• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

KRAKÓW. Sąd nie obejrzał dowodu, bo laptop nie odtworzył filmu

Reklama


W środę przed Sądem Okręgowym w Krakowie rozpoczął się proces cywilny z powództwa państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau przeciwko Januszowi Marszałkowi, prezydentowi Oświęcimia, o ochronę dóbr osobistych. Sąd przesłuchał świadków - Pawła Plintę z „Dziennika Polskiego” i Pawła Wodniaka z Faktów Oświęcim.





Przypomnijmy, że powodem złożenia pozwu były słowa wypowiedziane przez prezydenta na konferencji prasowej 28 września 2009 roku.

- Gdybyśmy w mieście zrobili taką operację na jedną setną skali, jaka była przy zakupie przez Muzeum bazy PKS, to nikt z nas nie zostałby na wolności, tylko na pewno bylibyśmy przesłuchiwani w odosobnieniu - powiedział wówczas Marszałek.

Piotr Cywiński pozwał prezydenta po obejrzeniu materiału filmowego „Włodarz o decyzji SKO w sprawie centrum obsługi turystów” w Faktach Oświęcim i konsultacjach z prawnikami.

Janusz Marszałek swoją wypowiedzią zasugerował, że przy kupnie bazy PKSiS przy ulicy Więźniów Oświęcimia na potrzeby Muzeum, doszło do przekrętów finansowych. Posiłkował się artykułem Pawła Szczotki w „Kronice Beskidzkiej” z lutego ubiegłego roku.

Na środowej rozprawie sąd nie był w stanie przeprowadzić dowodu z nagrania materiału, który Fakty Oświęcim dostarczył zarówno powodowi, jak i pozwanemu. Pomimo, że filmy nagraliśmy w najpopularniejszych formatach wideo, laptop nie był w stanie ich odtworzyć.

Dlatego też Paweł Wodniak musiał opowiadać sądowi, co też w materiale mówił prezydent Marszałek. Sąd prosił także dziennikarza o interpretację słów włodarza. Redaktor naczelny Faktów Oświęcim zeznawał bez złożenia przyrzeczenia, został jedynie poinformowany o obowiązku mówienia prawdy i odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.

Inaczej było z zeznającym przed Wodniakiem Pawłem Plintą. Na wniosek pełnomocnika Janusza Marszałka dziennikarz „Dziennika Polskiego” złożył przed sądem przyrzeczenie. Wcześniej jednak mecenas próbował nie dopuścić do przesłuchania obu dziennikarzy. Argumentował, że nie są medioznawcami i nie potrafią ocenić siły oddziaływania materiałów prasowych i filmowych, zawierających kontrowersyjną wypowiedź prezydenta.

Prawnik Marszałka stwierdził też, że Plinta nie będzie obiektywnym świadkiem. Dziennikarz wielokrotnie krytykował włodarza Oświęcimia w swoich artykułach, co zresztą zaprowadziło go przed sąd. Ten jednak orzekł, że Plinta wykazał się rzetelnością dziennikarską.

Przypomniano także proces o mobbing, który wytoczyła Marszałkowi Małgorzata Plinta, była skarbnik Oświęcimia, a prywatnie matka Pawła Plinty. Prezydent przegrał proces i został w sądzie prawomocnym wyrokiem uznany za mobbera.

Krakowski sąd nie przyjął argumentów pełnomocnika prezydenta i postanowił przesłuchać obu świadków, będących dziennikarzami.

Kolejną rozprawę wyznaczono na 19 maja.

Na zdjęciu: Janusz Marszałek ze swoim pełnomocnikiem. Fot. Paweł Wodniak.