Reklama
Fantastyczne wieści. Jest podium i komplet w „Top-6”
- Andrzej Rzycki
- Inne dyscypliny, Zator
- 7 stycznia 2026
- 21:30
Znakomite wieści napłynęły z trwającego Rajdu Dakar. Marek Goczał i Maciej Marton byli najszybszymi z Polaków na czwartym etapie, zajmując ostatecznie trzecie miejsce. Zresztą cały zespół Energylandii Rally Team spisał się rewelacyjnie, plasując się w „Top-6”.
Reklama
Środa była kapitalnym dniem dla Marka Goczała i Macieja Martona, którzy minęli metę czwartego etapu z trzecim czasem. Tuż za nimi, na czwartej pozycji znalazł się syn Marka - Eryk Goczał jadący wspólnie z Szymonem Gospodarczykiem.
Jakby tego było mało, na szóstym miejscu zostali sklasyfikowani Michał Goczał i Diego Ortega. Energylandia Rally Team w komplecie znalazła się w ścisłej czołówce maratońskiego etapu i znów rywalizowała jak równy z równym z największymi zespołami fabrycznymi na świecie.
„Tak się jakoś składało, że nie mieliśmy wcześniej okazji przejechać odcinka maratońskiego. Postawiliśmy więc na spokój i rozważną jazdę, a celem była meta. Myślę, że mieliśmy dziś zbyt wysokie ciśnienie w oponach, więc traciliśmy na tym trochę czasu. Na mecie okazało się jednak, że wynik jest świetny. Teraz musimy wykonać przegląd aut, później odbierzemy od organizatora namioty i śpiwory. Jutro wracamy do walki” - mówi Marek Goczał, trzeci kierowca czwartego etapu Rajdu Dakar.
Wynik rodzinnego zespołu jest tym bardziej imponujący, że dzisiejszy odcinek specjalny miał aż 452 kilometry długości i stanowił ogromne wyzwanie. Zarówno pod względem nawigacji, jak i wytrzymałości (załóg, ale też samochodów). Teraz Polacy muszą samodzielnie sprawdzić swoje Toyoty Hilux T1+ i przygotować je do jutrzejszego etapu. Dziś nie mogą liczyć na pomoc serwisu. W ramach etapu maratońskiego zawodnicy spędzą noc na pustyni, gdzie dostaną od organizatorów namioty, śpiwory oraz racje żywnościowe.
„To był dla mnie bardzo trudny etap. Czymś się zatrułem i miałem dzisiaj o poranku spore problemy żołądkowe. Poczułem się lepiej dopiero w połowie odcinka. Nasza strategia zaczyna przynosić odpowiednie efekty. Zajmujemy dziś czwarte miejsce i awansujemy na dziewiątą pozycję w klasyfikacji generalnej całego rajdu. Jesteśmy już w miejscu, gdzie rozłożymy swoje namioty i spędzimy noc. Samochód jest w jak najlepszym porządku” - komentował Eryk Goczał na środku pustyni, gdzie znajduje się prowizoryczny biwak maratonu.
„Za nami kosmicznie trudny odcinek. Od samego początku mieliśmy bardzo skomplikowaną nawigację, a ślady mieszały się z tymi wczorajszymi. Na dodatek kiedy startowaliśmy, nie było żadnych podmuchów wiatru. Kurz utrzymywał się w miejscu i jechaliśmy jak we mgle. Zdarzało nam się, że krążyliśmy i szukaliśmy waypointów. Raz musieliśmy nawet zawracać, bo pojechaliśmy złym korytem rzeki. Nie tylko my mieliśmy takie problemy, bo czas na mecie jest bardzo dobry” - podsumował Szymon Gospodarczyk, pilot Eryka.
Jutro (czwartek) na zawodników czeka druga część maratonu. Skoro świt wyruszą oni w kierunku Hail. Odcinek specjalny liczy 371 kilometrów. Z mety na biwak załogi poprowadzi dojazdówka o długości 56 kilometrów.