Wyjątkowo udanie w barwach hokejowej reprezentacji Polski zadebiutował 25-letni Kamil Sadłocha, napastnik Re-Plast Unii.
W pierwszym z towarzyskich spotkań z Ukrainą, Sadłocha był autorem jednego z dwóch goli dla biało-czerwonych.
Cofnijmy się do 31 marca 1992 roku. Wówczas w oświęcimskiej hali lodowej nadkomplet kibiców (rekordowa frekwencja, 6 tysięcy fanów) oglądał piąty i rozstrzygający o mistrzostwie Polski mecz między Unią i Naprzodem Janów. Jedni i drudzy nigdy wcześniej nie sięgnęli po złoto, co jeszcze bardziej determinowało oba zespoły.
Co ciekawe z dzisiejszej perspektywy, fani gości zajmowali wówczas dzisiejszą „elkę”, a oświęcimianie zasiadali wszędzie indziej (łącznie z nieprawdopodobnie obleganymi schodami). Relacje kibiców Naprzodu i Unii były wtedy mocno napięte. Ślązacy objęli prowadzenie za sprawą Dariusza „Ojo” Olejowskiego, a Unia odpowiedziała po golu Piotra Sadłochy - ojca Kamila. Później biało-niebiescy byli już nie do zatrzymania dla janowian. Zwyciężyli 7:1 zdobywając pierwszy tytuł mistrzowski.
Jeszcze w latach dziecięcych Kamil Sadłocha wyjechał wraz z rodzicami z Sosnowca do USA i zamieszkał w Chicago. Przed poprzednim sezonem trafił do Oświęcimia, który zwieńczył mistrzowskim tytułem. Kamil znakomicie zaaklimatyzował się w mieście nad Sołą i jest jednym z liderów zespołu. Nic zatem dziwnego, że trener reprezentacji Polski Robert Kalaber powołał oświęcimskiego napastnika na dwa towarzyskie mecze z Ukrainą. Powołanie otrzymał także inny zawodnik Re-Plast Unii, grający w defensywie Miłosz Noworyta.
W pierwszym starciu z Ukrainą w Sanoku biało-czerwoni zwyciężyli 2:1, choć goście po zaledwie 90 sekundach prowadzili 0:1. Jeszcze w pierwszej tercji wychodzący na samotne spotkanie z bramkarzem Kamil Sadłocha został nieprawidłowo zatrzymany i sędziowie odgwizdali karnego, którego wykorzystał sam poszkodowany. Na niespełna 10 minut przed końcem pojedynku decydującego gola strzelił Bartłomiej Jeziorski.
W rewanżu padł identyczny rezultat, ale już na korzyść Ukraińców. Nie obyło się bez kontrowersji, dotyczącej tego co wydarzyło się w ostatniej sekundzie. Po strzale Alana Łyszczarczyka krążek znalazł się w bramce. Sędziowie uznali jednak, że było to już po upływie regulaminowego czasu. Z tą decyzją nie zgadzali się biało-czerwoni. Przypomnijmy, iż Ukraina będzie rywalem Polski w przyszłorocznych mistrzostwach świata dywizji 1A w Rumunii. Oprócz Polaków, Ukraińców i Rumunów o awans do elity powalczą Brytyjczycy, Włosi i Japończycy.