• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Jolanta Rafacz jest pewna tego, co zeznała: nie było sygnałów

Reklama

W TVP usłyszała, że jest niewiarygodnym świadkiem, bo w chwili wypadku premier Beaty Szydło i Sebastiana K. była w biurze. A ona właśnie tam lepiej, niż w hali sprzedażnej, słyszy odgłosy ulicy.

20-latka mieszkająca w pobliskiej Porębie Wielkiej pracuje na stacji paliw Orlen przy ulicy Powstańców Śląskich w Oświęcimiu. To niecałe 200 metrów od miejsca, gdzie rządowe audi A8 uderzyło w drzewo.

W piątek 10 lutego, gdy doszło do wypadku kolumny wiozącej premier Szydło, Jolanta Rafacz była w pracy od niespełna 40 minut. Swoją zmianę rozpoczęła o godzinie 18. Około pół godziny później poszła do biura, by wykonać pracę na komputerze. Okno wychodzi na rondo na Niwie, ale ma mleczną szybę, przez którą ani wewnątrz, ani na zewnątrz nic nie widać.

- Kiedy siedziałam przy komputerze, zobaczyłam niebieskie światło odbijające się od szyby, ale na pewno nic nie było słychać. Dopiero, jak karetki zaczęły jeździć, to pierwszy raz tego dnia w pracy usłyszałam sygnał - zapewnia Jolanta Rafacz w rozmowie z Faktami Oświęcim.

- Gdyby kolumna jechała z sygnałem, to słyszałabym ją w biurze lepiej, niż w sklepie. Późniejszy dźwięk karetek był tam bardzo dobrze słyszalny.
Z biura słychać nawet, jak samochody jeżdżą ulicą Powstańców Śląskich - dodaje.

Opowiadając o przesłuchaniu przez policję, mówi, że to była „około godzinna męczarnia”.

- Na początku rozmawiało ze mną dwóch policjantów po cywilnemu. Około pół godziny. Zadawali bardzo szczegółowe pytania. Kilkakrotnie pytali, czy na pewno nie słyszałam sygnałów. A może jednak słyszałam? A być może nie słyszałam, bo byłam w toalecie? - opowiada 20-latka.

Po około pół godzinie jeden z funkcjonariuszy wyszedł z nią do innego pokoju, by spisać zeznania.

Jolanta Rafacz nie może się pogodzić z tym, że niektóre media już zdyskredytowały jej wypowiedzi do telewizji i złożone na policji zeznania.

- TVP podała, że jestem niewiarygodnym świadkiem, bo byłam w biurze - żali się młoda kobieta. - Ponadto często, będąc w pracy, widzę tu w piątek czy w niedzielę kolumnę na błyskach, ale nie na syrenach. To standard.

Pracownica Orlenu ma swoje zdanie na temat sprawstwa wypadku.

- Uważam, że wina jest obopólna, ale bardziej po stronie kolumny rządowej - kończy pani Jolanta i przywołuje przypadek zderzenia jadącego na sygnałach wozu strażackiego z samochodem osobowym. Doszło do niego na oświęcimskiej obwodnicy na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną.

Samochód bojowy straży jechał do akcji i miał włączone sygnały świetlne i dźwiękowe. Wjechał na skrzyżowanie przy zapalonym czerwonym świetle. Uderzyła w niego, jadąca na zielonym, kierująca renaulta megane kobieta.

Sprawa trafiła do oświęcimskiego sądu. Ten orzekł niedawno, że wina leży po obu stronach i ukarał zarówno kierowcę volvo, jak i renaulta.

Swoimi spostrzeżeniami Jolanta Rafacz dzieliła się nie tylko z Faktami Oświęcim, ale i z Piotrem Świerczkiem z TVN, który przygotowywał program z cyklu „Czarno na białym” na temat wypadku z 10 lutego. Można go obejrzeć dzisiaj o godz. 20.25 w TVN 24.