Reklama
Medycy wyszli przed szpital. Protest w Oświęcimiu - FILM
- Jola Wodniak, Paweł Wodniak
- Oświęcim, Gospodarka, Zdrowie
- 22 kwietnia 2026
- 15:04
Personel szpitala w Oświęcimiu wyszedł przed budynek w ramach ogólnopolskiego protestu. Placówka wskazuje na milionowe zaległości NFZ.
Reklama
W większości przed szpital wyszli lekarze. Kilkuminutowa manifestacja była częścią ogólnopolskiego „czarnego tygodnia” szpitali powiatowych.
Medycy podkreślali, że protest nie jest skierowany przeciwko pacjentom, lecz ma zwrócić uwagę na pogarszającą się sytuację finansową ochrony zdrowia. Na drzwiach szpitala pojawiły się hasła: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie” oraz „Szpitale powiatowe nie chcą umierać na kolanach”.
Dyrektor placówki Edward Piechulek wskazał, że szpital od miesięcy zmaga się z problemami finansowymi.
„Na dzień dzisiejszy temu szpitalowi Narodowy Fundusz Zdrowia jest winien około 4 mln zł. W zeszłym roku w niektórych momentach dochodziło to do 15 mln zł. Jak mamy się zbilansować, z czego mamy wziąć pieniądze, żeby płacić wynagrodzenia i utrzymać funkcjonowanie?” - powiedział Faktom Oświęcim Edward Piechulek, dyrektor Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu.
Dyrektor zwrócił uwagę, że system finansowania świadczeń nie nadąża za rzeczywistymi kosztami leczenia.
„Od 1 stycznia odebrano wiele elementów wyceny świadczeń. Zlikwidowano dofinansowanie do wyżywienia pacjentów. My nie możemy obniżyć jakości, bo to jest kwestia godnego traktowania pacjenta, więc musimy to utrzymać z własnych środków” - podkreślił.
Jednym z najpoważniejszych problemów pozostaje ograniczanie diagnostyki.
„Nie ma takiej woli, żeby można było zaczynać oszczędności od diagnostyki. Ograniczenie tomografii komputerowej czy rezonansu powoduje tylko jedno: przyrost pacjentów na SOR-ze (Szpitalny Oddział ratunkowy - przyp.autor). To jest pozorna oszczędność, bo koszty i tak wracają w innym miejscu systemu” - zaznaczył Edward Piechulek.
Szpital wskazuje także na trudności w rozliczaniu świadczeń.
„Mówi się o nadwykonaniach, ale to nie są żadne nadwykonania. Pacjenci przychodzą, potrzebują pomocy, a my wykonujemy świadczenia. NFZ powinien za to zapłacić. Tymczasem słyszymy, że nie ma środków” - mówił dyrektor.
Brak płatności w terminie zmusza placówkę do szukania dodatkowego finansowania.
„W zeszłym roku sama rozmowa z bankiem i utrzymanie płynności kosztowały nas około 800 tys. zł. To są pieniądze, które powinny wrócić do szpitala, a nie być wydawane na ratowanie bieżącego funkcjonowania” - dodał.
Mimo trudnej sytuacji szpital nie ogranicza działalności.
„Pokazujemy nasze niezadowolenie całego szpitala. Działamy normalnie, przyjmujemy pacjentów i nie wstrzymaliśmy żadnych świadczeń. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć ludziom, żeby przyszli za pół roku” - podkreślił Edward Piechulek.
W proteście wzięła udział część personelu. Wielu pracowników pozostało na oddziałach, ponieważ musieli zapewnić ciągłość opieki nad pacjentami.
„Tyle osób przyszło, ile mogło. Nie każdy może odejść od łóżka pacjenta, ale cały szpital mówi jednym głosem” - zaznaczył dyrektor.
Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych wskazuje, że problemy oświęcimskiej placówki nie są odosobnione. Wiele szpitali w kraju mierzy się z podobnymi zaległościami, rosnącymi kosztami i brakiem stabilnego finansowania.
Medycy podkreślają, że bez zmian w systemie może to odbić się bezpośrednio na pacjentach.
„Nie ma w ochronie zdrowia niepotrzebnych wizyt. Każdy, kto trafia do lekarza, potrzebuje pomocy i diagnozy” - podsumował dyrektor szpitala.
Z dyrektorem szpitala rozmawia Paweł Wodniak:
Pogłośnij suwakiem z lewej strony