Reklama
1 maja 2026, piątek
Debile na drogach czują się bezkarni. A piesi - niebezpiecznie
- Redakcja
- Publicystyka
- 7 lipca 2011
- 20:27
Reklama
Gdybym dorwał tego barana, który sunąc z prędkością o wiele wykraczającą ponad dozwoloną, może bym go nie stłukł, bo to nie w moim stylu. Poprosiłbym kumpla, który szedł wraz ze mną, żeby spuścił mu niezłe manto. Bo na takich debilach mandaty nie robią wrażenia. Może więc zrobi piąchopiryna.
To było dwa dni temu. Szliśmy we dwóch ulicą Śniadeckiego od strony najsłynniejszego w Oświęcimiu pasażu w kierunku ulicy Sobieskiego. Przechodziliśmy przez przejście dla pieszych przy barze mlecznym Inka. Z lewej nic nie jechało, a z prawej czarny samochód był dość daleko. Weszliśmy na pasy. Na ich środku okazało się, że osobnik w czarnym aucie po prawej, nie jedzie z przepisową prędkością. Był jednak wciąż sporo metrów od nas. Ale byśmy mogli bezpiecznie i bez sprintu, ewentualnie bez wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym dokończyć przechodzenie przez jezdnię, powinien zacząć hamować.
Jednak ten kretyn zredukował bieg, co było słychać, i bmw na oświęcimskich numerach, zawierających dwie liczby 31 w tablicy rejestracyjnej, przejechał lewym pasem za naszymi plecami. Lewym przejechał przez skrzyżowanie Olszewskiego i Śniadeckiego. Zapamiętałem numer rejestracyjny tej beemki, by w przyszłości widząc go na drodze, maksymalnie ograniczyć zaufanie do tego tzw. użytkownika ruchu drogowego.