• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Kuria chciała, żeby ksiądz Józef Zborek przed kamerą przyznał się do winy. Zaprosiła parafian, by go przekonali - ROZMOWA

Kościół św. Wawrzyńca w Grojcu i wierni protestujące przeciwko odwołaniu księdza Józefa Zborka z urzędu proboszcza. Fot. Jola Wodniak

W poniedziałek parafianie z Grojca dostali zaproszenie od kurii bielsko-żywieckiej. Biskup i jego urzędnicy przekonywali ich, by nakłonili ks. Zborka do przyznania się do winy przed kamerą.

W środę do redakcji Faktów Oświęcim zgłosił się pan Tomasz z Grojca. Był członkiem siedmioosobowej delegacji parafii św. Wawrzyńca w Grojcu, zaproszonej w poniedziałek po południu do kurii w Bielsku-Białej.


Przedstawiamy zapis rozmowy z panem Tomaszem.


Panie Tomaszu, od samego początku. Co się podziało 5 października, począwszy od telefonu o zaproszeniu do kurii?

Żona dostała telefon, żebym pojechał do kurii z delegacją. W krótkim czasie zebrała się siedmioosobowa delegacja. Wyjechaliśmy około godziny 14.40 do kurii, do Bielska-Białej.
Byliśmy tam punktualnie o godzinie 15.30. Stan, który zastaliśmy, był przerażający. Auto księdza Józefa stało przed bramą. Brama była zamknięta. W pewnym momencie na krótko otworzyli bramę. Wjechały nasze dwa samochody. Ksiądz Józef siedział w Ładzie gotowej do wyjazdu.
Wkoło samochodu stali ksiądz biskup (Roman Pindel - przyp. red.) i dostojnicy, cała jego świta, która przekonywała, że ksiądz się źle czuje i że go nie wypuszczą z samochodu. Wtedy nam to też przekazali. Biskup mówił osobiście do księdza Józefa Zborka: „Józefie, my cię nie wypuścimy, bo się źle czujesz”. I do nas: „On się źle czuje, nie puścimy go samochodem”. Ksiądz wysiadł po pewnym czasie. Zaczęły się rozmowy na terenie kurii, na placu, pod pomnikiem Jana Pawła II.

Czego one dotyczyły? 

Te rozmowy dotyczyły naszego przyjazdu i tego, że ksiądz Józef się źle czuje, że należy go przebadać na początku. 

Jakie było przywitanie przez pracowników kurii łącznie z biskupem? 

Nie liczyliśmy w poniedziałek, po wydarzeniach niedzielnych, na tak miłe przyjęcie na terenie kurii. Witali się z nami osobiście, podawali nam ręce. To już dało nam wiele do myślenia. 
Po pewnym czasie zaproponowali nam przejście do budynku kurii. Ksiądz Józef powiedział, że zostaje na zewnątrz. On najchętniej by już stamtąd pojechał. Mówił, że chce opuścić już ten teren. 
Przeszliśmy do budynku kurii. Myśleliśmy, że będziemy rozmawiać na temat przybycia do nas nowego proboszcza, czy nowego administratora. Padło z naszej strony kilka stwierdzeń, że nikt z nas i naszej społeczności z widłami nie będzie go gonił, msze będą odprawiane normalnie. Powiedzieliśmy, że nabożeństwa nie są zakłócane i nic się tam (w Grojcu - przyp. red.) złego nie dzieje.
Dalszy ciąg rozmów był na korytarzu. Chcieli nas przekonać, by księdza na siłę przebadać. Szukali jakiegoś lekarza, neurologa, psychologa. Powiedziałem, że widać po księdzu Józefie zmęczenie, lecz ta osoba jest świadoma i wie, co robi, wie, co mówi. Ksiądz przecież stwierdził przy nas, że się dobrze czuje. 
I wtedy rozbiliśmy się na małe grupki. Przekonywali nas do tego, żeby namówić księdza Józefa do krótkiego oświadczenia, żeby załagodzić konflikt medialny. Co chwilę ktoś z nas podchodził do księdza Józefa, pytając go, czy ma ochotę udzielić jakiegoś wywiadu. Odmawiał i mówił, że żadnego wywiadu nie chce udzielić, chce opuścić ten teren, chce stąd wyjechać. 

Czy na miejscu były jakiekolwiek media? 

Na miejscu nie było mediów, lecz cały czas wywierali na nas presję, że czeka siedem dużych mediów, które oczekują na informację. Całą tą sytuacją biskup zarządzał osobiście, zarządzało otoczenie biskupa, jego główni wikariusze. Biskup, co chwilę był w naszym towarzystwie. Jeden z wikariuszy próbował nawet nagrać z nami krótki film, który po chwili skasował przy nas. Stwierdził, że to jest próba, tak to będzie wyglądało. 

Czego miało dotyczyć to oświadczenie księdza Józefa Zborka? Miał powiedzieć, że się przyznał? 

