• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Atut własnej hali. Powrót do punktu wyjścia - FOTO

Teraz półfinałowa rywalizacja ponownie wróci na Górny Śląsk do hali „Małego Spodka”. Fot. Aleksandra Hołowiejczuk

Oświęcimianie poradzili sobie z ogromną presją wyniku i po raz drugi pokonali wicemistrzów Polski z Katowic na własnym lodzie. Cała zabawa zaczyna się zatem od początku. Przed nami jeszcze przynajmniej dwa mecze półfinałowe. Jeśli po nich stan play-off dalej będzie remisowy, dojdzie do decydującej potyczki w hali „Małego Spodka”.

Reklama

Dziś wszystko zaczęło się po myśli gości z Katowic. Ian McNulty ograł Linusa Lundina i wpakował krążek do siatki. Na 0:2 mógł podwyższyć Jonasz Hofman, ale po jego uderzeniu krążek zatrzymał się na poprzeczce. Piorunująca w wykonaniu biało-niebieskich była końcówka pierwszej tercji. Na 86 sekund przed pierwszą przerwą zakotłowało się pod bramką „Gieksy”. Strzał Joe Morrowa poprawiał w słupek Roman Rac, natomiast Samuel „walczak” Petras był już bezbłędny. Unia poszła za ciosem. 66 sekund później objęła prowadzenie. Jespera Eliassona pokonał z bliska Mika Partanen.

 

W kuriozalnych okolicznościach katowiczanie doprowadzili do wyrównania. Krążek po strzale Jeana Dupuy odbił się od bandy i po zatańczeniu na górnej siatce bramki spadł, by wylądować za bramkową linią. Po prostu hokejowy pech. Podrażnieni biało-niebiescy odpowiedzieli po niespełna 4 minutach. Z niebieskiej huknął Reece Scarlett, a ukraiński snajper - Ołeksandr Peresunko poprawił uderzenie Kanadyjczyka. Podobnie jak po pierwszej tercji, także i po drugiej oświęcimianie na przerwę zjechali z przewagą jednego trafienia.

 

Niezwykle emocjonujące było ostatnie 20 minut. W 45 minucie kibice gospodarzy chwycili się za głowy, kiedy Roman Rac przymierzył w słupek. Drużyna Jacka Płachty nękała oświęcimską bramką, ale bez zarzutu między słupkami radził sobie Linus Lundin. 

 

W końcówce meczu goście za wszelką cenę szukali wyrównania i grali już bez bramkarza. Wówczas przysłowiową „kropkę nad i” postawił Ville Heikkinen. Unia wykorzystała atut własnej hali i po czterech półfinałowych meczach wróciliśmy do punktu wyjścia. Jedno jest pewne. W hali przy ulicy Chemików rozegrany zostanie szósty półfinałowy mecz. Wcześniej (23 marca) drużyny skrzyżują kije w Katowicach.

 

W drugim dzisiejszym półfinale play-off:

GKS Tychy - ECB Zagłębie Sosnowiec 4:0 (0:0, 1:0, 3:0). Stan play-off: 3:0 dla GKS Tychy (do czterech zwycięstw).

 

Unia Oświęcim - GKS Katowice 4:2 (2:1, 1:1, 1:0)

 

Bramki: 0:1 McNulty (Coatta, J. Hofman) 5.39, 1:1 Petras (Rac, Morrow) 18.34, 2:1 Partanen (Heikkinen) 19.40, 2:2 Dupuy (Lundegard) 29.15, 3:2 Peresunko (Olsson Trkulja, Scarlett) 33.00, 4:2 Heikkinen (Olsson Trkulja) 58.37.

 

Sędziowali: Marcin Polak, Bartosz Kaczmarek (główni), Eryk Sztwiertnia, Michał Żak (liniowi). Kary: 6 i 4 minuty. Widzów: 3.500. Stan play-off: 2:2 (do czterech zwycięstw).

 

Unia: Lundin - Soderberg, Makela, Moutrey, Olsson Trkulja, Peresunko - Morrow, Scarlett, Partanen, Heikkinen, Ahopelto - Kubes, Matthews, Rac, D. Tyczyński, Petras - Prusak, Mościcki, Prokopiak, Krzemień, Kusak. Trener: Robert Kalaber.