Reklama
2 maja 2026, sobota
Bezpieczeństwo za trzy grosze
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 7 października 2015
- 11:02
Reklama
Obowiązek jazdy na światłach ustanowiono lata temu. Wydawałoby się, że wszystkim kierowcom wszedł już w krew. Choć od czasu do czasu widać na drogach samochody z „zamkniętymi oczkami”, to jest to bardziej oznaka roztargnienia, niż złej woli.
W nowych modelach samochodów nie ma problemu. Światła do jazdy dziennej koncerny montują seryjnie. Wystarczy przekręcić kluczyk i świecą. Większość kierowców musi jednak światła włączyć, najczęściej światła mijania.
Nie wszyscy jednak robią to automatycznie. W wielu samochodach nie ma kontrolki informującej o tym, że światła są włączone bądź nie. Tacy kierujący mogą jednak liczyć na innych, którzy światłami drogowymi dają znać, że coś jest nie w porządku, a ruchem dłoni pokazują na przednią część samochodu.
Nie o tych jednak, którzy są zapominalscy chcę dziś pisać. Moimi idolami są bowiem właściciele samochodów, którzy montują dodatkowo światła dzienne, by uniknąć korzystania ze świateł mijania.
I znów podział na tych, którzy kupili atestowane światła, dające wystarczającą jasność i tych, którzy zamontowali światełka byle były. Przodują w tym busiarze. Dopiero mijając się z busem (nie każdym) można dostrzec, że ledy błyszczą i to dosyć marnie.
Obowiązek jazdy na światłach ustanowiono lata temu, by poprawić bezpieczeństwo. Najwidoczniej przewoźnicy pasażerów ten aspekt bezpieczeństwa mają gdzieś, skoro montują niewidoczne światła dzienne.
Pozostaje pytanie, czy dające nikłą jasność światła posiadają jakikolwiek atest i czy policja, a także Inspekcja Transportu Drogowego w ogóle to sprawdzają.
W nowych modelach samochodów nie ma problemu. Światła do jazdy dziennej koncerny montują seryjnie. Wystarczy przekręcić kluczyk i świecą. Większość kierowców musi jednak światła włączyć, najczęściej światła mijania.
Nie wszyscy jednak robią to automatycznie. W wielu samochodach nie ma kontrolki informującej o tym, że światła są włączone bądź nie. Tacy kierujący mogą jednak liczyć na innych, którzy światłami drogowymi dają znać, że coś jest nie w porządku, a ruchem dłoni pokazują na przednią część samochodu.
Nie o tych jednak, którzy są zapominalscy chcę dziś pisać. Moimi idolami są bowiem właściciele samochodów, którzy montują dodatkowo światła dzienne, by uniknąć korzystania ze świateł mijania.
I znów podział na tych, którzy kupili atestowane światła, dające wystarczającą jasność i tych, którzy zamontowali światełka byle były. Przodują w tym busiarze. Dopiero mijając się z busem (nie każdym) można dostrzec, że ledy błyszczą i to dosyć marnie.
Obowiązek jazdy na światłach ustanowiono lata temu, by poprawić bezpieczeństwo. Najwidoczniej przewoźnicy pasażerów ten aspekt bezpieczeństwa mają gdzieś, skoro montują niewidoczne światła dzienne.
Pozostaje pytanie, czy dające nikłą jasność światła posiadają jakikolwiek atest i czy policja, a także Inspekcja Transportu Drogowego w ogóle to sprawdzają.