• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Mama Sebastiana mówi o zderzeniu syna z limuzyną rządową

Reklama

- Dostałam sms od dziewczyny syna, bo jemu się wyładował telefon. Wysłał jej tylko informację: wypadek. Pojechałam go szukać - mówi mama 20-letniego kierowcy fiata seicento, który zderzył się z rządowym audi.

Pani Renata (imię zmienione) wsiadła do samochodu i pojechała w kierunku galerii Niwa. Wiedziała, że tam wybrał się jej syn. Dojechała na ulicę Orzeszkowej.

- Zobaczyłam policję, straże. Zostawiłam samochód na poboczu i pobiegłam zapytać, czy w tym wypadku nie uczestniczył mój syn. Zapytałam policjanta, a on poszedł to ustalać. Po chwili zobaczyłam jednak z oddali nasze seicento i syna siedzącego w samochodzie - opowiada kobieta.

Co zdarzyło się kilkanaście minut wcześniej? Pani Renata przekazuje nam to, co usłyszała od Sebastiana. On sam, za radą adwokata, nie wypowiada się do mediów. Siedzi jednak obok mamy i uważnie słucha. Co jakiś czas ruchem głowy potwierdza to, co mówi nasza rozmówczyni.

Dziennikarz Faktów Oświęcim jest jedynym, z którym, przynajmniej do tej chwili, zgodziła się porozmawiać oświęcimianka, która przeżywa całą sytuację niemniej niż młody człowiek.

W miniony piątek Sebastian wyjechał z galerii Niwa po godzinie 18.30. Na rondzie skręcił w lewo w kierunku dworca kolejowego. Nie słuchał muzyki. Panel radia samochodowego leżał w schowku w futerale. Stan zużycia baterii smartfona również nie pozwalał na włączenie jakiejś aplikacji muzycznej. Fiatem seicento 20-latek podążał ulicą Powstańców Śląskich, zbliżając się do skrzyżowania z ulicą Orzeszkowej, w którą zamierzał skręcić.

- Przed skrętem (w lewo - przyp. aut.) zobaczył niebieskie sygnały świetlne. Żadnych sygnałów dźwiękowych nie było. Drugi z samochodów nie miał migających niebieskich świateł i pojawił się dosłownie w momencie. A syn patrzył do lusterka, a nawet odwrócił się za siebie przed rozpoczęciem skrętu - kontynuuje pani Renata.

Sebastian zapewniał mamę, że miał włączony kierunkowskaz. Kiedy dostrzegł niebieskie migające światła, zjechał jeszcze na prawą część jezdni, stając przy krawężniku, by przepuścić pojazd z niebieskimi światłami. Za fiatem seicento zatrzymały się dwa lub nawet trzy samochody.

Po przepuszczeniu samochodu, jak mniemał młody kierowca - uprzywilejowanego, zaczął skręcać w lewo, cały czas sygnalizując manewr kierunkowskazem. Jak wiemy, w tym właśnie momencie doszło do kontaktu fiata i audi A8, którym jechała premier Beata Szydło.

Audi zjechało z jezdni uderzyło w przydrożne drzewo. W momencie uderzenia, jak zapamiętał Sebastian, tył samochodu podniósł się około metr do góry i natychmiast opadł. To, jak też uszkodzenia samochodu miałyby wskazywać na dużą prędkość rządowej limuzyny. Kierowca fiata ocenia ją na 80-90 km na godz. To jednak jego subiektywna ocena.

Po kraksie samochód Biura Ochrony Rządu, który jechał jako pierwszy, wrócił i zatrzymał się na miejscu wypadku, podobnie, jak pojazd zamykający kolumnę.

- Jak mówił syn, za seicentem zatrzymały się dwa lub nawet trzy samochody. Po wypadku funkcjonariusze BOR kazali im (kierowcom tych aut - przyp. red.) odjechać z miejsca zdarzenia. Nie spisali tych ludzi, ani tablic rejestracyjnych. Przepuścili samochody, które stały za synem i zaczęli zabezpieczać miejsce - zdarzenia - relacjonuje pani Renata.

- Ma prawo jazdy ponad dwa lata, ale nie jest niedzielnym kierowcą. Jeździ wszędzie, po całej Polsce, do Szwecji, do Norwegii. Nie boi się dużych miast. Jest naprawdę dobrym kierowcą - mówi matka o umiejętnościach syna, który dzisiaj w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie usłyszał zarzut spowodowania wypadku niesygnalizowania manewru.

Młody człowiek czuje się zestresowany i niewyspany. Swoje samopoczucie ocenia jako średnie.

Strasznie dużo dzieje się wokół niego. Jeszcze jak ogląda informacje na różnych kanałach informacyjnych i słyszy nieprawdziwe informacje, to jak sie ma czuć? Czuje niemoc w starciu z systemem. Czuje się jak pionek. Tyle dobrze, że jemu się nic nie stało - dodaje oświęcimianka

- Oczywiście życzymy szybkiego powrotu do zdrowia pani premier i oficerom BOR - zapewnia kobieta.

Jednocześnie za naszym pośrednictwem publicznie składa podziękowania za pomoc posłom Markowi Sowie i Borysowie Budce. Zapewnia, że rodzina nie ma żadnych powiązań politycznych, ale to właśnie opozycyjni parlamentarzyści pierwsi wyciągnęli rękę.

- Gdyby to samo zrobił ktoś z PiS i zadeklarowałby pomoc, pewnie też byśmy ją w takiej sytuacji przyjęli. Wszyscy byliśmy zestresowani i potrzebowaliśmy tej pomocy - kończy pani Renata.