Reklama
1 maja 2026, piątek
LIFE FESTIVAL OŚWIĘCIM. Potrójne Kwaśne Cytryny dla ochrony, czyli subiektywne podsumowanie imprezy
- Redakcja
- 22 czerwca 2011
- 16:26
Reklama
Ustały już ostatnie dźwięki ostatnich drugiej edycji Life Festival Oświęcim. Podsumowując, znów przyznam Słodkie Ananasy dla bohaterów i Kwaśne Cytryny dla antybohaterów.
Warto zacząć od pozytywnej strony Life Festivalu. Słodkie Ananasy należą się:
- Publiczności za kulturalne zachowanie i wytrwałość. W tym roku obeszło się bez większego zamieszania i ekscesów. Na dodatek w dobrej zabawie podczas koncertu Matisyahu nie przeszkodził jej nawet deszcz.
- Wolontariuszom za obecność na każdym kroku i pomoc wszystkim, którzy jej potrzebują. Czy to o gwiazdy chodziło, czy o publiczność, czy nawet o dziennikarzy.
- Matisyahu za spontaniczność i otwartość na ludzi. Każdy mógł z nim porozmawiać lub zrobić zdjęcie.
- Dominice Gawędzie z zespołu Blue Cafe za stosunek do dziennikarzy. Jest jedyną gwiazdą, która po konferencji prasowej podeszła do każdego dziennikarza, podziękowała i uścisnęła dłoń. Drobny gest, ale jakże wymowny.
- Jamesowi Bluntowi za umiejętne wykorzystanie talentu i kontakt z publicznością. Artysta w pewnym momencie zszedł ze sceny, stanął na barierce i dał się ponieść tłumowi. Bardzo pozytywny gest dla fanów.
- Wiktorii Sawickiej odpowiedzialnej za kontakt z mediami. Można było się do niej zwrócić z każdą sprawą, jak chociażby z kwestią ułatwienia wejścia na stadion osobom niepełnosprawnym.
- Arturowi Szyndlerowi za nieocenioną pomoc udzielaną fotoreporterom. Gdyby nie on, nie moglibyśmy zrobić wielu zdjęć do naszej galerii.
- Apoloni Maj za umożliwienie przeprowadzenia rozmowy z niedostępną dla mediów Krystyną Jandą.
- Strażakom i służbie medycznej za ochronę i opiekę oraz interwencję, którą powinni podjąć ochroniarze. To właśnie ratownicy i fajermani rozdzielili dwóch bijących się mężczyzn, zanim incydent dostrzegła ochrona.
- Organizatorom za II Life Festival Oświęcim.
Jak to prawie zawsze bywa, nie obeszło się bez wpadek i niedociągnięć. Przyznaję Kwaśne Cytryny:
- Ochronie, za niechronienie. Doczepiali się do wszystkiego, a nie potrafili oddzielić bijących się facetów. Gdyby nie interwencja służby medycznej strażaków, drobna bójka mogłaby przerodzić się w regularną bijatykę.
- Ochronie, za nadgorliwość. Organizatorzy mieli swoje zalecenia odnośnie robienia zdjęć, oni mieli swoje. Nie pomogło pokazywanie e-maili, których nie potrafili zrozumieć, telefon do organizatora czy kłótnie. Po raz kolejny okazało się, że na imprezie masowej najważniejszy nie jest ten, kto organizuje, ale ten kto „ochrania”.
- Ochronie za próbę wyrzucenia spod sceny Muńka Staszczyka i członków zespołu T.Love. Nie pomogły nawet tłumaczenia kolegi-fotoreportera, że są to jedni z najsłynniejszych muzyków w Polsce. Z ust artystów padły słowa: Ale wiocha.
Na zdjęciu: Matisyahu (w środku) był jedną z najbardziej pozytywnych postaci drugiej edycji Life Festival Oświęcim. Fot. Kamil Szyjka