Reklama
4 maja 2026, poniedziałek
Zorganizował zbiórkę dla Sebastiana. Teraz musi się bronić
- Paweł Wodniak
- 1 marca 2017
- 20:35
Reklama
Zarzucali mu kradzież pieniędzy ze zbiórki i ucieczkę z nimi. Rafał Biegun, inicjator zbiórki pieniędzy na samochód dla Sebastiana K. z Oświęcimia zmaga się z hejtem i próbami zdyskredytowania go.
Przypomnijmy, że po wypadku fiata seicento, prowadzonego przez 20-letniego Sebastiana, i audi A8, którym funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu wieźli do domu premier Beatę Szydło, chłopak został przez wysoko postawionych polityków Prawa i Sprawiedliwości uznany za winnego i niemalże skazany. Zanim w ogóle ruszyło śledztwo.
Wówczas Rafał Biegun, Polak z Suchej Beskidzkiej, mieszkający z rodziną w Wielkiej Brytanii, postanowił na portalu Pomagam.pl zorganizować zbiórkę pieniędzy na zakup fiata seicento, takiego, jaki został rozbity w wypadku.
Inicjatywie 38-letniego Rafała poświęciliśmy trzy artykuły. Można je znaleźć TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Ostatecznie 8069 osób wpłaciło w sumie 150 tysięcy 634 złote. Sebastian i jego rodzina od początku wiedzieli o zbiórce. Nie kryli wzruszenia, ale matka młodzieńca przewidywała, że znajdą się ludzie, szukający w związku z tą inicjatywą dziury w całym. I nie pomyliła się.
Pieniądze nie trafiły na konto, którym mógłby dysponować Sebastian. Nie trafiły na razie. Mecenas Władysław Pociej, pełnomocnik 20-latka chce, by ta operacja była jak najbardziej transparentna. Dlatego też przekazanie całej kwoty nastąpi za kilka dni pod opieką notariusza.
Pieniądze trafią na konto depozytowe. Sebastian nie będzie nimi dysponować aż do zakończenia postępowania prokuratorskiego i sądowego. Wówczas zapadnie decyzja, czy datki będą przekazane na konto jednej fundacji, prowadzącej działalność charytatywną, czy zapewnią pomoc kilku potrzebującym. Bo właśnie tak chłopak zamierza spożytkować podarowaną mu kwotę.
Prawdopodobnie w międzyczasie rodzice kupią młodemu oświęcimianinowi samochód, którym będzie mógł dojeżdżać m.in. do szkoły, w której w tym roku chce zdać maturę.
Rafał Biegun w miniony weekend dowiedział się, że zniknął z całą kwotą. Gdzie? Nie wiadomo. Po rzekomej ucieczce kontaktował się kilkakrotnie z Faktami Oświęcim. Opowiadał o hejcie i zarzutach, kierowanych pod jego adresem.
- Ich autorami są ludzie ze środowiska PiSowskiego i prawicowi dziennikarze oraz publicyści. Chcą zdyskredytować mnie i samą ideę zbiórki - mówi Rafał Biegun w rozmowie z Faktami Oświęcim.
- Wystarczyło do mnie zadzwonić lub napisać, by się przekonać, że jestem, odbieram telefony i odpowiadam na wiadomości. Ale prawicowcom bardziej pasowało zrobić wrzutkę, którą podchwyciły niektóre media, zarzucając mi nieuczciwość - dodaje.
Zarówno do Faktów Oświęcim, jak i do mieszkającego setki kilometrów od Małopolski Rafała, docierają też głosy, że Sebastian wzbogaci się na wypadku. Tych inwektyw ani jeden, ani drugi mężczyzna nie komentują.
Biegun nie ukrywa, że ma już dość całej sytuacji i jadu, sączącego się wokół niego, jego inicjatywy i samego Sebastiana. Odetchnie z ulgą, gdy pieniądze ze zbiórki w całości trafią na konto, którego dysponentem będzie uczestnik wypadku z kolumną rządową, pozostawiony sam na przeciwko państwa PiS.
