Reklama
2 maja 2026, sobota
Gdy masz wypadek, musisz mieć nazwisko. I to dobre nazwisko
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 1 marca 2011
- 11:44
Reklama
Od kilkunastu dni we wszystkich mediach reporterzy i komentatorzy różnej maści mówią o wypadku Roberta Kubicy. O stanie zdrowia Kubicy. O tym, czy i kiedy Kubica znów będzie się ścigał. Ofiary mniej spektakularnych, bo „zwykłych” wypadków na polskich drogach, nie mogą liczyć na takie zainteresowanie mediów. A ich historie są o wiele bardziej tragiczne.
Jeżeli Jan Kowalski wpadnie pod samochód prowadzony przez idiotę jadącego na czerwonym świetle i to jeszcze po pijaku, musi sam o siebie zadbać, bo media zainteresują się wyłącznie faktem, że pijany kierowca rąbnął pieszego.
Kowalski będzie skazany na publiczną służbę zdrowia, być może w jakimś marnym zapyziałym prowincjonalnym szpitaliku. Nie jest znany, więc nie załatwi sobie przeniesienia do specjalistycznej kliniki.
Jeśli doktory go dobrze poskładają i pozszywają, to na pewno rekonwalescencja i rehabilitacja nieco potrwają. Kowalski jest przecież po wypadku bezproduktywnym pracownikiem. Może się spodziewać, że po powrocie do pracy dostanie wypowiedzenie i nie będzie miał z czego żyć. Pewnie więc nie dokończy rehabilitacji wróci do roboty jak najszybciej, żeby jej nie stracić.
No i poza tym Kowalski nie dostanie od kardynała Dziwisza pamiątek po Ojcu Świętym Janie Pawle II, przez wszystkich nazywanych relikwiami, mimo że staną się nimi dopiero po ogłoszeniu papieża błogosławionym.