• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Ciszy nad tymi trumnami jeszcze długo nie będzie

Reklama

Dokładnie wiem, gdzie byłem pięć lat temu. Czy płakałem? Tego jednego nie pamiętam. Ale jeśli tak, to co z tego? Tych łez z 10 kwietnia 2010 roku nikt nie musi się wstydzić.



Po godzinie 7 pojechałem na uczelnię. O 8 zaczynaliśmy zajęcia z historii sztuki z przesympatyczną Violettą Sajkiewicz, która niestety odeszła w ubiegłym roku. Na kierunku było nas kilkanaścioro. W kąt odrzuciliśmy zeszyty i długopisy. Notowaliśmy w laptopach.

Pisałem, ale też podglądałem informacje w TVN24. Ot takie zboczenie dziennikarskie. Nagle, zobaczyłem żółty pasek. Redakcja informowała o poważnych problemach z lądowaniem samolotu, którym na uroczystości katyńskie polecieli oficjele z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

Grono było kameralne. Mieliśmy doskonały kontakt z wykładowcami. Przeprosiłem Panią Violę i podzieliłem się informacją z wszystkimi. Nikt z nas nie przypuszczał, że mogło dojść do wypadku, w którym ktokolwiek zginął. Problemy w lotnictwie nie oznaczają katastrofy. Boże, chciałbym by to zdanie wtedy okazało się prawdą.

Kończyły się zajęcia z dr Sajkiewicz, na kolejne przyszedł już Piotr Zawojski, znawca cyberkultury i mediów ery 2.0. Wtedy spadł grom z jasnego nieba. Internet mówił, że wszyscy zginęli. Podłączyliśmy laptopa do rzutnika w sali wykładowej i „biegaliśmy” po Internecie. Chyba szukaliśmy jakiegokolwiek serwisu, polskiego czy obcojęzycznego, który podałby, że to jednak nieprawda. Poszukiwania okazały się bezskuteczne. Przez kilkadziesiąt minut patrzyliśmy wraz z Panem Piotrem  na obraz z rzutnika nie mówiąc kompletnie nic. Staliśmy w milczeniu. Nie byliśmy w stanie wydobyć z siebie słowa.

Potem przyjechał rektor. Mazurek Dąbrowskiego, minuta ciszy, flaga przyozdobiona kirem. Powrót do domu.

Pamiętam to wielkie zjednoczenie Polaków, jak po śmierci Jana Pawła II, dzisiaj świętego. Zanotowałem słowa byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego: „Cóż ważne są legitymacje partyjne wobec potęgi śmierci, wobec tego, co się zdarzyło?”

Dzisiaj zanotowałem kolejne: „Tragedia smoleńską była pierwszą salwą wymierzoną w pokój światowy i w Europę. (...) Potem był Donbas.”

Ponadto podczas obchodów rocznicowych członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości widziałem polską biało-czerwoną flagę, profanowaną rozmaitymi napisami. W transmisji telewizyjnej spod pałacu prezydenckiego wypatrzyłem transparent z napisem „Bóg, pokój, Ojczyzna, Lech i Jarosław”.

Premier Tusk niewątpliwie dał ciała, oddając śledztwo w sprawie katastrofy Rosjanom. Gdyby poprosił o pomoc „speców” z amerykańskiej NTSB (National Transportation Safety Board, czyli Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu), bylibyśmy z nim o wiele dalej. Ale czy to sprawiłoby, że podziały w naszym społeczeństwie przeszłyby do historii? Na pewno nie. Do tego, w temacie katastrofy smoleńskiej, dojedzie dopiero wtedy, gdy zdarzenie z 10 kwietnia 2010 roku stanie się datą w podręcznikach historii.