- Nawet gdybym wiedział, co mnie czeka, i tak zorganizowałbym tę zbiórkę. Przekonałem się, że profesor Władysław Bartoszewski miał absolutną rację mówiąc: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca” - podsumowuje Rafał Biegun.
Przypomnijmy, że po wypadku fiata seicento, prowadzonego przez 20-letniego Sebastiana, i audi A8, którym funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu wieźli do domu premier Beatę Szydło, chłopak został przez wysoko postawionych polityków Prawa i Sprawiedliwości uznany za winnego i niemalże skazany. Zanim w ogóle ruszyło śledztwo.
Wówczas Rafał Biegun, Polak z Suchej Beskidzkiej, mieszkający z rodziną w Wielkiej Brytanii, postanowił na portalu Pomagam.pl zorganizować zbiórkę pieniędzy na zakup fiata seicento, takiego, jaki został rozbity w wypadku.
Inicjatywie 38-letniego Rafała poświęciliśmy trzy artykuły. Można je znaleźć TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Ostatecznie 8069 osób wpłaciło w sumie 150 tysięcy 634 złote. Sebastian i jego rodzina od początku wiedzieli o zbiórce. Nie kryli wzruszenia, ale matka młodzieńca przewidywała, że znajdą się ludzie, szukający w związku z tą inicjatywą dziury w całym. I nie pomyliła się.
Pieniądze nie trafiły na konto, którym mógłby dysponować Sebastian. Nie trafiły na razie. Mecenas Władysław Pociej, pełnomocnik 20-latka chce, by ta operacja była jak najbardziej transparentna. Dlatego też przekazanie całej kwoty nastąpi za kilka dni pod opieką notariusza.
Pieniądze trafią na konto depozytowe. Sebastian nie będzie nimi dysponować aż do zakończenia postępowania prokuratorskiego i sądowego. Wówczas zapadnie decyzja, czy datki będą przekazane na konto jednej fundacji, prowadzącej działalność charytatywną, czy zapewnią pomoc kilku potrzebującym. Bo właśnie tak chłopak zamierza spożytkować podarowaną mu kwotę.
Prawdopodobnie w międzyczasie rodzice kupią młodemu oświęcimianinowi samochód, którym będzie mógł dojeżdżać m.in. do szkoły, w której w tym roku chce zdać maturę.
Rafał Biegun w miniony weekend dowiedział się, że zniknął z całą kwotą. Gdzie? Nie wiadomo. Po rzekomej ucieczce kontaktował się kilkakrotnie z Faktami Oświęcim. Opowiadał o hejcie i zarzutach, kierowanych pod jego adresem.
- Ich autorami są ludzie ze środowiska PiSowskiego i prawicowi dziennikarze oraz publicyści. Chcą zdyskredytować mnie i samą ideę zbiórki - mówi Rafał Biegun w rozmowie z Faktami Oświęcim.
- Wystarczyło do mnie zadzwonić lub napisać, by się przekonać, że jestem, odbieram telefony i odpowiadam na wiadomości. Ale prawicowcom bardziej pasowało zrobić wrzutkę, którą podchwyciły niektóre media, zarzucając mi nieuczciwość - dodaje.
Zarówno do Faktów Oświęcim, jak i do mieszkającego setki kilometrów od Małopolski Rafała, docierają też głosy, że Sebastian wzbogaci się na wypadku. Tych inwektyw ani jeden, ani drugi mężczyzna nie komentują.
Biegun nie ukrywa, że ma już dość całej sytuacji i jadu, sączącego się wokół niego, jego inicjatywy i samego Sebastiana. Odetchnie z ulgą, gdy pieniądze ze zbiórki w całości trafią na konto, którego dysponentem będzie uczestnik wypadku z kolumną rządową, pozostawiony sam na przeciwko państwa PiS.
- Nawet gdybym wiedział, co mnie czeka, i tak zorganizowałbym tę zbiórkę. Przekonałem się, że profesor Władysław Bartoszewski miał absolutną rację mówiąc: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca” - podsumowuje Rafał Biegun.