Reklama
2 maja 2026, sobota
Czytanie ze zrozumieniem to naprawdę cenna umiejętność
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 2 czerwca 2011
- 14:01
Reklama
Darmową zawiść i uszczypliwość zarzucił mi jeden z ojców założycieli nowego portalu oświęcimskiego. Nakazał też bicie w moją własną klatkę piersiową. A wszystko po felietonie „Równi i równiejsi. Bo startują? Nie, bo byli wierni”.
Jak napisał Piotr Struczyk w swoim felietonie na swoim portalu OswiecimOnline.pl, pojawienie się na rynku oświęcimskich mediów „nowego zawodnika” mogło co poniektórych wyprowadzić z równowagi. Ponieważ mnie nie wyprowadziło, bo i dlaczego miałoby, jeszcze raz dokładnie przejrzałem swój felieton, by wynaleźć przejawy darmowej (?) zawiści i uszczypliwości. I nie znalazłem. Nie znalazłem też ani jednego słowa, które chciałbym usunąć lub zmienić.
Z kolei czytając tekst kolegi Piotra odniosłem wrażenie, że autor jest nie tylko felietonistą, ale rzecznikiem rzecznika prasowego Stowarzyszenia Oświęcimianie Oświęcimianom.
- W związku z ostatnim oświadczeniem stowarzyszenia Oświęcimianie-Oświęcimianom o przedłużeniu leczenia Jacka Grossera o kolejnych 12
miesięcy, w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności i prostego niedopatrzenia osób odpowiedzialnych za kontakty stowarzyszenia z prasą, zarzuca się nam - sugeruje się - kolesiostwo i wierność - czytamy na OswiecimOnline.pl
Nie wierzę w niefortunny zbieg okoliczności. To oczywiste, że oświadczenie Stowarzyszenia Oświęcimianie Oświęcimianom, z którym ściśle związani są panowie Struczyk i Wilczak, portal OswiecimOnline.pl dostał, by wystartować z hitową, długo oczekiwaną przez mieszkańców miasta informacją. Gdyby to był jednak zwykły news, pewnie poplułbym sobie trochę w brodę, że nie byłem pierwszy i zwrócił się do rzeczniczki stowarzyszenia Agaty Rakoczy-Kot z prośbą o informację. Ale to było oświadczenie. I to z bardo ważną informacją. Udostępnienie takowego tylko jednemu medium, na dodatek startującemu i nikomu nie znanemu, jest nie tylko kolesiostwem, ale i przejawem lekceważenia opinii publicznej, a nie prostym niedopatrzeniem osób odpowiedzialnych za kontakty stowarzyszenia z prasą.
Niedopatrzeniem można nazwać sytuację, gdy jedna redakcja nie otrzymuje informacji. Kiedy jedna dostaje oświadczenie, a kilka nie, to jest, powtórzę, kolesiostwo. Ktoś może powiedzieć, że przecież opublikowaliśmy treść oświadczenia Agaty Rakoczy-Kot. To prawda, ale otrzymaliśmy je dopiero po wystosowaniu e-maila z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej i wytknięciu nierównego traktowania mediów.
Piotr Struczyk, poza tłumaczeniem rzeczniczki, która poza treścią oświadczenia nie napisała ani słowa wyjaśnienia czy przeprosin za „olanie” Faktów Oświęcim, Oświęcimskiego24.pl, „Gazety Krakowskiej” czy „Dziennika Polskiego”, szczyci się faktem, że jako dziennikarz startował w wyborach samorządowych i popierał Jacka Grossera, jako kandydata na prezydenta. Mam swoje zdanie na ten temat i nie przestanę twierdzić, że dziennikarstwo i polityka, także ta samorządowa, nie idą w parze. Gdybym jako wydawca i redaktor naczelny portalu w 2006 roku wstąpił w szeregi Samorządnego Oświęcimia, startował do rady miasta i poparł Janusza Marszałka, z pewnością jako dziennikarz byłbym skończony. Etykiety człowieka Marszałka nie pozbyłbym się już nigdy.
Felietonista przekonuje, że każdy dziennikarz ma swoje poglądy polityczne faszerujące publicystykę wychodzącą spod jego pióra, a apolityczność dziennikarzy jest udawana. Jeśli miał być to kamyczek do mojego ogródka, to śpieszę wyjaśnić, że ogródka nie mam, a zabawa kamyczkami w tym mieście kojarzy niezbyt dobrze.
Wiem jedno. Jeśli ktoś jawnie, otwarcie i wręcz publicznie wchodzi w świat polityki, aktywnie w niej działa i głośno popiera polityka, na miano dziennikarza nie zasługuje. Bardziej pewne jest bowiem, że taki „dziennikarz” będzie pisał, niekoniecznie pod publiczkę, ale z pewnością pod polityczkę. W tym kontekście słowa Piotra Struczyka: „Mojej pracy dziennikarskiej także bronił nie będę, gdyż ona obroni się sama” nabierają dwuznacznego kolorytu.
Autor zadaje pytanie: „Czy można mieć pretensje do dziennikarza za to, że jako pierwszy uzyskał i opublikował cenną informację?” Oczywiście, że nie. Jeśli mamy rzeczywiście do czynienia z informacją uzyskaną przez dziennikarza. Jeśli jest to jednak oświadczenie (podkreślam kolejny raz, że chodzi tu o oświadczenie) przekazane niejako na wyłączność jednemu medium z wielu, to trudno, by nie padł tu zarzut kolesiostwa.
- Nie chcę oceniać motywów czyjegoś działania, ale dobrze by było, gdyby oskarżyciele uderzyli także w własną pierś - przeczytałem w ostatnim zdaniu felietonu Piotra Struczyka. Jedynym motywem mojego działania było wskazanie nierówności traktowania mediów oraz faktu, że to równiejsze, które otrzymało ważne oświadczenie, jest ściśle powiązane z autorem tegoż oświadczenia.
Bić w piersi to ja się będę w konfesjonale, a tutaj co najwyżej mogę pluć sobie w brodę, że stan zdrowia Jacka Grossera nie pozwala mu zrobić porządku z tym, co dzieje się za jego plecami.