaję sobie sprawę, że wrzucam teraz wszystkich kierowców zatrudnionych w prywatnych firmach przewozowych do jednego worka, ale kulturalny busiarz, to dzisiaj rzadkość. Piszę to jako osoba, która wielokrotnie musiała wręcz awaryjnie hamować, bo kierowca busika uznawał, że ma bezwzględne pierwszeństwo.
Tymczasem przepisy są w tym względzie jasne. Należy ułatwić autobusom i busom wyjazd z zatoki przystankowej, ale kierujący publicznymi środkami transportu nie mogą pierwszeństwa wymuszać. Poza obszarem zabudowanym mają stać tak długo, aż ktoś ich nie przepuści.
Dlatego właśnie nie lubię busiarzy, którzy o przepisach ruchu i kulturze na drodze w takich sytuacjach przypominają sobie tylko wtedy, gdy na horyzoncie pojawia się policyjny radiowóz.