Chcieli wymusić na księdzu Zborku oświadczenie, że przyznaje się do zarzucanych mu czynów, i by prosił o uspokojenie sytuacji medialnej.

Czyli o to, co ostatecznie biskup powiedział w swoim wieczornym oświadczeniu?

Tak, tylko podejrzewamy to, że słowa, na które powoływał się biskup, nie padły z ust księdza Józefa Zborka.

Co potwierdził wczoraj w rozmowie z Faktami Oświęcim.

Tak, czytałem Fakty Oświęcim i twierdzę, że słowa, które były napisane we wczorajszym artykule, to jest właśnie jego słownictwo. 

Co było dalej?

Ciąg dalszy wydarzeń wyglądał tak. Było już wiadomo, że nie uzyskają żadnego oświadczenia. Proponowali, że pokażą nam pomieszczenia, które są przygotowane dla księdza Józefa Zborka w domu emeryta.
Cały czas, przez półtorej godziny, ksiądz przebywał na terenie placu diecezjalnego, praktycznie nie ruszając się sprzed pomnika Jana Pawła II. W każdej chwili był z nim obecny ktoś z naszej delegacji. Ani przez chwilę nie zostawiliśmy go samego. 

A w kurii był prawdopodobnie od godzin rannych? 

Tak, potwierdził nam to. Był od godzin przedpołudniowych. Biskup informował nas, że nakarmili księdza Józefa, podali mu obiad i zjadł razem z nimi. W międzyczasie jeszcze proponowali nam, by stąd pojechał z nami do Grojca powiedzieć kilka słów do parafian.

Wróciłbym jeszcze do tego domu emeryta. Poszliście tam oglądać ten pokój?

Nie poszliśmy, bo ksiądz nie chciał oglądać, więc i my nie byliśmy do tego przekonani. Ksiądz proboszcz w ogóle nie wyrażał chęci mieszkania w jakimś domu. Cały czas powtarzał, że chce stąd wyjechać. 

A jaki był warunek tego, że ksiądz Józef będzie mógł wejść do kościoła w Grojcu i pożegnać się z parafianami? 

Doszliśmy do wniosku, że warunkiem było tylko i wyłącznie podanie medialnego komunikatu, nagranie krótkiego filmu o przyznaniu się do winy i złagodzeniu konfliktu medialnego. W pewnym momencie powiedzieli nam, że jeżeli nie ma medialnej wypowiedzi, nie ma wyjazdu do Grojca.
Następnie zobowiązaliśmy się, że zawieziemy księdza do wskazanego przez niego miejsca i się nim zaopiekujemy. Osobiście byłem kierowcą jego samochodu. 

Ale przecież ksiądz Zborek ma prawo jazdy, samochód i sam prowadzi.

Ale nie chcieli go wypuścić. Warunkiem tego, że ksiądz opuści teren kurii biskupiej, było to, że nie pojedzie sam za kierownicą. Podjąłem się zadania wyjazdu z kurii i przejechania kilkudziesięciu kilometrów z księdzem. Po czym uznałem wraz z członkiem delegacji, który także wsiadł do samochodu, że ksiądz Zborek nie jest ani moim zakładnikiem, ani zakładnikiem kurii, w której był przed chwilą. Pożegnaliśmy się, ksiądz wsiadł za kierownicę i odjechał w znanym nam kierunku.

Jak pan ocenia, czy to całe zdarzenie miało pomóc księdzu Zborkowi, czy było próbą poprawienia wizerunku kurii biskupiej w mediach? 

To ewidentnie była próba poprawienia wizerunku, ale też zadaję sobie pytania. Co kuria ukrywa? Co kryje się pod adresem Żeromskiego 5a w Bielsku-Białej? Z czego wynika niechęć księży wikariuszy, gdy pada nazwisko Zborek?

Mówimy o wikariuszach kurii diecezjalnej? 

Tak, mówimy o najbliższych wikariuszach kurii diecezjalnej. 

Czy ksiądz Zborek mówił lub czy widać było po nim w poniedziałek po południu, że czuje się zwyczajnie upokorzony? 

Ksiądz Zborek był chyba zmęczony tą sytuacją, bo on tam przebywał podobno od godzin przedpołudniowych. Potem siedział w samochodzie na tym placu w cieple. Ale twierdził, że dobrze się czuje. Był całkowicie świadomy. Cały czas mówił, że nie chce tam już być i chce wreszcie odjechać. 

Rozmawiał Paweł Wodniak

Powiązane artykuły

Ksiądz Józef Zborek: To, co powiedział ksiądz biskup, to nie jest prawda

Ksiądz Józef Zborek: To, co powiedział ksiądz biskup, to nie jest prawda

Ksiądz Józef Zborek powiedział Faktom Oświęcim, że podczas poniedziałkowej wizyty w kurii bielsko-żywieckiej nie przyznał się…Zobacz więcej

Reklama