• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Cała kwota trafi do Sebastiana - zapewnia Rafał Biegun

Reklama

Rafał Biegun zainicjował zbiórkę pieniędzy na auto dla Sebastiana K. Pojawili się jednak internauci, którzy prorokują, że tylko część pieniędzy trafi do 20-latka, a resztę przywłaszczy sobie organizator.

- Cała zebrana kwota trafi do Sebastiana - zapewnia Fakty Oświęcim Rafał Biegun. Jednocześnie potwierdza, że zbiórce cały czas towarzyszy hejt w Internecie.

Przypomnijmy, że zbiórkę Biegun zorganizował na rzecz 20-letniego Sebastiana K., uczestnika wypadku z rządową limuzyną, którą podróżowała premier Beata Szydło. Pisaliśmy o tym TUTAJ i TUTAJ.

Fiat seicento, którym jechał młody oświęcimianin uderzył w audi A8 na skrzyżowaniu ulic Powstańców Śląskich i Orzeszkowej w Oświęcimiu. Oba pojazdy zostały uszkodzone. Obecnie są zabezpieczone przez policję do badań przeprowadzanych przez biegłych specjalistów.

Rafał Biegun pochodzi z Suchej Beskidzkiej. Ma 38 lat, żonę i czwórkę dzieci. Obecnie wraz z rodziną mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie wyjechał „za pracą”. Tyle, że chwilowo jest... bezrobotny.

W chwili, gdy publikujemy ten artykuł, na koncie zbiórki (TUTAJ) znajduje się 142.995 złotych. To o 2.859 procent więcej, niż zakładał cel. A celem była zbiórka 5.000 złotych. Akcję wsparło łącznie 7.697 osoby.

- Zebrana kwota przekroczyła moje oczekiwania. Jestem w pozytywnym szoku. Tym bardziej, że wcześniej nie przeprowadzałem tego typu zbiórek - mówi Rafał.

Na zarzuty, że Sebastian dostanie 5.000 zł a resztę Biegun zabierze dla siebie, reaguje stanowczo i jednoznacznie.

- Kwota zostanie w całości przekazana poszkodowanemu (Sebastianowi K. - przyp. aut.) na jego rachunek bankowy i będzie skrupulatnie rozliczona - stwierdza.

Hejterzy, często w niewybrednych słowach, kwestionują też samą zbiórkę. Zarzuty są rozmaite. Od tych, że Rafał Biegun chce zdobyć popularność, wykorzystując wypadek z premier Szydło, po takie, które oskarżają go o działanie na zlecenie partii opozycyjnych.

- Na początku, nawet próbowałem wchodzić w dyskusje, ale to było jak zderzenie ze ścianą, wiec zacząłem ignorować ten hejt. Psy szczękają, karawana idzie dalej - relacjonuje reporterowi Faktów Oświęcim.

Liczba hejterów wypada blado w porównaniu z 7.700 osobami, które różnymi kwotami wsparły zbiórkę na zakup samochodu dla Sebastiana.

Pytamy Rafała Bieguna, kiedy nastąpi finał akcji?

- Zbiórka będzie trwać do czasu, aż Sebastian zadecyduje, co z nią dalej. Dla niego jest to zupełne zaskoczenie. Chłopak jednak nie ma czasu śledzić informacji w mediach, bo ma w tej chwili ważniejsze rzeczy na głowie - odpowiada aktualny mieszkaniec Wielkiej Brytanii.

Podkreśla, że sukces akcji jest możliwy tylko dzięki internautom, którym śle „słowa najcieplejsze z możliwych”.

- Ja tylko wpadłem na szalony pomysł, nie będąc pewnym czy to wypali. Rodzina Sebastiana, jak pewnie wiecie, nie należy do bogatych. Myślę więc, że każda wpłacona złotówka to dobrze wydane pieniądze. Sam osobiście mam z tego bardzo dużo. Wielką satysfakcję, wiarę w ludzi i nadzieję na lepsze - tłumaczy ojciec, których córki noszą imiona Wiara i Nadzieja.

Rafał odpiera zarzuty, że organizując akcję kierował się kwestiami politycznymi.

- Od początku nie miała być to manifestacja przeciwko czemuś lub komuś, ale pomoc dla kogoś. Nie da się jednak ukryć, że wielu z was po prostu wyraża tym sposobem także sprzeciw wobec tego, co się dzieje w Polsce. Nie mam nic przeciwko temu - zapewnia inicjator zbiórki.

- Dobrze to służy, jeśli nie zniżamy się do poziomu pewnych osób, które niszczą to, co w Polakach najważniejsze i najcenniejsze - Solidarność. Życzę każdemu z osobna wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że kiedyś wrócę z rodzina do normalnej Polski - kończy Rafał Biegun.