• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Burza w szklance... wódki

Reklama

17-latek upił się na rówieśniczej imprezie tak mocno, że trafił do szpitala. Niektórzy Czytelnicy w korespondencji z redakcją Faktów Oświęcim pisali, że zajmujemy się pierdołami. Tylko, że to właśnie pierdoły często rodziły tragedie.



Fakt faktem, że młodzieniec, który ma 17 lat i 364 dni i w tym czasie wypije alkohol, łamie prawo. Dwa dni później może pić całkowicie legalnie. Sorry, takie mamy prawo, że sparafrazuję cytowaną dość często wypowiedź Elżbiety Bieńkowskiej. A skoro przepis obowiązuje, to psim obowiązkiem obywatela jest go przestrzegać. Co prawda poznałem kiedyś człowieka, urzędnika Urzędu Gminy Oświęcim poprzedniej kadencji, który przy okazji zebrania wiejskiego, dotyczącego przyszłości szkoły w Harmężach stwierdził, że on kieruje się prawem moralnym, a nie ustawowym

Ponieważ „dura lex sed lex”, to do złamania paragrafów doszło, a skoro tak, to Fakty Oświęcim jako medium informacyjne o tym napisały. Poinformowaliśmy, że młodzi ludzie zorganizowali sobie półmetek, że szkoła nie miała z nim nic wspólnego, że uczniowie mieli dwóch dorosłych opiekunów, i, że na imprezie był alkohol. Napisaliśmy też, że policja prowadzi sprawę w związku z upojeniem alkoholowym nieletniego bądź co bądź chłopca i ustala, skąd młodzież miała alkohol. Jeśli niepełnoletni kupili go osobiście, sprzedawca będzie miał kłopoty.

O czym jeszcze mogliśmy napisać przy okazji tej imprezy? O tym, że dwóch opiekunów nie jest w stanie „ogarnąć” kilkudziesięcioro uczestników imprezy, na której lał się alkohol. Może musielibyśmy, nie daj Boże, pisać o tragedii,  którą po alkoholu nietrudno.

Kilka lat temu dorośli, dojrzali i będący na poziomie pracownicy jednego z oświęcimskich banków uczestniczyli w imprezie integracyjnej w pobliskim sołectwie. Pili napoje wyskokowe, pewnie nie pierwszy raz w życiu, a więc znali ich działanie i swoją tolerancje na promile. Mimo to doszło do tragedii. Jedna z kobiet wyszła z lokalu i, nie wiedzieć dlaczego, poszła się przejść. Dlaczego? Nie wiadomo. Jaki był dalszy bieg wypadków? Nie wiadomo. Kobietę znaleziono martwą. Umarła z wyziębienia, a jej ciało przysypał śnieg.

Aż strach pomyśleć, jak skończyłby się podobny, samotny spacer kompletnie pijanego małolata, który z racji wieku, a co za tym idzie doświadczenia w drinkowaniu (chyba), ma dużo mniejszą tolerancję na alkohol. Mógł upaść i zasnąć wskutek upojenia na drodze i narazić się na potrącenie. Mógł pójść w nieznany sobie teren i zabłądzić, po czym skończyć jak wspomniana kobieta. Mógł wpaść do pobliskiego stawu. Generalnie mógł narazić się na utratę tego, co najważniejsze.

Po kiego grzyba to gdybanie, spytają malkontenci? A dlatego, że takie rzeczy się zdarzają. A potem gadanie i gdybanie już niczego nie zmieni A co zmieni czwartkowy news i piątkowy felieton? Jeżeli choć jeden młody człowiek, jeden rodzic się zastanowi, to bardzo wiele. A, że znów poleci na mnie wiadro pomyj? Trudno. Mam to w nosie. I wcale nie z braku szacunku do niektórych Czytelników, ale z przekonania, że także o takich sprawach należy informować.